W pierwszej części artykułu przypomniałam jak doszło do pobicia Kuby L. i rozmowy z Księdzem Leszkiem (czytaj tutaj). A teraz kolejny fragment mojej książki „Ciemne gwiazdy, ciemne śniegi”. W kolejnym fragmencie w artykule pt. „Oprawcy z SB. Historia Kuby L. – cz. 2” przypomniałam dalsze losy bohatera moje książki (czytaj tutaj). Przedostatni fragment tragicznej historii Kuby L. (czytaj tutaj).
Końcowy odcinek historii Kuby L. Tym razem nie dam fragmentu swojej książki, bo tam zbyt wiele fabuły, ale rzeczowe fakty.
Po śmierci syna matka powiedziała mi: „Ja to przeżyje. Ale już nigdy nie bedę szczęśliwa”. Pomyliła się. Nie przeżyła. W kilka lat pózniej miała pozornie niewinne dolegliwości. Zglosiła się do lekarza. Stwierdzono raka: narządów rodnych, wątroby, trzustki, nerki. Cztery zespoły chirurgiczne przez osiem godzin stały przy stole operacyjnym. Wycięto wszystko, co dało się wyciąc. Dając chorej 5 procent szans na przeżycie roku. Mąż złagodził tę diagnoze podając żonie zawyżony procent – do 15.
Jeden z lekarzy w wywiadzie zapytal: „czy kilka lat temu miała pani jakąś ciężką traumę?”. Odpowiedziała, że tak. Zabito jej jedynego osiemnastoletniego, ukochanego i wielkich nadziei syna. Lekarz pokiwał glową „I wtedy to się zczęło. Ale była pani pewnie zbyt zrozpaczona, aby zajmowac się swoim samopoczuciem”.
Ojciec Kuby powiedział nam: ja będę żył, bo chce się zemścić. Wydawało się – i to przez wiele lat – niemożliwe. Ale po przewrocie ustrojowym Zaczął robić karierę naukową i nie tylko. Stał się socjologiem-celebrytą, związanym blisko z droradczymi ośrodkami kolejnych rządów. Miał więc „dojścia”. Do wszelkich służb. Także kryminalnych. Ale to jednak nie one krok po kroku doszły prawdy.
W książce pisałam o małych „wywiadowcach” rekrutujących się z ministrantów i ich kolegów szkolnych i – częściej – podwórkowych. Stworzyli oni niewierygodnie i świetnie zosrganizowaną siatkę wywiadowczą i byli jakby „protoplastami” obecnych „łowców głów”. I to oni odnaleźli zabójców Kuby.
Kilkanascie lat temu odnaleziono zwłoki dwóch osobników, bardzo złej reputacji, bylych „pistoletów” SB . Choć może „pistolet” jest niewłaściwym określeniem, bo mordowali ofiary w inny i bardziej okrutny sposób niż strzał, chocby i w tył głowy. Policjanci nie zanegowali, że jest to pomyłka i że akurat ci mężczyżni nie mieli nic wspólnego z zamordowaniem Kuby, a może i innch nastolatków. Pytali, czy zainteresowany chciałby ponowienie śledztwa i ewentualnego procesu. Ostrzagąjąc, że mimo zmiany ustroju najprawdopodobniej każdy sąd sprawe umorzy. Z powodu „braku dowodów”. Więc pozostalo, jak bylo.
Czy Edmund miał satysfakcję z zemsty? Najprawdopodobniej dokonanej rękami innych byłych funkcjonariuszy SB, którym ziemia zaczynała palić się pod nogami. Wkrótce potem ojciec Kuby zmarł. Nie mam pojecia, co czuł umierając.
Pod koniec życia byl człowiekiem głęboko wierzącym (z agnostyka stał się człowiekiem wierzącym w dniu śmierci Kuby). Jego żona na łożu śmierci przebaczyła zabójcom swego dziecka. Czy ojciec Kuby też im przebaczył – nie wiem.
Wiem tylko, że zabijając tego siedemnastolatka zamordowano jednocześnie jego rodziców. Może i żyli jeszcze – ona kilka, on – kilkanaście lat. Ale było to okaleczone, obolałe i sieroce życie.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz