Uważam, że alternatywą dla naszego kraju jest ugrupowanie narodowe, które w sposób logiczny i konkretny pokaże, ze nacjonalizm nie jest synonimem rasizmu oraz antysemityzmu, że nie jest to prosta i głupia kalka z nazistowskich Niemiec, ani żadna rosyjska inspiracja. Ugrupowanie to nie może również być oparte na zasadzie wodzostwa, bez względu na to, czy „silny człowiek” podniesie dwieście kilo, czy będzie z wyżyn pseudo intelektualizmu traktować wszystkich będzie z góry. To to samo.

Polityka narodowa w aspekcie, o którym myślę, jest polityką ludzi, konkretną i opartą na konkretach, a nie na koszulkach lub wykorzystywaniu frustracji. Ruch narodowy jest podzielony i będzie, ponieważ każde siły wewnętrzne i zewnętrzne obawiają się ruchu, który mam na myśli.

Nikt nawet nie pomyśli, że może chodzić o coś zupełnie innego. Wiem jedno: podzielony i „dający się wpuszczać w kanał” ruch narodowy, na którym spryciarze robią karierę i pieniądze – poprzez akceptację i negację – nie ma szans, a szkoda, bo raz jeszcze – tylko ugrupowanie narodowe stworzone dla ludzi i przez ludzi, traktującą polskie wartości i tradycję jako podstawę nie podlegająca relatywizacji, jest szansą dla nas wszystkich. Tak jednak się nie stanie.

I tyle wystarczy, ponieważ jedyną odpowiedzią na to, co mówię będą oskarżenia o „proputinowość” i moje „esbectwo”. Mam taki ruch w głowie, włącznie z nazwą i strukturami, ale nic więcej o tym nie napiszę. Przyczyny w poprzednim zdaniu. Jedna tylko przestroga: nie koszulka, głupia mina i usta pełne frazesów oraz „krystaliczna” przeszłość czynią z człowieka patriotę i narodowca. O wiele częściej ewolucja jednostki czyni treść prawdziwą, a nie okładka.

I nic mnie nie obchodzi, co kto sobie pomyśli o moich intencjach. Życie i praca nauczyły mnie, że siła to nie ilość kilogramów na sztandze, albo bełkot pseudo intelektualny.

Polska Alternatywa Narodowa. Wymyśliłem tą nazwę i nie obchodzi mnie, że ktoś pomyśli, iż mi kompletnie odbiło.

Jeśli powstania taki ruch, to zapamiętajcie: musi to być zupełnie coś nowego. Co? Może o tym napiszę, choć przywódcy, ciągle pokłóceni, ruchów narodowych ( i innych także) nazwą mnie agentem, esbekiem, oszołomem, prowokatorem, etc. Czas w końcu coś zrobić i ludzkie ego nie może być przeszkodą. Popatrzcie, jak szybko ci co nosili glany przyzwyczajają się do garniturów, diet i „dyplomacji”. Jak szybko uczą tłumaczyć każde kłamstwo „polityką”.

I tak się zawsze kończą szczytne idee. Może jednak warto spróbować nie dla kasy, ale dla nas wszystkich. Naiwność? Może i tak, ale przynajmniej nie ma w niej determinizmu niewolnika.