Jako, że dzisiaj mamy 1 sierpnia i wszyscy zajmują się Powstaniem Warszawskim, to chciałbym nieco zmienić/rozszerzyć temat, bo wciąż nie wspominamy (a więc i ogólnopolsko nie promujemy) wielu czynów zbrojnych jakie przyniosła Akcja Burza, mniejsza o jej sensowność, bo nie będę się podejmował próby wejścia w stan emocjonalny ludzi, których wyłącznie za ich polskość, bez cienia winy – co dnia porywano z ulic, torturowano, terroryzowano, mordowano, mniej lub bardziej masowo…
W mojej rodzinnej, i nie tylko, pamięci, zawsze będzie Republika Kazimiersko-Proszowicka (trwała 23 dni, ale miała za to powierzchnię 1000 km^2), może dlatego, że od stuleci tu mieszkali moi bliscy, tu był przez pewien czas rodzinny mająteczek/folwarczek Kustodia, tu z Krakowa przenieśli się na czas wojny moi dziadkowie by w tajnym nauczaniu uczyć dzieciaki, a z przekazów rodzinnych wiem, że szkoła była raczej przykrywką składu broni, niźli zwykłą placówką oświatową, choć w sumie – broń to też element edukacyjny (jako ciekawostkę podam, że w miejscowości w której rodzina się zamelinowała – była placówka Kos 407, w której przyjęto zrzut gen. Okulickiego, więc znając moją rodzinkę i jej historię zakładam, że dziadkowie „nauczycielami” tamże nie zostali przypadkowo – zwłaszcza, że każdy z braci dziadka był związany z oddziałem II WP, a sam dziadek był Legionistą), w AK biła się moja rodzina i tu wreszcie zginął 30.07.1944 r. najstarszy brat mojego taty – Ryszard ps. Magiera, ppor. 8 pułku ułanów AK, kurier tatrzański, szybownik, absolwent słynnej Akademii Pińczowskiej (gimnazjum), student UJ w tajnych kompletach i pewnie, jak wielu młodych ludzi tamtego czasu – marzyciel, bo bez odwagi w realizacji marzeń w wieku 22 lat nie dostaje się VM (to jego zdjęcie poniżej)…

Ale po mieczu, moi bili się też w Operacji Ostra Brama, o czym też zbiorowo jako Polacy zapomnieliśmy (z przekąsem powiem, ciekawe dlaczego)…
I tu zginął już w tajemniczych okolicznościach, wracając do mająteczku na północ od Wilna, po wyzwoleniu Wilna, kuzyn taty – Bronisław Lodowski ps. „Kotek” z Okręgu Wileńskiego AK. Piszę o nich – tajemnicze, lecz znając po latach specyfikę tego co się w tamtych rejonach działo – jestem sobie w stanie wyobrazić logikę zajścia i sytuacji.
Nie mówi się też powszechnie o wyzwalaniu Lwowa i analogicznej do Ostrej Bramy operacji… też ciekaw jestem dlaczego… Obie w końcu zakończyły się skutecznym wyzwoleniem miast, za to wyzwolicieli od razu wysłano do łagrów…
I dopiero teraz wspominam Powstanie Warszawskie, w którym uczestniczyły siostry mojej babci (tak, moja babcia mieszkała przed zamążpójściem w Warszawie i stąd ją porwał na południe mój dziadek) po mieczu (i ich mężowie/narzeczeni), te oczywiście siostry, które wcześniej przez Pawiak nie trafiły do Auschwitz… bo i takie były. O tym Pawiaku przypominam, bo niektórzy zapominają, że PW było nie tylko Powstaniem Nadziei, ale i Powstaniem Gniewnej Bezsilności… i co dnia ginęli (i to setkami) przed nim w Warszawie ludzie, tu nie było sielskich klimatów. Co ciekawe, wielu z negatorów zrywu, roztkliwia się równolegle nad żółtymi żonkilami i tragedią powstańczego Getta. Ale to asumpt do innego tekstu i innych okoliczności ew. pisania takowego.
Wreszcie właśnie w Warszawie walczyła w Baonie Zaremba-Piorun AK zmarła parę lat temu babcia mojej żony – rzeźbiarka i plastyczka – ppor. Nina Mirecka-Maciejewska ps. „Bławatek”, która po drodze swojego wtedy młodego życia, przeżyła tragiczną historię powrześniową polskiej placówki i garnizonu Sarny na Wołyniu, w którym jako młoda dziewczyna się wychowywała.
Tak czy inaczej – pamiętajmy!
#CześćIChwałaBohaterom
Autor: Miłosz A. LodowskiUrodzony w czasach późnego Gierka. Na tyle późno by nie doświadczyć zdobyczy realnego socjalizmu, na tyle wcześnie by je na zawsze zapamiętać. Krakowianin z Kazimierza na placówce imperialnej w Warszawie. Architekt, grafik, projektant, scenarzysta i innowacyjny rebeliant. Strona firmowa. W przeszłości Dyrektor Kreatywny Kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza na Prezydenta RP. Szczęśliwie poza Ruchem K’15 od września 2015.
Zostaw komentarz