Młody człowiek idzie z ideałami w życie, a rzeczywistość bywa bardzo okrutna. Szkolnictwo musi być dostosowane do potrzeb rynku, aby ludzie mieli świadomość, który zawód pomoże im w zrealizowaniu ich aspiracji – mówi Paweł Kobyliński w wywiadzie dla portaluPressmania.pl – Sam siebie utrzymuję, nie muszę być posłem, aby wyżywić siebie i rodzinę. Nie jestem osobą, która chce całe życie poświęcić zagrywkom sejmowym i kuluarowym. Najlepsi posłowie to tacy, którzy mają do czego wrócić. Tylko wtedy są niezależni i nie oszukują wyborców, szukając sposobów byleby tylko znaleźć się w Sejmie na kolejną kadencję. – wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej. I dodaje: -Poseł musi mieć dokąd wracać po zakończeniu kadencji. Swoją drogą jestem zwolennikiem ograniczenia możliwości zasiadania w sejmie do 2-3 kadencji. Po tym czasie człowiek traci kontakt z rzeczywistością, obce mu są problemy obywateli.

Małgorzata Kupiszewska: Co się czuje, widząc swoje nazwisko na pierwszym miejscu listy wyborczej?

Piotr Kobyliński: – Dumę i odpowiedzialność. „1” na liście oznacza, że Ruch Kukiza postawił na mnie, licząc, że godnie będę reprezentował wyborców z tego okręgu. Ma zaufanie, że nie zostawię ich w trudnych momentach. Paweł powierzył mi przewodzenie liście, bo wierzy, że umiem ludzi łączyć, a nie dzielić. Moja „1” była efektem konsensusu wielu środowisk, które budują RUCH KUKIZA.

Ile Pan ma lat, wykształcenie? Pana pasje?

– W tym roku skończyłem 33 lata. Prowadzę firmę HH Poland S.A, która zajmuje się sprzedażą artykułów ogrodowych i artykułów dziecięcych. Skończyłem dwa kierunki studiów: Zarządzanie na Akademii Ekonomicznej w Katowicach w 2006r. oraz Psychologię na Uniwersytecie Śląskim w 2011 roku. Moje pasje i zainteresowania są szerokie – z jednej strony stateczne – historia i psychologia, a z drugiej bardziej ekstremalne – posiadam licencję skoczka spadochronowego oraz pilota. Od momentu narodzin mojego syna, siłą rzeczy, musiałem lekko przyhamować, aczkolwiek nie ukrywam, że tęsknię za podróżami, zwiedzaniem krajów o kompletnie odmiennej kulturze niż nasza, delektowaniem się ich potrawami…

Jakimi hasłami, pilot i skoczek w jednej osobie, chce przekonać wyborców, żeby właśnie jego wyborcy wprowadzili do Sejmu?

– Sprawność w działaniu, umiejętność łączenia, a nie dzielenia a przede wszystkim: sztywny kręgosłup moralny.

Jakie warunki trzeba spełniać, jakie mieć przymioty, by zostać pilotem i skoczkiem spadochronowym?

– Przede wszystkim dobre zdrowie fizyczne i psychiczne. A można powiedzieć, że przede wszystkim to drugie. To umiejętność opanowania emocji w momentach krytycznych, kiedy liczy się nawet ułamek sekundy.

Pisze Pan o sobie: przedsiębiorca. Dlaczego tak, to nowy zawód? Przedsiębiorca ma obecnie w Polsce najtrudniej…

– Przedsiębiorcy to ludzie, którzy biorą sprawy w swoje ręce. To prawda, że bywa bardzo trudno. To ja jestem odpowiedzialny za utrzymanie przedsiębiorstwa, o to aby płace były na czas, aby firma przynosiła zysk. Nikt nie wykona za mnie mojej pracy. W Polsce bardzo często utożsamia się przedsiębiorcę ze złodziejem, bo w końcu skąd ma pieniądze? Przez takie przekonania setki tysięcy uczciwych pracodawców traci twarz. Są narażeni na notoryczne kontrole urzędowo – skarbowe, co sprawia, że nie są w stanie w sposób rzetelny i maksymalny poświęcić się temu, co mają, czyli dbaniu o swoje przedsiębiorstwo i co za tym idzie – o ludzi, którzy w nim pracują. Borykamy się na co dzień z mnogością, często wykluczających się przepisów. Co urząd skarbowy, to inna interpretacja tych samych przepisów. Ale pomimo, że jest ciężko, nie zamieniłbym mojej pracy na żadną inną.

O co zawalczy Pan w Sejmie, jeśli przejdzie Pan z listy Kukiz’15?

– Z uwagi na moje doświadczenie chciałbym zasiadać w Komisji Gospodarki oraz w Komisji Kultury i Środków Przekazu. W tej pierwszej chciałbym się zająć przede wszystkim ułatwieniami dla przedsiębiorców. Obecnie mamy tak zagmatwany system prawny, że bez profesjonalnych kancelarii firmy nie są w stanie się rozwijać. To przecież absurd.

W Komisji Kultury chciałbym położyć nacisk na promowanie naszych dóbr w Polsce i na świecie. Obecnie nie ma prawie żadnej skutecznej pomocy dla naszych twórców. A mamy naprawdę czym się pochwalić. Musimy promować naszą kulturę, turystykę i odrębność kulturalną.

A teraz największe zadanie:

Walka o nasz region. To, o czym wspominałem, to żmudna praca w komisjach sejmowych. A przecież główną ideą Ruchu Kukiza jest większe zaangażowanie posłów w działania w swoim regionie, stąd promocja JOW-ów. Zamierzam, jeśli będzie mi to dane, współpracować z władzami miast i powiatów nad problemami ludzi i firm znajdujących się w moim bezpośrednim otoczeniu. Proszę zauważyć, jak wielki problem mamy z górnictwem, które było wysysane przez lata i pozbawione reform. Spółki są wydrenowane z zysków. Tu widzę moje największe zadanie. Chciałbym dbać o rozwój mojego regionu, tego, z którego pochodzę.

Wierzy Pan w to, że gdy dostanie się Pan na Wiejską, oprze się systemowi?

– Jestem pewien, że tak, a to z prostej przyczyny. Sam siebie utrzymuję, nie muszę być posłem, aby wyżywić siebie i rodzinę. Nie jestem osobą, która chce całe życie poświęcić zagrywkom sejmowym i kuluarowym. Najlepsi posłowie to tacy, którzy mają do czego wrócić. Tylko wtedy są niezależni i nie oszukują wyborców, szukając sposobów byleby tylko znaleźć się w Sejmie na kolejną kadencję.

Czytał Pan Folwark zwierzęcy G. Orwella? Niczego nie nauczyła Pana ta lektura?

– Właśnie nauczyła mnie bardzo, bardzo wiele. Trzeba wiele samokontroli, aby nie stać się takim, jak Świnie na końcu książki. Dlatego właśnie, jak zaznaczyłem, poseł musi mieć dokąd wracać po zakończeniu kadencji. Swoją drogą jestem zwolennikiem ograniczenia możliwości zasiadania w sejmie do 2-3 kadencji. Po tym czasie człowiek traci kontakt z rzeczywistością, obce mu są problemy obywateli.

Gdzie nauczył się Pan odwagi, waleczności, przebojowości?

– Te cechy to w połowie geny – w połowie wpływ środowiska. Zawsze byłem odważny, nie bałem się nowych wyzwań. Przebojowość i przede wszystkim waleczność to cechy, które są niezbędne w prowadzeniu biznesu. W gospodarce wolnorynkowej sam muszę sobie poradzić, a bez tych cech to niemożliwe. Prowadzę już firmę ładnych parę lat i gdyby nie te umiejętności nie byłoby mnie na rynku.

Ile domów, w czasie kampanii, odwiedził Pan, ile osób zapytał z troską o ich sprawy? Bez tej bliskości w uściśnięciu ręki sąsiadowi nie ma Pan szans w swoim okręgu…

– Staram się znaleźć na to czas codziennie. Prawdę mówiąc codziennie nie – niedzielę zostawiam dla żony i dziecka. Ale przechodząc do meritum, można zauważyć jedną rzecz: Polska w dużej mierze staje się krajem biednych pracujących. To oznacza, że nawet jeśli obydwie osoby w rodzinie pracują to i tak często nie stać ich na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. Tyczy się to przede wszystkim młodych małżeństw z dziećmi. Winą tego są nie tyle „umowy śmieciowe”, co tak naprawdę „śmieciowa praca”. Proszę zauważyć, że pracownik otrzymujący około 2000 tysięcy złotych na rękę kosztuje pracodawcę około 3500zł. Musimy zmniejszyć obciążenia pracy. Pod tym postulatem podpisuję się obydwiema rękami. Kolejną sprawą jest brak perspektyw. Obecnie rządzący bardzo je rozbudzili nowymi drogami, lotniskami, Pendolino… Chcemy być w Europie, a nie inwestujemy w ludzi. Praktycznie każda osoba, którą spotykam, nie pracuje w swoim zawodzie. To również frustruje. Młody człowiek idzie z ideałami w życie, a rzeczywistość bywa bardzo okrutna. Szkolnictwo musi być dostosowane do potrzeb rynku, aby ludzie mieli świadomość, który zawód pomoże im w zrealizowaniu ich aspiracji. Tych zagadnień jest całe mnóstwo. Co człowiek to historia: od młodych małżeństw po emerytów. Nie sposób opisać wszystkiego. Natomiast same rozmowy są wyjątkowo ciekawe. Uważam, że każdy poseł powinien mieć obowiązek choć raz w tygodniu spędzać czas w biurze poselskim, aby wysłuchać wyborców. Obecnie nie ma takiego obowiązku, a to błąd. Chciałbym to zmienić.

Niekiedy wystarczy wysłuchać… Dziękuję za rozmowę.