Dziś wielu komentatorów i ekspertów wreszcie zdecydowało się wprost powiedzieć, to co pewnie gdzieś intonacyjnie czuło od dawana i (bo nie wierzę żeby tego przynajmniej nie czuli), a o czym ja mówiłem, pisałem od wielu lat: mianowicie, że Robert Lewandowski nie jest tak wielkim, wybitnym piłkarzem, jak kreują go media i że reprezentacji więcej zabiera niż daje.
Potrzebny był dopiero kompromitujący przegrany mecz ze Słowacją żeby puściły ograniczenia, żeby komentatorzy oraz dziennikarze sportowi, a także eksperci piłkarscy, zaczęli artykułować opinie wbrew poprawności politycznej. Ja pisałem o tym już przy okazji ostatniego meczu eliminacyjnego do Mistrzostw Świata w Katarze z Anglią na „Wembley”, jak również wcześniej, np. przed Mundialem w Rosji, i w trakcie Mistrzostw Europy, pięć lat temu, we Francji..
Nie robią na mnie wrażenia, bramki, które Lewandowski zdobył dla reprezentacji Polski w całej swojej karierze oraz wszystkie rekordy, które bije. Strzela on gole w pojedynkach ze słabymi rywalami, zaś w starciach z przeciwnikami choćby średniej klasy, nie wspominając już o potęgach, zupełnie nie błyszczy i jest totalnie bezproduktywny.
Niech do wszystkich dotrze argument, że na czterech wielkich turniejach, w których Lewandowski brał udział (trzech Mistrzostwach Europy i jednych Mistrzostwach Świata) zawodnik zdobył mniej bramek niż Zbigniew Boniek w jednym meczu z Belgią, na Mundialu w Hiszpanii, w 1982 roku. To jest dla Lewandowskiego żenujące zestawienie.
Boniek czy Smolarek, czy Szarmach albo Lato, zdobywali gole na największych imprezach, w pojedynkach o wielką stawkę z potęgami; zaś Lewandowski, w konfrontacjach tej rangi jest w ogóle nie widoczny.
Wiele razy powtarzałem, że są tacy piłkarze, którzy w klubach grają znakomicie, strzelają mnóstwo goli, lecz w reprezentacji nie błyszczą. Wystarczy przywołać takie przykłady z przeszłości, jak Hugo Sanches z 1986 roku, Gianluca Vialli z 1990, Francuz Eric Cantona z 1998, Raul z drużyny Hiszpanii, czy przypadki z naszego rodzimego podwórka: Mirosław Okoński, Jan Furtok, Krzysztof Warzycha.
Po prostu Lewandowski w kluczowych momentach nigdy się nie sprawdzał i już nie sprawdzi; nie tylko w reprezentacji, ale również w Bayernie Monachium. Po prostu te typa tak mają. Będzie błyszczał i zdobywał mnóstwo bramek (sporo z rzutów karnych) ze słabymi rywalami, lecz dla średnich i mocnych przeciwników, nie stanowił jakiegokolwiek zagrożenia.
Uważam, że bez Lewandowskiego, ta drużyna grałaby dużo lepiej.
Lewandowski szkodzi polskiemu zespołowi w kilku wymiarach.
Po pierwsze, jest zawodnikiem bez dryblingu, przebojowości i szybkości. Może się sprawdzić co najwyżej w ataku pozycyjnym. Tymczasem Polska atakiem pozycyjnym grać nie potrafi, nigdy w tym elemencie nie czuła się dobrze i czuła już nie będzie. Nie da przeskoczyć się szybko barier genetycznych oraz mentalnych.
Osiągaliśmy wielki sukcesy, gdy graliśmy kontratakami, szybkim atakiem, lub z typowej kontry. Do tego potrzebna jest silna, solidna defensywa oraz błyskawiczne wyprowadzenie piłki i napastnicy dysponujący dobrym dryblingiem i ogromną szybkością. Lewandowski zawsze był powolny, nigdy nie miał szybkości. Opóźnia akcje.
Inaczej mówiąc, nawet jeżeli uznamy, iż w klubach jest wybitnym zawodnikiem (nie jest to jednoznaczne), do stylu oraz sposobu gry reprezentacji Polski nie pasuje.
Po drugie, Lewandowski jest egoistą, robi z siebie wielkiego indywidualistę. Oczekuję żeby grać na niego, nawet, gdy znajduje się w gorszej pozycji przed bramką przeciwnego zespołu. W ten sposób inni piłkarze, bardzo zdolni, nie mogą przy nim wydobyć z siebie pełni umiejętności, pokazać wszystkiego co potrafią. Przy Lewandowskim po prostu gasną.
Lewandowski niszczy zespołowość, nie gra dla zespołu, a dla siebie.
Po trzecie, występuje również głęboki i ważny problem psychologiczny: po prostu Lewandowski niszczy relacje w zespole, wprowadza toksyczną atmosferę.
Po czwarte, nie jest perspektywiczny, jest zaawansowany wiekowo. Trzeba zatem przestać opierać na nim marzeń o sukcesach w przyszłości i zacząć dawać szansę młodszym zawodnikom. Może już na tym turnieju. Nie ma co stawiać na modela i celebrytę. Coś co nie zafunkcjonowało przez ponad 10 lat i już nie zafunkcjonuje. Szkoda tracić czas.
Uważam, że bez Lewandowskiego polska reprezentacja będzie grała dużo lepiej. Los już pozwolił nam ten wariant przetestować; widzieliśmy to ewidentnie niedawno podczas meczu z Anglią na Wembley.
Autor: Roman Mańka
Socjolog, publicysta, pisarz, komentator polityczny, dziennikarz „Halo Radio”, redaktor naczelny czasopisma eksperckiego Forum Inicjatyw Bezpieczeństwo Rozwój Energetyka (FIBRE). Posiada trzy wielkie pasje: filozofię, socjologię, i piłkę nożną; jest zagorzałym kibicem Realu Madryt. Wykształcenie socjologiczne zdobył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył również Studium Dziennikarstwa Europejskiego prowadzone przez Centrum Europejskie „NATOLIN” w Warszawie. W przeszłości wykonywał zawód dziennikarza śledczego w prasie lokalnej, a następnie ogólnopolskiej: opisywał sprawy z zakresu zorganizowanej przestępczości mafijnej, powiązań klientelistycznych oraz korupcji polityków; pełnił również funkcję z-ca redaktora naczelnego Gazety Finansowej i szefa działu krajowego. Publikował w Gazecie Finansowej, Home&Market, Gentleman, Onet.pl i Interii. Obecnie jest pisarzem i publicystą, autorem dwóch książek popularno-naukowych: „Strefa tabu. Największe afery III RP” oraz „Moment krytyczny”, a także współautorem jednej pozycji w dziedzinie dziennikarstwa śledczego: „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych” (wywiad rzeka z byłym szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim).
Zostaw komentarz