Ostrzegano mnie, że „brnę w bagno” – napisał ktoś pod filmem. To co? Mam odwrócić oczy? Udać, że nic nie widzę? O, nie! Po audycji usłyszałem informację, po której dotąd mnie telepie. Coś o lekach, sierotach i „pomocy”. Sprawdzę to.

Piotr Wroński KChT 028 Adopcje, sądy i Korea Atomowa

Szanowni Państwo, zająłem się sprawą handlu dziećmi, ponieważ uważam to za element działania Herrenvolku. Opieram się na dowodach, a nie na spekulacjach i materiałach sensacyjnych. Jeśli łapię szpiegów, to nie idę do obcej rezydentury i nie oskarżam jej członków o szpiegostwo, ale staram się zamienić poszlaki w dowody, nie informując podejrzanych i nie krzycząc głośno, że łapię szpiegów. To się nazywa logiczna praca operacyjna. Film telewizyjny nie może być dowodem. Pokazuje jedynie problem. Zgodnie z tym, co zapowiedziałem, podszedłem krytycznie dla dobra sprawy. Krytycznie, spokojnie i logicznie. W następstwie zostałem: nasłanym prowokatorem przez „siatkę pedofili i handlarzy”, „oficerem prowadzącym pana Bednarza” oraz „osobą podejrzaną”. Czy rozumiecie już dlaczego nikt nie chce tym się zająć?

Wróćmy do szpiegów. Nauczono mnie stawiać hipotezy i stawiam je, lecz są to tylko hipotezy, które muszę udowodnić, np. przez przejęcie środków łączności i mimo wiedzy operacyjnej na taki dowód czekam. Dlatego FBI w sprawie Amesa czekało na moment, aż złapią go „na skrzynce kontaktowej”. Tak samo jest i tutaj. Mam swoją hipotezę, nawet kilka i udowodnię ją, badając konkretne przypadki. Nigdy nie będzie dla mnie dowodem stwierdzenie, że „cały świat o tym pisze”. Cały świat pisze o UFO i czy to jest dowód? Nie jest też dowodem pogląd, że jak ktoś nie podał kogoś do sądu za pomówienie, to pomówienia muszą być prawdą. To bzdura, ponieważ różne są powody odstępowania od tego kroku. W konkretnym przypadku podano raz tego kogoś, lecz ów „ktoś” przedstawił zaświadczenie od psychiatry i spraw umorzono, a więc następne nie mają sensu. Taką informację otrzymałem wczoraj. Potwierdzoną. Dodatkowo okazało się, że człowiek, który chciał to sprawdzić miał kłopoty ze służbami i wobec niego prawie wytoczono oskarżenia. Dla mnie jest to poszlaka, iż służby broniły źródła. To jednak poszlaka, a nie dowód, więc nie podaję na razie szczegółów. Podobnych wątpliwości mam więcej, lecz nie odpuszczam, a pewnie je wyjaśnię i gdzieś mam asertywność „bohaterów internetu”. Ja jestem oficerem operacyjnym, a nie sensatem.
Niestety, nie mam już wątpliwości, że dzieci wykorzystywane są w sposób okrutny, a państwo nie robi nic, albo robi bardzo mało, by to zastopować. Niestety, osoby opierające się na materiałach ineternetowych nieświadomie – chcę w to wierzyć – pomagają jedynie sprawcom, bo stanowią swoisty system wczesnego ostrzegania. Mam zamiar powalczyć i rozmawiać z każdym, bez względu na opinię o nim, bo sprawa jest zbyt ważna, by osobiste idiosynkrazje grały główną rolę.

Ostatnia rzecz. Nikt nie chce wystąpić otwarcie, a każdy twierdzi, ze ma „pewne informacje”. Okazuje się potem, że te „pewne informacje” są jedynie powielaniem kolejnych sensacji i często oparte na jednym źródle. Warto czytać napisy po filmach i programach. Podobnie jest ze sprawą pani Żuk. Wszyscy wszystko wiedzą, a publicznie nikt nie chce wystąpić, zasłaniając się strachem. Proszę Państwa, jedna, dwie, trzy osoby mogą się bać, ale dwieście? W ten sposób, mając dobre intencje, pomagacie sprawcom. Nie zajmuję się zresztą tą sprawą.

Nie odpuszczam, ale po swojemu spróbuję dojść do sedna. Przykre jest tylko to, że osoby, którym podobno zależy na prawdzie, potrafią jedynie gadać banałami i komunałami i nie myślą o tych dzieciach. Okrutne jest ujawnianie twarzy i personaliów dziecka, którego babcia mówi zupełnie coś innego, niż wkłada się w jej usta. Oczywiście, wniosek dla tych, o których piszę jest jeden: została zastraszona, a ja zapytam na koniec:

1 Dlaczego nikt z różnych fundacji nie zainteresował się procedurami odbierania dzieci, całkowicie sprzecznymi z prawami dziecka i człowieka oraz umożliwiającymi ów handel, jeśli takowy istnieje?

2. Dlaczego nikt nie zbadał kontroli adopcji, zarówno w skali krajowej i zagranicznej?

3. Dlaczego nikt nie zbadał procedur przekazywania dziecka za granicę?

Pierwszy raz z taki problemem zetknąłem się w roku 2004 lub 2005. Pewna osobowość telewizyjna przyjechała do Londynu wraz z ekipą znanej telewizji „odzyskiwać dziecko” zabrane przez Brytyjczyków matce Polce. Znana osobowość telewizyjna „wydobyła” to dziecko. Programu nie widzieliście, bo znana telewizja uciekła pierwsza, ponieważ okazało się, ze władze brytyjskie uznały owo „wydobycie” za porwanie, a to w UK dożywocie. Okazało się także, że owa matka Polka była narkomanką i prostytutka . Sąd brytyjski odebrał jej prawa rodzicielskie i przyznał je ojcu dziecka, Brytyjczykowi, a mamusia, jak wyszła z przymusowego odwyku chciała zasiłek i potrzebne jej było dziecko. Wszystko zostało udowodnione przez policje i sąd, a skrzywdzona matka, sama wyznała to na posterunku w centrum Londynu. Osobowość telewizyjna i ekipa TV uciekały, aż miło, a ambasada zrobiła wszystko, by nie było sprawy sądowej. Na szczęście, ojciec dziecka, brytyjski prawnik, machnął ręką, bo dzieciaka odzyskał…odzyskano w ciągu dwóch godzin od porwania.
Tak to, proszę Państwa, wygląda w realnym świecie, a nie w wirtualnej przestrzeni spiskowej. Nie odpuszczam i dojdę do prawdy. Z różnymi fundacjami lub bez nich.