W pierwszej części artykułu przypomniałam jak doszło do pobicia Kuby L. i rozmowy z Księdzem Leszkiem (czytaj tutaj). A teraz kolejny fragment mojej książki „Ciemne gwiazdy, ciemne śniegi”. W kolejnym fragmencie w artykule pt. „Oprawcy z SB. Historia Kuby L. – cz. 2” przypomniałam dalsze losy bohatera moje książki (czytaj tutaj). Poniżej przedostatni fragment tragicznej historii Kuby L.

„Pani Jolcia powiedziała:
– Tak, to nasz Dawid. Ale co się stało – nie wiadomo. Kiedy rodzice wrócili do domu, kręciła sie płyta na adapterze. Na biurku Dawida leżał rozłożony podręcznik chemii, a obok niedokończona notatka. Jakby ja dopiero zaczął pisać. Drzwi były zamknięte na jeden zamek. Czyli tak, jak je zamykano, kiedy ktoś domowników wychodził na chwilkę. Do kiosku, albo że śmieciami. Ale Dawid nie wyszedł ze śmieciami, bo kubeł był pełny. Rodzice przypuszczają, że ktoś wywołał go z domu. Może kolega. Pewnie kolega, bo chlopcy często przychodzili pod okno i gwizdali na Dawida. Wychodził wtedy do nich, ale zaraz wracał. Coś tam sobie pogadywali. Ale nigdy nie mówił o czym. A rodzice nie pytali, bo nie podejrzewali, żeby się w coś wpłątał. Politycznego. Po tym pobiciu wydawał się bardzo ostrożny.

Proboszcz spojrzał na swego wikarego. Ten wzruszył ramionami.
– Milicja upiera się przy samobójstwie. Ojcu powiedzieli, że chlopcy w tym wieku miewają nastroje depresyjne i że pewnie o dziewczyne chodziło. Może zatelefonowała… Coś powiedziała…
Leszek żachnął się:
– To akurat łatwo sprawdzić. Czy telefonowała,
Ksiądz Bogdan raz jeszcze wzruszył ramionami.
– Ale milicji się nie wydaje, aby sprawdzanie było potrzebne.

Mnie natomiast się wydaje, że gdyby Dawid z powodu nagłej depresji postanowił skończyć ze sobą, to nie zakładałby kurtki i szalika. No i nie polazł by do odległego domu, ale skoczył z własnego. Który ma sześć pięter. A sześć pięter do zabicia się wystarcza. (…)

Leszek przeszedł do pokoju księdza Rocha. Mały ministrant, dzielnicowy dowódca równie małych jak on, wywiadowców, wciąż leżał pod kocem księdza Rocha. Jakby ten kraciasty koc traktował jak czapkę niewidke. Nie był już tak spanikowany, ale daleko mu było do zwykłej buńczuczności.
– Mów wszystko – powiedział ksiądz proboszcz. – Chodziło o nieszczęśliwą milość?
Chłopczyk zaprzeczył.
– Dziewczyna go zdradziła, ale to nie o zakochanie chodziło. I nie o taką zdradę, jak ksiadz myśli.
– A o jaką?
– Ojciec Dawida za bardzo się zaangażował … W „Solidarnośc” oczywiście (….)

– Ale dlaczego Dawid się zabił? Ze strachu o ojca? Szantażowano go? Ojcem?
Mały szczerze się zdziwił:
– A dlaczego miałby się zabijać? Jakby go prześladowali, to mógł powiedzieć ojcu. A nie skakać z czternastego piętra. To ta dziewucha go wywołała i podprowadziła pod jakimś pretekstem do tamtego domu. A tam już na niego czekali. I go załatwili. Ksiądz wie, że to ich sposób na ukaranie niewygodnych tatusiów i niepokorne mamusie. Zatłuc syna pałami na posterunku, utopić w Wiśle, wyrzucći z pędzacego samochodu…. Dużo mają możliwości. Wyrzucenie z czternastego piętra to jedna z nich.

– A ta dziewczyna? Myślisz, że przez kogoś podstawiona?
– Choćby przez swojego tatusia. To esbecka rodzina (…).”

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.