Dla osób niezwiązanych z żeglarstwem tytuł brzmi zdecydowanie obco jak i niezrozumiale. Nic dziwnego. Źródłosłów flauty immanentnie skorelowany jest z germańskim określeniem flau, co w transkrypcji krajowej oznacza… ospałość.

Flauta dla żeglarza stanowi oczywiste przekleństwo. Stanowi zaprzeczenie wiatru, jego nieobecność po prostu. Bezwietrzność jest dla rasowego żeglarza zjawiskiem wielce niepożądanym i, co jest oczywistą oczywistością, tym samym nieakceptowalnym.

Odnosi się to rzecz jasna do użytkowanych jednostek żaglowych, które oprócz żagli stanowiących ich swoisty naturalny napęd z użyciem właśnie wiejącego wiatru, czyli przemieszczających się mas powietrznych nie są zaopatrzone w dodatkowe źródła energii w postaci silników spalinowych.

Przypomnieć w tym miejscu należy słynny wyczyn w 1966r L. Teligi, który na swoim jachcie OPTY opłynął samotnie kulę ziemską.

Jego jacht mierzył 9,85 m długości i 2,75 m szerokości, przy zanurzeniu 1,56 m, wyporność została określona na 5 ton; przy powierzchni żagli 43 m2. Jacht miał konwencjonalną konstrukcję kadłuba: dębowy szkielet i mahoniowe poszycie. Jacht wyposażono w żagle zasadnicze: grot, fok i bezan, żagle sztormowe – bezan, trajsel i fok sztormowy oraz żagle lekkie – genua, fok, spinaker, dwa motyle pasatowe i żagle marszowe – grot i fok. Napęd pomocniczy jachtu stanowił silnik Volvo Penta DM o mocy ledwie 5 KM.

Przy tego typu wyprawie godnej wyczynu Magellana koniecznym wręcz było posiłkowanie w sytuacjach tego wymagających właśnie wspomagającą niewielką mocą pracy silnika spalinowego.

Klasyczny puryzm żeglarstwa zasadza się jednak na tym, aby korzystać z uroków żeglowania wyłącznie używając do realizacji tej frajdy żagli, a w sytuacjach awaryjnych i rzecz jasna wyłącznie na krótkich dystansach krótkich wioseł nazywanych pagajami.

Już wzmiankowany wyżej Magellan realizując jako pierwszy w dziejach człowiek podróż dookoła świata wielekroć napotykał się na tzw. obszary ciszy morskiej uniemożliwiającej nawet przez kilka dni, czy tygodni dalszy rejs.

To on właśnie z uwagi na częstokroć występującą flautę na największym na kuli ziemskiej oceanie nazwał go PACYFIKIEM, czyli po prostu Oceanem Spokojnym.

Występująca dłużej na przestrzeniach oceanicznych flauta charakteryzowała się pojawianiem się na jej powierzchni wręcz lustrzanej spotykanej na jeziorach wodnej tafli nie zakłócanej tzw. grzywaczami, czy bałwanami.

Flauta w żegludze towarowej implikowała rzecz jasna oczywiste straty z uwagi na temporalną rozciągliwość rejsu, który zamiast np. przy sprzyjających wiatrach miał przebiegać w dwa miesiące, przy występujących flautach był nawet dwukrotnie dłuższy.

Dopiero w XIX w. pełnomorskie żaglowce zostały wyposażone w silniki parowe niwelując tym samym negatywne zjawisko flauty.

Tyle, celem przybliżenia zjawiska pochodzącego z kategorii uprawiania przez wiele osób wodnego hobby i korzystania z formy sportowego wypoczynku w postaci żeglarstwa.

Jak należy się domyślać przywołana flauta jako tytuł felietonu została użyta nie bez kozery, albowiem w sposób wręcz znakomity oddaje klimat i sensualność innego skorelowanego z flautą zjawiska, a mianowicie bezdechu.

Flauta może grozić jedynie nawet znaczącym wydłużeniem zaplanowanego terminu zakończenia rejsu. Gorzej jest w przypadku bezdechu, czyli zjawiska nierozerwalnie związanym z człeczą egzystencją.

Możliwość funkcjonowania organizmów żywych związana jest immanentnie z tzw. wymianą gazową umożliwiającą dostarczenie życiodajnego tlenu do jego komórek.

Nie wdając się niepotrzebnie w dalsze szczegóły i analizy medyczne należy skonkludować, że brak tegoż tlenu po prostu uniemożliwia dalsze funkcjonowanie żywych organizmów, a do takowych należy zaliczyć także człowieka.

Oprócz tlenu paralelnie koniecznym jest właściwe nawodnienie organizmów, co m.in. zaskutkowało kreacją ludycznego powiedzonka: czekać jak kania dżdżu….

Ryba wyrzucona na brzeg i pozbawiona wody, a tym samym możliwości pobierania tlenu poprzez swój aparat oddechowy w postaci skrzeli po krótkim czasie charakteryzującym się jej przed śmiertelnymi podrygami; po prostu alienuje się z gatunku istot żywych.

Aktualnie panoszący się na świecie korona(ś)wirus pozbawia wiele osób nim dotkniętych możności swobodnego oddychania. Pojawia się coraz bardziej zakleszczający się bolesny bezdech grożący nawet przy wspomagającym działaniu respiratora zgonem człowieka o czym zaświadczają codzienne komunikaty MZ.

Jak się jednak okazuje dla wielu osobników (osobniczek także – tako rzecze tow. S. Spurek) poniekąd tlen i woda jakkolwiek ważne, aby jako tako codziennie funkcjonować; ważniejszym aspektem ich żywota jest możność zaistnienia w polityce sensu largo, a tym samym eksponowania swojej facjaty w różnorakiej proweniencji telewizorniach.

Dzień bez skutecznego parcia na szkło jest po prostu dniem straconym i tym samym wymagającym stosownego ukojenia poprzez zastosowanie właściwego np. zielarskiego antidotum. Zainteresowanych należy odesłać do tow. A. Halickiego trafnie zwanego przez swojego kolesia J. Krawca (b. Prezes ORLEN-u) debilem, względnie sejmowego pajaca i krotochwilanta S. Nitrasa, którzy z całą pewnością udzielą potrzebnego wsparcia.

Parcie na szkło oraz prezentowanie swojej osoby, a przede wszystkim swoich poglądów w aktualnych niezwykle utechnicznionych mediach społecznościowych związane jest jednak zarówno z ryzykiem jak i z pewnym niebezpieczeństwem.

Każdy, dosłownie każdy zarówno tzw. rasowy polityk jak też cwelebryta jest infinitywnie archiwowany w przepastnych czeluściach twardych dysków jakimi posługują się telewizornie oraz oprzyrządowanie komputerowe np. Face Booka.

To bezwzględne archiwowanie pozwala w sposób oczywisty ogółowi odbiorców różnorakiej treści wypowiedzi z lat powiedzmy np. 2007-2015 tego typu osobników jak BREDZISŁAW, BOLEK Grzesio Dyndała ze Schetyna, KACZOR DONALD, czy BORYSŁAW skonfrontować z ich późniejszymi np. aktualnymi deklaracjami, wypowiedziami, czy komentarzami i to dokładnie na ten sam temat, czy zaistniałe wydarzenie.

Nawet pobieżna analiza ich wypowiedzi pozwala na jednoznaczną konkluzję oznajmującą urbi et orbi, że powyższa (i nie tylko ona) czereda; to stado kłamców, łgarzy i niewiarygodnych osobników.

Nie wymaga wielkiego wysiłku internetowe sięgnięcie do niedawnych wypowiedzi np. KACZORA DONALDA odnośnie konieczności ochrony dobrego imienia, a także zdrowia policji, gdy to on bywał premierem, a jak diametralnie na ten temat zmienił zdanie w związku z funkcjonowaniem jako szefowej SK lejsbijskiego babola.

Przy okazji Donek; wprawdzie chyba niechcący, ale jednak pośrednio ujawnił swój iloraz inteligencji, który jak wynika z meritum pogwarek z lamparcicą musi korelować się z jej wielkością tzn, że ta wielkość zapisuje się jako IQ < 82.

To jednakże jedynie wierzchołek góry lodowej w dotychczasowej działalności totalniackich prominentów codziennie robiących tzw. wodę z mózgów swoim akolitom, a w wielu wypadkach wręcz wyznawcom. Właściwie nie istnieje jakakolwiek granica, hucpy, konfuzji, obłudy, cynizmu, bezczelności czy łgarstw jaka by nie została przez „jelitę” totalsów przekroczona.

Świadomość całkowitej bezkarności za tego typu zachowania ośmiela także neokomusze towarzycho na czele z bratem bliźniakiem lamparcicy, czyli krzaczastym, wespół z człapiącymi pod egidą tow. Szłapki ku horyzontowi niebytu „modernymi” – do ustawicznej deprecjacji podejmowanych przez organy RP działań mających m.in. na celu ograniczanie negatywnych skutków „świrusa”. Dopełnieniem tychże politycznych prostytutek jest grono dewianckich profesórek środulowych, płatkowych i inszych i takoż profesórkóf hartmanowatych czy mataczkowatych., a takoż inszych.

teraz uwaga; wracamy do tytułowej flauty. Co najmniej przez ostatni tydzień; z różnorakim wzmożeniem i natężeniem wymienione wyżej ( i nie tylko one) prostytutki polityczne niczym delficka Pytia wieszczyły nadejście wszelakich katastrofizmów i paroksyzmów mających się ostatecznie zmaterializować w jeden wielki ARMAGEDON.

Tematyka i jej meritum była prosta jak budowa cepa, albowiem gdyby RP wespół zespół z Węgrami zastosowałyby wobec polityki UE prawo weta, to tenże ARMAGEDON ujawniłby się jak banku.

Gawiedź i mierzwa ludzka ukierunkowana była na drogę potencjalnego tragizmu jaki musi wręcz zaistnieć w związku z potencjalną możnością zaskutkowania weta.

Zaangażowano cały posiadany psychologiczny arsenał, aby zasiać społeczną bojaźń i element niepewności jutra; dążąc tym sposobem do wzniecenia obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Nie sposób wymienić różnorakie telewizornie oraz prostytualne „ałtorytety” uzurpujące sobie prawo do wypowiadania się ex cathedra na każdy, dosłownie każdy temat.

Ich bzdetowe wypowiedzi były słuchane z czcią i nabożnością przez telewiziorniane spikierstwo (o oczywistych naleciałościach bezpieczniackich jak choćby Monisia Olejarka). „Złote myśli” ćwierć i półgłówków kreowane były wręcz jako aksjomaty i niepodważalne dogmaty.

Nad powyższymi wypowiedziami codziennie unosił się odór sprzedajnych Moskwie targowiczan oraz specyficzny zapaszek sorosowego jurgieltu. Jakże trafnie cesarz rzymski Wespazjan wyjaśniał, że pecunia non olet, albowiem z autopsji stwierdził; biorąc monetę do ręki i uruchamiając narząd węchu w postaci nosa, że ta moneta nie emanuje żadnym odium.

Z momentem zawarcia w UE ostatecznego porozumienia budżetowego eliminującego możność zafunkcjonowania weta; ze wszystkimi z tego faktu wypływającymi negatywnymi skutkami, nagle na obszarze RP rozpostarła swoje skrzydła tytułowa flauta. To oczywiste, że przywołana flauta jest li tylko swoistą przenośnią; aczkolwiek przenośnią niezwykle trafną.

Zszokowani cwelebryci nabrali wody w usta, aby ewentualnie komentując zaistniały stan rzeczy do cna się nie zdyskredytować. Zapanowała pełna konsternacji opozycyjna, polityczna cisza.

Flauta zatem w pełni zatriumfowała.

To właśnie tenże w/w przełomowy polityczny moment ubiegłego tygodnia gwałtownie odebrał jakiekolwiek podmuchy wiatru w żagle mające w założeniu napędzać w trakcie rejsu opozycyjny jacht.

Wzmiankowana wyżej prostytucka czereda doznała niczym piorun z jasnego nieba kompletnego bezdechu uniemożliwiającego jakiekolwiek usprawiedliwienia odnoszące się do prorokowanego przez nią ARMAGEDONU.

Napompowany propagandowy balon po prostu z hukiem pękł obnażając bezsensowność postępowania totalsów oraz nicość ich oczekiwań, bowiem hinduistyczna karma zafunkcjonowała z całą swoją bezwzględnością; ukazując w pełnej krasie ich bezmózgowie i poziom entelegencyi.

Jak Tusek karmie tak karma jemu i jego kamaryli.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

18.12 2020

fot. pixabay