Taniec to jedyny rodzaj odskoczni, gdzie dzieciaki mogą się wyżyć, ile wlezie. Mogą być aroganckim cwaniakiem na parkiecie i jeszcze zgarnąć za to szacunek. Starsi nie rozumieją tak naprawdę tej sztuki. Traktują ją jak przejściowe hobby ich dzieci. Media też nie pomagają, promując tylko to, co się najlepiej sprzedaje: sex, skandale, patologię i przemoc w hiphopie – mówi Dawid Dec z Krakowa dla portalu Pressmania.pl – Żyj i daj żyć/tworzyć innym to była i jest podstawa hiphopu, ja to tak rozumiem. Wykaż się, pokaż, że jesteś lepszy, ale w tym, co robisz. Masz problem? Wyjaśnij go honorowo na parkiecie/mikrofonie i wracaj do zabawy, nie spinaj się. Miłość ma po prostu znaczenie: Kochaj to, co robisz, rób to z pasją, jakbyś był zakochany. Agresję i wojnę zostawiam tylko na bitwę, potem przybijam piątkę, jest pokój – wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej.

Dawid, jesteś dzieckiem ulicy?

– Nie wydaje mi się, że jestem dzieckiem ulicy, miałem w miarę normalny dom, a na podwórku siedziałem, bo lubiłem to miejsce. Tam mogłem się wyżyć. Jeśli już, to bardziej chyba jestem dzieckiem sali treningowej i hiphopu, bo wciąż o tym myślałem. Oczywiście z początku to było tylko hobby, ale z czasem zacząłem z premedytacją w to brnąć. To już było świadome i chyba mi tak zostanie.

To dlatego, w oparciu o własne doświadczenia, łatwiej ci mówić do młodych, niepokornych i zbuntowanych?

– Znam wielu uliczników, bo hiphop nierozerwalnie łączy się z ulicą. Wychowywałem się wśród takich ludzi, ale sam za takiego się nie uważam. W młodości byłem niepokorny i zbuntowany, więc teraz łatwiej mi zrozumieć takiego małego człowieka. Do nich dobrze się dociera z bboyingiem. Często nie mają wiele do stracenia, a ten taniec to jedyny rodzaj odskoczni, gdzie mogą się wyżyć, ile wlezie. Mogą być aroganckim cwaniakiem na parkiecie i jeszcze zgarnąć za to szacunek. Widzą, że wszystko zależy tak naprawdę od ich zaangażowania, żadne inne czynniki jak np. kasa, drogi sprzęt czy najlepsza sala nie mają na to wpływu. Często wkręcają się bez opamiętania, to dobry materiał na dobrych bboy’s:)

Jak pachnie życie na ulicy? A może lepiej, czym pachnie?

– Spotykasz różne osoby, poznajesz hierarchię. Tam tak naprawdę uczysz się stosunków międzyludzkich, kiedy jesteś młody. Uczysz się dawać sobie radę, kombinować, jak się zachować w różnych sytuacjach, to poligon.

Jaka jest współczesna młodzież? Czego oczekuje od starszych o siebie, jakby z innego świata?

– Nie chcę generalizować, ale ostatnio widzę więcej lenistwa u dzieciaków. Niby chcą, ale tak naprawdę nie chce im się ruszyć, najchętniej to by posiedzieli w domu przed konsolą. A jeszcze lepiej, jakbym im pokazał, a oni by się od razu nauczyli, bez powtarzania. Tak tylko patrząc. Są ogólnie słabo rozciągnięci, nieprzyzwyczajeni do długiego wysiłku. Łatwo zauważyć, że prowadzą od małolata „siedzący tryb życia”. Oczywiście są wyjątki, ale te chyba potwierdzają regułę.

Co Ty jesteś w stanie im dać, czym zainteresować?

– Pokazuję im, jak w najłatwiejszy sposób osiągnąć to, czego chcą, czyli jak zostać „najlepszym bboyem”. Wiedzą, że nie jestem z pierwszej łapanki, mogą to łatwo sprawdzić. Widzą na treningach, że robię wszystko razem z nimi, a nawet dwa razy więcej. Nie siedzę na krześle, wydając polecenia. Często podczas rozgrzewki rozmawiamy o przeróżnych rzeczach (gry, filmy, co się dziś wydarzyło w szkole) to bardzo pomaga nawiązać „łączność”. Sam wychowałem dwie córki, więc mam jakieś doświadczenie w problemach młodego człowieka.

Jak ci się udaje łączyć tak wiele dziedzin?

– Ponieważ od wielu lat zajmuję się tylko hiphopem (zawodowo), to „rzecz, którą robię, żeby wyżyć”, więc mam na to więcej czasu. Wiadomo, że nie można tańczyć cały dzień (szczególnie w moim wieku, po wielu kontuzjach), więc po treningu mogę zająć się muzyką czy np. organizacją imprezy. Nie lubię po prostu „nic nie robić”, za to bardzo lubię robić to, co kocham.

Zadałam jednemu z młodych posłów pytanie, czy na Światowe Dni Młodzieży przewidział ktoś pokaz sztuki ulicy: muzyki, tańca, śpiewu. Wiesz coś o tym? Dostałeś jakieś propozycje?

– Dostałem propozycję zorganizowania, a właściwie pomocy w organizacji od strony artystycznej konkursu break dance. Nic na ten temat jeszcze nie mam potwierdzonego, to były „wstępne rozmowy”.

Dorośli dlatego unikają waszej sztuki, boją się jej jak ognia, bo ta kieruje się głównie zasadą honoru, dziś już tak zapomnianego?

– Nie. Myślę, że po prostu nie rozumieją tak naprawdę tej sztuki. Traktują ją jak przejściowe hobby ich dzieci. Media też nie pomagają, promując tylko to, co się najlepiej sprzedaje: sex, skandale, patologię i przemoc w hiphopie. Starsi ludzie na tej podstawie wyrabiają sobie zdanie i potem ciężko to zmienić. Najgorzej jest chyba u starszych z pojmowaniem rapu, bboying wydaje mi się, że najlepiej im „wchodzi”. Z tym honorem w hiphopie, to nie mówiłbym hop, jest tu masa ludzi pozbawionych tej cnoty…

Miłość, pokój, jedność, dobra zabawa – wyjaśnij mi te nadrzędne wartości kultury hiphop.

– Jak tak pomyślę o tym, dziś brzmi to trochę jak utopijny cytat z archaicznych czasów. To była i jest podstawa hiphopu. Żyj i daj żyć/tworzyć innym, ja to tak rozumiem. Wykaż się, pokaż, że jesteś lepszy, ale w tym co robisz. Masz problem? Wyjaśnij go honorowo na parkiecie/mikrofonie i wracaj do zabawy, nie spinaj się. Miłość ma po prostu znaczenie: Kochaj to, co robisz, rób to z pasją, jakbyś był zakochany. Agresję i wojnę zostawiam tylko na bitwę, potem przybijam piątkę, jest pokój. Jedność to solidarność pomiędzy elementami i ludźmi związanymi z tym tematem. Nikt tak nie zrozumie bboya jak inny bboy. Ludzie łączą się we wspólnym interesie, uczą się od siebie, rozwijają swoją sztukę.

Dlaczego oprócz tych 4 elementów: breakdance, mc’ing, dj’ing, graffiti tak ważna jest wiedza?

– Wiedza jest właśnie po to, żeby te elementy nie poszły w zapomnienie. Jest po to, żeby było jasne, co jest w tej kulturze ważne, a co nie. Żeby wiedzieć komu i za co należy się szacunek. Żeby pamiętać, kto wymyślał i tworzył tę kulturę. Im wiesz więcej, tym bardziej świadomych wyborów dokonujesz. Bez wiedzy to wszystko nie miałoby żadnych podstaw albo bardzo liche. Pewnie po kilku latach skończyłoby się, a w najlepszym wypadku byłoby tylko mało znaczącą subkulturą.

Jak wypadła impreza w ostatnią sobotę: Nowa Huta Masters. Jesteś zadowolony?

– Impreza wyszła rewelacyjnie, prawie 90 uczestników, warsztaty przed imprezą, pełna sala chętnych, publiczność dopisała. Wszystko przebiegło sprawnie, Graffiti Jam zostawił na murach NCK niesamowite prace, świetna zabawa na afterparty… Wyszło właściwie lepiej niż myślałem. Dyrektorzy i kierownictwo zadowolone, więc pewnie popełnimy jeszcze jakąś imprezę w NCK.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

– Najbliższa przyszłość to nowa płyta mojej kapeli Szpilersi „Akaizm”. Jest już gotowa. Siedzimy nad klipami i puszczamy ją w świat. Następnie chcę wypuścić trzecią część mojego solowego, instrumentalnego projektu „BLE (BreakS, LoopS & EditS)”, gdzie będzie można znaleźć masę bboy rytmów. Ciekawostka – obie te produkcje były tworzone wyłącznie przy użyciu tureckich sampli – jakiś czas temu zauroczyły mnie te dźwięki. 9 lipca szykuje się kolejna odsłona „Kontroli Stylu”, bboy bitwy, które od 2002r. organizuję corocznie. Oczywiście od 14 lat prowadzę zajęcia dla dzieci i młodzieży w NCK, na które również zapraszam.

A „Kronika Polskiej Kinematografii”?

– 29 maja i 11 czerwca w NCK w Krakowie gramy ją po raz kolejny. Stworzyliśmy ją wspólnie z moimi uczniami, grupą ClassSick. To przedstawienie jest hołdem dla „muzyki z telewizora”. Tańczymy pod melodie z Reksia, Janosika, 5-10-15, Seksmisji czy O7 Zgłoś się. Na scenie ekipa w wieku 8 – 38 lat. Jest miła nostalgia, śmiech i dużo bboyingu. Będzie to kolejna odsłona tego widowiska w Nowej Hucie. Fajnie, gdyby udało się wyjechać z tym na zewnątrz, do innych miast. Póki co skupiamy się na dwóch nadchodzących terminach i przygotowujemy nowe rzeczy.

Młodzi Radni z polskich miast. Zaproście do siebie ClassSick na „Kronikę Polskiej Kinematografii”. Może wkręcą się chłopaki z waszych blokowisk? Dziękuję Ci za rozmowę.

foto: Konrad Muzyk