W kontekście rosyjskiego ataku na fabrykę Barlinka, i reakcji Zandberga, można sobie zadać pytanie, dlaczego obywatele mają odczuwać solidarność z osobami i podmiotami, które tej solidarności wobec nich nie wykazywały lub wykazywały w niewystarczającym stopniu.

Dywagacje na temat struktury finansów Sołowowa i Barlinka pominę, bo biznes na całym świecie ciężko pracuje nad tym, żeby jego księgowość była nietransparentna, z zupełnie oczywistych i racjonalnych powodów – chce ponosić jak najmniejsze koszty, jak najwięcej czerpiąc z przychodów. Celem firmy jest zysk. Dość wspomnieć, że w praktyce w Polsce występuje degresja podatkowa – tzn. im wyższe obroty, tym niższy ich procent jest odprowadzany w formie podatków do wspólnej kasy.

Ważny udział ma w tym zjawisku rezydencja podatkowa, która jest zarazem jednym z motorów napędowych globalizmu w jego najbardziej destruktywnym wydaniu. Zaczęło się niewinnie, w latach 70tych ub. wieku tzw. rajami podatkowymi. Tymczasem inwestorzy podróżujący po całym świecie, żyjący na lotniskach i w hotelach, zaczęli tracić poczucie kobtaktu z rzeczywistością. Przestali zauważać i dbać w duchu odpowiedzialności społecznej o swoje otoczenie, bo zostali obywatelami świata, zawieszonymi gdzieś między Sankt Moritz , Dubajem a plaża Oahu. Przestało ich obchodzić, co dzieje się w Detroit, na ulicach Paryża czy w Pcimiu, bo już tam nie żyją i nie bywają. Mechanizm psychologiczny oczywisty.
Skoro nic ich nie łaczy z mieszkańcami Wrocławia, bez żalu zgodzą się na „oszczędności” które grożą dewastacją środowiska naturalnego, czy zwolnią 10 tys. ludzi. Nie dotyka to ich, tak jak pilota alianckiego bombowca nie dotykał horror mieszkańców bombardowanego Drezna czy Hiroszimy.
Nie muszą się tego wstydzić w swoich kręgach społecznych. To racjonalny wybór.

Sęk w tym, że kiedyś dotyczyło to amerykańskich i europejskich inwestorów, a dzisiaj świat jest wielobiegunowy i to my padamy ofiarą podobnych praktyk ze strony np. chińskich lub indyjskich gigantów.

Ponadto nastąpiło w ostatnich latach głębokie pęknięcie w relacjach transatlantyckich. Trump wyraźnie pokazał, że nie obchodzi go los Europy i traktuje ją czysto instrumentalnie. Dzisiaj jest Ukraina, jutro nie ma Ukrainy. Z nami macie karty, bez nas nie macie żadnych kart.

Wracając do spraw polskich. Nasze elity sądzą, że wystarczy odgrodzić się murem od plebsu i jeździć na wakacje do Zanzibaru, żeby żyć dostatnio i bezpiecznie.
Dlatego tak łatwo zgadzają się na samobójczą polityką imigracyjna, ponieważ jej ofiarą padają do tej pory głównie bliżej niesprecyzowani „inni”, podludzie zasługujący na swoją niedolę z uwagi swój prymitywizm, nieudolność, głupotę i zły gust, które odróżniają ich od „ludzi sukcesu”.

W dużym uproszczeniu można rzec, że oś sporu politycznego w Polsce w istocie przebiega pomiędzy globalistami i kosmopolitami, zazwyczaj lepiej sytuowanymi majątkowo, a autarkistami, którzy chcieliby zachować suwerenność i podmiotowość, skupiając na rozwoju lokalnym.

Rezydencja podatkowa Sołowowa i firm takich jak np. LPP jest tylko szczególnym przypadkiem uogólnionego problemu, w ramach którego wskutek ekonomicznej konkurencji zapomnieliśmy, co łączy nas jako społeczeństwo.