Ech te pocieszanie samych siebie, że wielka, zbiorowa kwarantanna jest bardzo pożyteczna, że sie zatrzymujemy w biegu, ze w rodzinach ludzie się ze sobą zżyją, pary poprawią relacje, rodzice poznają własne dzieci… zrozumiemy co jest konieczne a co nie do życia i w ogóle pokonamy potwora współczesności
Guzik prawda. Ludzie to zwierzęta społeczne. Tak jak na przykład konie. Wiecie, jak głupieje trzymany na stałe w boksie koń? Z dala od innych koni i choćby w ostateczności innych zwierząt, jak krowy dajmy na to.
Czuje się niepewny, nudzi sie wyżera spod siebie słomę, zawiesza sie zębami na bramce boksu, a w ostateczności „tka” czyli kiwa głową to w jedną, to w drugą stronę, jak dziecko z chorobą sierocą…
A ludzie różnie: ci fizycznie aktywni, ruchliwi – cierpią szczególnie od przymusowej bezczynności. Ci z natury lewniwi, nieruchawi, popadaja w kompletne rozmamłanie i katatonię, bo już nic ich nie zmusza, by wyrwać się z tego. Nawet ludziom z natury refleksyjnym , trudniej się pozbierać i zdobyć na refleksje. Niektórzy siedząc wiekszą część czasu w samotności marzą by pogadać twarzą w twarz po prostu z kimkolwiek, a ci co spędzaja kwarantannę z rodziną, marzą samotności i o tym by wreszcie wokół nie było ludzi, albo choć nie ciągle tych samych….
Tak, że nie oszukujmy się: „narodowa” kwarantanna to bardzo trudne przeżycie. Trzeba to jakoś przetrwać, ale żeby nas wzbogaciła, to trzeba samemu bardzo solidnie pracować nad sobą i jak w więzieniu narzucać sobie osobistą, indywidualną dyscyplinę.
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz