Lekarz polityk nie jest tu wyjątkiem. Nie zostaje się ministrem z powodu swojej nieskaziterności moralnej i spolegliwego życia. W polityce nie ma miejsca na dziewice orlreańskie. Liczy się skuteczność.
Naiwni mogliby uważać, że w skuteczności chodzi o takie działanie, które służy obywatelom, odpowiedni do realizacji celów dobór ludzi, ekspertów, odwaga we wprowadzaniu reform i myślenie w perspektywie dziesiątków lat budowania silnego i nowoczesnego państwa. Nie!zupełnie nie o to chodzi – polityk walczy o władzę i o to, żeby ją utrzymać jak najdłużej pewny swojej bezkarności, jeśli tak będzie czynić. Zarzuty niegospodarności na wiele setek milionów złotych, szemrane umowy z szemranymi „biznesmenami”, kolesiostwo i nieudolność zmiotłyby ze stołków dyrektorów największych instytutów naukowych. Ale nie bezczelnie uśmiechającego się ministra z oklaskami zamiast uczciwości.
Każdy polityk i każdy minister realizuje interesy partii rządzącej i pytań w rodzaju: dlaczego bezkarność urzędnika a kary dla lekarzy NIE ROZUMIE!! on nie rozumie tego pytania, bo w świecie polskiego systemu politycznej odpowiedzialności zostało zrobione to, co trzeba. Urzędnicy zadowoleni i lojalni, a lekarze batem pogonieni do roboty przy suwerenie. Urzędnicy i suweren to miliony wyborców, a lekarzy ilu jest? stracił kiedyś jakiś minister tekę za działania niszczące środowisko medyczne i lekceważenie go?
Nie zadawajmy pytań politykom o moralność – nie znają jej. Jeśli chcemy, by zrozumieli to musimy doprowadzić do takiej sytuacji, w której zaczną się bać utraty WŁADZY. Nie twarzy, ale WŁADZY. Wtedy zrobią wszystko, by JĄ utrzymać, a my przy okazji załatwimy nasze żądania. Ale tylko przy okazji, a nie dlatego że moralność stoi za nami Trzeba myśleć kategoriami cynicznych, wyprutych z moralności bezwzględnych i bezkarnych polityków wysokich szczebli. Są uroczy, mili, uśmiechają się i bratają – bo jesteśmy im potrzebni. W chwilę po osiągnięciu ICH celów – kończy się uwodzenie, cel osiągnięto. Nie mówmy politykom o moralności. Nie znają jej.
Znalezione w internecie i wszystko wyjaśnia:
„Chodzi o to, żeby ręce trzęsły się ze strachu lekarzom kiedy operują, a nie trzęsły urzędnikom, kiedy kradną. Czego tu nie rozumiecie?
Po latach tego, jak państwo polskie traktuje lekarzy, trudno być czymkolwiek zaskoczonym. A jednak wypowiedź Pana Ministra z ostatnich dni wprawiła mnie w zdumienie. Jako polski lekarz pozwalam sobie skierować pytanie do Pana Ministra, gdyż naprawdę jestem ciekaw (a zapewne również bardzo wielu innych lekarzy), jakie rozumienie zasad moralnych stoi za tym, co wyprawia obecny rząd?
Tak się złożyło, że kolejne ustawy stanowiące przepisy tzw. tarcz, uregulowały dwie kwestie. Jedną z nich zwiększono odpowiedzialność karną nas lekarzy w przypadku, gdy nieumyślnie popełniony zostanie błąd medyczny. Drugą zniesiono odpowiedzialność karną urzędników w okresie epidemii.
Uzasadniając sprawiedliwość tego drugiego rozwiązania Pan Minister w ostatnich dniach tłumaczył:„Chodziło o to, aby moi ludzie nie musieli działać ze świadomością, że grozi im wieloletnie postępowanie przed sądem. Nikt nie zasługuje na oskarżenia o przekroczenie uprawnień w sytuacji, w której działał w celu ratowania zdrowia i życia. /…/ To nie kwestia strachu, tylko świadomości, że istnieje odpowiedzialność karna. Oczekiwanie, że nawet urzędnik wykonujący rzetelnie swoją pracę będzie ryzykował własną wolnością, jest nadużyciem”.
Czy mógłby Pan Minister wyjaśnić? Jaka argumentacja stoi za tym, iż moralnie niedopuszczalne jest, aby urzędnik musiał działać „ze świadomością, że grozi im wieloletnie postępowanie przed sądem”? Natomiast moralnie właściwe jest, by taką presję w stosunku do lekarzy akurat zwiększać? Czyżby Pan Minister uważał, że komfort psychiczny urzędnika przy biurku był bardziej godny ochrony, niż lekarza przy stole operacyjnym? A może tajemnica tkwi w sformułowaniu „moi ludzie”? Urzędnicy ministerstwa, to są ludzie Pana Ministra, w związku z czym dotyczą ich inne zasady moralności, niż lekarzy? Swoją drogą, ciekawe, „moi ludzie” dla ministra zdrowia to urzędnicy, a nie lekarze. Ratują zdrowie i życie bardziej urzędnicy, niż lekarze.
W codziennym zgiełku politykierskich zagrywek i interesów, niknie niekiedy rzecz najważniejsza. Prawo nie oparte o zasady moralne, staje się bezprawiem. Stąd moje pytanie: jaka reguła moralna stoi za tym, iż praktycznie w tym samym czasie polski rząd przedłożył te dwa rozwiązania? Potrafi Pan Minister wyjaśnić ten moralny aspekt, czy też lekarze, ale i wszyscy Polacy muszą przyjąć do wiadomości, iż polskie prawo zupełnie oficjalnie rozróżnia nadludzi i podludzi? Z tego powodu nie ma jednych zasad moralnych i równego dla wszystkich prawa?”.
Czy trzeba coś więcej dodawać? Wszystko jasne!
Zostaw komentarz