Nie jestem Giertychem, a mimo to tyle o mnie powszechnie wiadomo. Jak to możliwe?
Szukałam w internecie sofy. Wchodzę na stronę Świątyni Opatrzności Bożej, w nadziei, że msze będzie odprawiał ks. Piotr Celejewski i co widzę? Widzę sofy. Dzisiątki sof. Dopiero po ich obejrzeniu widzę Światynie.
Wchodzę na stonę wskazaną mi przez Ewe Ostrowińska, a opisującą genealogie rodu Teligów.
I co?
No i mogę sobie najpierw nacieszyć oczy sofami. W różnych kolorach i cenach.
Co tu mówić o podsłuchiwaniu, jak jest internet, są telefony komórkowe i to co jest nazywane smartfonem. Ba nawet są zegarki, które przy okazji pokazywania czasu podsłuchują i informują i jedyne czego nie robią, to nie prasują mężowskich koszul.
Rozpacz mec. Giertycha wydaje mi się kolejnym objawem jego histerii. Jeśli chce się zachować prywatność, to trzeba wyrzucić do śmieci komputery, zegarki, smartfony i co najwyżej słuchać starego radia na gałki. Co do telefonów z tarczą to nie wiem.
W okresie jaruzelszczyzny wyciągaliśmy z telefonu jakąś blaszkę, bo uważano, że ta blaszka pełni role pluskwy. Diabli wiedzą prawda – nieprawda, ale niektórzy istotnie mieli pluskwy w telefonie lub poza telefonem.
Przed sekundą usłyszałam o wykorzystywaniu dronów. No prosze – nawet na spacerze człowiek może czuć się bezpieczny. Ale i bez drona.
Byliśmy w lasku konstancińskim, a na ekranie telefonu komórkowego Fizyka natychmiast ukazało się ostrzenie, że mamy wychybać na ulice, bo to był czas, kiedy lasy były uważane za siedlisko koronawirusa.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz