Napisano i powiedziano o Nim już wiele, że był świetnym dziennikarzem, fantastycznym kolegą więc ja pozwolę sobie przytoczyć zabawną anegdotę, która Go dobrze charakteryzuje i mam nadzieję, że tam w Górze, też się z niej uśmieje.

Ale najpierw od początku.

Z Andrzejem, razem, rozpoczynaliśmy pracę dziennikarską.
On w Radiu „Z”, ja w „Radiu Solidarność”.
Wielokrotnie spotykaliśmy się na sejmowych i rządowych korytarzach i gadaliśmy w sejmowej restauracji.

Potem, przez bardzo krótki okres, byliśmy dziennikarzami Radia Wolna Europa, w Warszawie.

Tzn. on krótko tam pracował, ja zaś aż do przejścia do Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia.

Nasze dziennikarskie drogi się rozeszły gdy w 1996 roku, zostałem rzecznikiem prasowym prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
W tamtym czasie byliśmy, profesjonalnie, pod dwóch stronach barykady, ale nadal się kumplowaliśmy.

A sytuacja, o której chcę napisać wydarzyła się w 1992 albo 93 roku.
Premier Hanna Suchocka wracała wtedy samolotem Jakiem 40 z Budapesztu.
Z jakiegoś międzynarodowego spotkania.

W poolu dziennikarskim był m.in. Andrzej i ja.

Gdy wieczorem, samolot już kołował do startu, nad Budapesztem rozpętała się potworna burza.
Niebo było jasne od błyskawic.

Mimo to samolot wystartował bo Suchocka miała jeszcze jakieś spotkanie w Kancelarii Premiera i chciała na nie zdążyć.

Gdy wzlecieliśmy na wysokość przelotową trzęsło nami jak jasna cholera.
Samolot unosił się, to spadał.
Poszycie kadłuba trzeszczało jakby miało za chwilę pęknąć.

Andrzej, wiedząc o mojej jezuickiej przeszłości, spytał – „czy mam przy sobie różaniec?”
Odpowiedziałem, że nie mam, ale robią mi za niego palce rąk.
Obaj mieliśmy potwornego cykora bo sytuacja nie była wesoła.

Ale Suchocka się wtedy znalazła.
Kazała obsłudze podać nam alkohol.
Bodajże dżin z tonikiem, po którym się nieco uspokoiliśmy.

Kiedy już wylądowaliśmy szczęśliwie na lotnisku wojskowym w Warszawie, Andrzej patrząc na mnie szelmowsko powiedział-
„Nie wiem czy to za sprawą Opatrzności czy dżinu, a może jednego i drugiego, wcale dobrze zniosłem tę podróż”.

Uśmiechnięty. Wyluzowany.

I takim chcę Go zapamiętać.

Ps. I jeszcze jedno nas połączyło, ale o tym, już wiecie

#AndrzejMorozowski