Jestem po długiej rozmowie z właścicielem przychodni, która uczestniczy w procesie szczepień przeciwko koronawirusowi. Wniosek z rozmowy jest taki, że system działa nieźle, szczepionek nie brakuje, ale wyraźnie widać poważny problem. Nie z systemem i nie z dostępnością szczepionek jednak, ale z tym, że badania opinii publicznej chyba nie doszacowują procentu Polaków, którzy nie chcą się szczepić. W ocenie mojego rozmówcy nie tylko nie osiągniemy progu odporności stadnej czyli poziomu ca. 80% szczepionych, ale nawet dużo niższego poziomu.
Skądinąd zawsze uważałem działalność antyszczepionkowców za przejaw wyłącznie głupoty. O ile mogę jeszcze jednak z jakimś od biedy szacunkiem podchodzić do tych, którzy aktywnie zniechęcając do szczepionek sami się nie szczepią to już tych – czy to b. wiceministrów, czy publicystów, czy księży – którzy szczują przeciw szczepionkom, a sami się szczepią uważam za wyjątkowych hipokrytów i w stosunku do nich nie mam za grosz szacunku.
Obawiam się, że jesienią (albo nawet wcześniej) czeka nas IV fala, która oznaczać będzie, że zaszczepieni co prawda nie zachorują na COVID, ale w razie innych chorób mogą nie móc dostać się do szpitali, bo te będą na granicy wydolności lecząc tych, którzy mogli się zaszczepić, ale tego nie zrobili. W związku z tym uważam, że każdy kto mógł się szczepić, ale tego nie zrobił powinien być – jeśli zachoruje na COVID – obarczony pełnymi kosztami leczenia.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz