To smutna rocznica. Ale postanowiłam nie opisywać martyrologii. Coś wprawdzie nieodłącznie związane ze stanem wojennym, ale jednak pogodniejsze. Nieco.
Poznaliśmy się przypadkowo. Przyszłam do Aulii Politechniki Warszawskiej na Zjazd Założycielski NSZZ Solidarnosci Rolników Indywidualnych. Miałam napisać reportaż z tego Zjazdu dla „Przeglądu katolickiego”.
Rozglądając się za wolnym miejscem, zwróciłam uwagę na niezmiernie eleganckiego starszego pana, w nienagannie skrojonym garniturze i – rzecz w tamtych czasach już rzadka – cudownie błyszczacych, wypucowanych trzewikach. Usiadłam obok niego. Wstał i przedstawił się: Józef Teliga. Zapamietałam, bo przecież tak właśnie nazywał się nasz polski obieżyswiat.

Rozmawialismy o Zjeżdzie i troszkę o innych sprawach. Na pożegnanie wręczyliśmy sobie wizytówki, ale nie przypuszczałam, abyśmy się kiedykolwiek jeszcze spotkali. Miłą niespodzianką była świąteczna pocztówka, na której pan Józef Teliga wspominał „uroczą znajomość” i skladał bardzo miłe życzenia.
Kiedy Solidarnosc RI już istniała i działała, wysłano mnie z redakcji PK do Domu Chłopa (czyli jej siedziby) na spotkanie z przedstawicielami chłopskich organizacji z różnych krajów. I po raz drugi spotkałam pana Teligę – tym razem jako vice przewodniczącego Związku. Zaskoczył mnie tym razem doskonałą znajomością kilku języków obcych.
Wymieniliśmy ponownie miłe słowa i rozstaliśmy się. Też sądziłam – na zawsze. Byłam w „mylnym błędzie”. W pierwszych tygodniach stanu wojennego przyszedł do nas pan W.R., znany mi doskonale „wojownik” o „mleko specjalnej jakości”, któremu w tych bojach (jako dziennikarka) wiernie towarzyszyłam.
Wyznał, że „przechowuje” u siebie pana Telige, ale dłużej nie da rady, bo sąsiad, SBek, wpada do niego na szachy, a pan Teliga gra znakomicie i nieco za bardzo się sfaternizowali. Co dla pana Teligi lada dzień może skończyć się wsypą. I zapytał, czy… Zapewniając, że to na kilka tylko dni. Zgodziliśmy się na te „kilka dni”, choć miejsce bylo do kitu. Nasze osiedla zwane było „ubowem” (nie bez powodu). W naszym domu i na naszej klatce schodowej mieszkało sporo ludzi z SB związanych. Jednym slowem może i pod latarnią najciemniej, ale jakby jakiś błysk swiatła… No, ale stało się.
I jakoś by było, gdyby nie polityczme ADHD naszego gościa. Pan Teliga postanowił odnaleźć Bujaka i nawiązać z nim kontakt. W swojej brązowej kurtce z wielkim kapturem i czarnych okularach (choć dni były pochmurne i śnieżne) byl tak rozpoznawalny, że lada moment spodziewaliśmy się przyslowiowego „łomotu w drzwi o szóstej rano”.
Wprawdzie dozorczyni już znacznie wcześniej dała mi do zrozumienia, że ona „wie dobrze, co komu mowić i na kogo, a na przyzwoitych nie donosi”, ale mogło jej się w tak „grubej” sprawie jednak odmienić. Postanowiliśmy oddać nasz „trefny towar” w inne miejsce.
Znalezliśmy idealne. Aktorka, znana z charakterystycznych filmowych i teatralnych epizodów, „Kicia” M. miała dom na cichej willowej ulicy, gdzie mieszkali sami „porządni ludzie”. Zgotowała panu Telidze przytulne gniazdko, gdzie miał żyć „jak w puchu” Tyle, że jego żadne „puchy ” nie ciekawiły, tylko „podziemne” działanie.
Kiedy biedna Kicia dowiedziała się, że organizuje podziemną drukarnię, zwróciła go nam. Okolica znowu mogła oglądać pana w budrysówce i ciemnych okularach. Ale najwidoczniej jakoś go zaakceptowała, bo nikt nie załomotał do naszych drzwi na Stępnińskiej róg Podchorążych.
Poszukiwaliśmy więc innego schronienia. Znaleźliśmy i znowu idealne. Ex powstaniec warszawski, wprawdzie już niezdolny do strzelania z visa i budowania barykad, ale do wszelkich innych konspiracyjności ogromnie chętny.
Wydawalo się, że panowie się dogadają. Ale znowu „mylny błąd”. Poszlo o Piłsudskiego. Kłótnie były tak zażarte, że panów trzeba było rozdzielić, aby się wzajemnie nie pozabijali. Pan Józef wrócił do naszego gabineciku….
Ktos ciekaw dalszego ciągu? Warto posluchać , bo będą wątki mocno romansowe…
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz