Po długim okresie pandemii, który spowodował zawieszenie wszelkich imprez kulturalnych w całej Polsce, Muzeum Zamkowe w Malborku w dniach 8 – 11 lipca 2021 zorganizowało Jarmark rzemiosła na wałach von Plauena, w godzinach od 10.00 do 20.00, a w niedzielę od 10.00 do 16.00.
Ja z mężem byliśmy na nim prawie codziennie.

Po wejściu na teren placu bardzo dobre wrażenie zrobiły na nas nie tylko namioty nawiązujące stylem do standardów średniowiecza, w których znajdowały się stoiska, ale i ubiory rękodzielników nawiązujące do tamtych czasów.

Namiotów było kilkadziesiąt, a w każdym znajdowały się ciekawe wyroby zrobione w tradycyjny sposób. Każdy oferował inne. Były drewniane miecze, skórzane hełmy, piki, łuki ze strzałami, różnego rodzaju metalowe kociołki, biżuteria. W jednym z namiotów prezentowane były wyroby kowalskie. To w nim zachwyciły mnie misternie przepiękne róże wykute z żelaza, które emanowały niezwykłą lekkością i kunsztem wykonania. Były też podkowy na szczęście i różne sztućce.



Okazale prezentował się namiot ze szkłem Wszystkie wyroby to ręczna robota. Kolorystyka i formy były zachwycające. Każdy, który do niego doszedł zatrzymywał się przy nich dłużej podziwiając lekkość i precyzję wykonania.


Również ciekawie prezentowały się wyroby z kolorowej ceramiki, na które składały się różnego rodzaju talerze, talerzyki, spodeczki i zawieszki.



Obok znajdował się namiot z glinianymi naczyniami. Przepięknie wyglądały w nich wyroby garncarskie – kubki, kubeczki, czarki misy i wazy. Wszystkie w kolorach brązu.


Powoli przechodząc od namiotu do namiotu dotarliśmy do jurty, w której znajdowały się tatarskie przysmaki. Wybór był duży. Naszą uwagę przyciągnęły ciasta listkowce nadziewane makiem i owocami. My zdecydowaliśmy się je spróbować, bowiem do tej pory nie mieliśmy okazji poznać smaku tego typu tatarskiego wyrobu. Każde smakowało wybornie i warte były swej ceny.






Po konsumpcji udaliśmy się do dalszego zwiedzania pozostałych kramów Oglądaliśmy różnego rodzaju biżuterię, wyroby z miodu, średniowieczne stroje.






Dla młodzieży była skierowana duża oferta komiksów w tym wiele o treściach historycznych.

Dotarliśmy też do miejsca, w którym rozgościła się „Heksa”, od lat słynąca ze smacznego domowego jadła. Powiedzenie „pańskie oko konia tuczy” w tym przypadku sprawdza się znakomicie.


Jako szefowa nie tylko zawsze doglądała osobiście każdej potrawy, ale i cały czas nadzorowała procesy technologiczne, by potrawy były najwyższej jakości oraz kusząco pachniały i przyciągały wzrok swym wyglądem. Słynne są jej golonka w kapuście, bigos, flaki i fasolka po bretońsku. Jeżeli doda się jeszcze jej sympatyczny i fachowy personel, to sprawia, iż nie chce się wstawać od stołu.


My zamówiliśmy flaki i fasolkę po bretońsku. Powiedzieć, że były smaczne, to w tym wypadku nic nie powiedzieć. Kto nie jadł flaków u „Heksy” ten nie może powiedzieć, że wie jak one smakują.
Oferta „Heksy” nie ogranicza się tylko do jedzenia. Z boku znajduje się stoisko z bardzo ciekawą biżuterią własnej roboty.


Generalnie impreza jest świetnie zorganizowane, panuje porządek i przyjemna atmosfera. Pogoda również okazała się łaskawa. Jedynie, co nie dopisało to ilość zwiedzających. Myślę, że na frekwencję duży wpływ ma pandemia, z której wiele osób do dziś się nie otrząsnęło. Mam nadzieję, że następna impreza w przyszłym roku przyciągnie więcej ludzi.
Foto :Liliana i Zdzisław Borodziuk
Zostaw komentarz