Galeria handlowa w Warszawie. Już wczesnym przedpołudniem tłok. Ludzie z obłędem w oczach polują na prezenty zachęceni dobiegającymi zewsząd reklamami i ckliwymi piosenkami bożonarodzeniowymi, które mają robić klimat świąt i pozwolić im zapomnieć o problemach. Pandemii, drogiej benzynie, chorobie męża, żony lub dzieci. Dziewczyny przebrane za elfy i anioły, w przykusych albo przyciasnych kostiumach, roznoszą drobne upominki by zachęcić do kupowania w wybranych sklepach.
Kapłanami tej świątyni konsumpcji są spece od marketingu doskonale znający ludzkie słabości i nawyki, a zwłaszcza skłonność Polaków do hołdowania przysłowiu, „zastaw się, a postaw się”. Na spłacenie kredytów i pożyczek przyjdzie czas po Nowym Roku. Dziś w ferworze zakupów niewielu o tym myśli.
Prawie nikt też nie dostrzegł mężczyzny w średnim wieku śpiącego na siedząco na kanapie. Pod wielką, zieloną sztuczną choinką i z wyświechtaną reklamówką przy nogach, z której wystawała nadgryziona bagietka. Dla niepoznaki i by nie przegonili go ochroniarze trzymał w dłoniach folder galerii, ale ten, co chwila, wypadał mu z rąk. Kilka razy, przez sen, poczuł, że nie ma go w rękach i nie otwierając oczu schylił się po niego. Potem już przestał, a o tym, że śpi świadczyły tylko przymknięte powieki, które zresztą trudno było dostrzec pod zaparowanymi szkłami okularów. Jakimś cudem albo dzięki wyuczonemu odruchowi trzymał się prosto. Nie zmieniał pozycji. Nie kładł się, czy – co często zdarza się śpiącym – nie spuszczał głowy na pierś.
Podziwiałem jego wyuczoną zapewne perfekcyjność spania na siedząco, tak, by tego inni nie zauważyli. Ktoś, patrząc z daleka, mógłby sobie pomyśleć, ot zmęczony zakupami człowiek mający jeszcze siły na to by zapoznać się w folderze ze świąteczną ofertą po to, by coś jeszcze kupić pod choinkę dla najbliższych. Schludny, zadbany pan w starszym wieku z długą, siwą brodą niczym święty Mikołaj. Był to jednak, moim zdaniem, bezdomny, który wpadł do galerii bo w niej ciepło i wygodnie. O wiele lepiej jak w kanałach czy pod mostem w zaimprowizowanym z brezentu namiocie.
Nie miałem odwagi by go zbudzić. Zresztą po co. O co bym go zapytał? Każde pytanie niosłoby za sobą przewidywalną odpowiedź. Może o spieprzonym przez alkohol życiu, albo o długach, które spowodowały eksmisję z mieszkania.
Tak czy owak, chciałem by jak najdłużej sobie pospał w tym, niedostrzegalnym gołym okiem, kokonie godności. Bo tylko ona mu została choć nikt jej nie zauważał. Święty nieMikołaj.
Fot. Materiały prasowe
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz