Z dawien, dawna ludzkość ustawicznie dążyła imposybilnie do wykreowania uniwersalnej formuły mającej jej umożliwić skuteczne przeciwstawienie się przeciwnościom losu.
Od zarania cywilizacji, aż do czasów nam współczesnych ustawicznie borykamy się z dramatycznymi skutkami klimatycznymi ( słynne epoki zlodowaceń), naturalnych katastrof w postaci np. potopu, tsunami, czy trzęsień ziemi, względnie ludzkich „wynalazków” w postaci np. długoletnich wojen, najazdów, okupacji, eksterminacji całych narodów np. rdzennej ludności obu Ameryk, czy nagłaśnianego do imentu przez Żydów holocaustu.
Częstokroć jako jeden z jeźdźców APOKALIPSY nawiedzała ludzkość (przede wszystkim tzw. Starego Świata) ZARAZA w postaci katastroficznej epidemii np. czarnej śmierci. Pokłosie tej zarazy było w XIV w. tragiczne dla Europy dziesiątkując straszliwie jej populację, która potrzebowała upływu kolejnego wieku, aby zniwelować jej skutki.
Aktualnie, aczkolwiek nie w tak dramatycznym śmiertelnym wymiarze doświadczamy na całym globie inwazji koronaświrusa całkowicie dezorganizującej bieżące funkcjonowanie społeczeństw. Podejmowane są przez rządy prawie wszystkich państw różnego rodzaju przeciwdziałania np. w postaci lockdownu, aby pohamować i wyeliminować ten współczesny dopust boży.
Tzw. cudownej receptury eliminującej epidemię świrusa; podobnież jak w minionych wiekach niestety nikt nie opracował, ani tym bardziej nie wdrożył: po prostu za Napoleonem należy stwierdzić, że po pierwsze (po drugie, po trzecie) …….. zabrakło armat.
Tęsknota jednak, aby możliwym się stało poniekąd jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyeliminowanie plag doświadczających ludzkość jest immanentnie związana zarówno z cywilizacyjnym zaraniem, jak przede wszystkim z słodkim, bajkowym dzieciństwem. Ileż to razy dziewczęce i chłopięce gębusie ulegały wielce szerokiemu rodziawianiu; chłonąc z wypiekami na swych obliczach baśniowo-bajkowe klechdy o czarodziejkach i czarodziejach potrafiących w sposób ekstraordynaryjny zastosować cudowną formułę eliminującą wszelakie problemy i kłopoty.
Oczywistą oczywistością jest konstatacja, że z czasów tejże bajkowości zostaliśmy już skutecznie wysanowani, o czym dobitnie zaświadcza wobec każdego z nas nr PESEL.
W ludzkiej ułomnej wszakże świadomości, a konkretnie w podświadomości tenże fantasmagoryjny atawizm ustawicznie tkwi, usiłując się wszelkimi sposobami urzeczywistnić.
Dążąc wszelkimi sposobami np. do osiągnięcia nieprzebranego bogactwa wielu zapaleńców posługując się różnorakimi formułami alchemicznymi, a w szczególności subsydiując się tzw. kamieniem filozoficznym usiłowało różne metale np. rtęć, czy ołów zamienić w drodze transmutacji na szlachetny kruszec w postaci złota.
W XVI w. na cesarskim dworze w Wiedniu funkcjonował polski alchemik Michał Sędziwój, a król Zygmunt III Waza takowoż parał się alchemią, o słynnym Panu Twardowskim także nie powinniśmy zapominać.
Z jakim skutkiem – wszystkim wiadomo.
O ileż jednak człeczy żywot byłby prostszy, gdyby nie tylko w różnorakich klechdach pojawialiby się osobnicy (osobniczki – zgodnie z neologistyczną teorią tow. S. Spurek) posiadający uniwersalny (niekoniecznie francuski) klucz pozwalający na niczym nie skrępowane i wręcz bezbolesne rozwiązywanie wszelakich problemów trapiących nowoczesną cywilizację.
Takie persony, które posiadłyby arkana produkcji i zastosowania ANTIDOTUM na wzmiankowane bolączki zasługiwałyby wręcz za życia na ich deifikację skoro przekroczyłyby imposibilny limes. Nagroda JOBLA byłaby jedynie kwiatkiem do kożucha.
Ponownie należy prawidłowo skonstatować, że cała współczesna populacja świata niezwykle zazdrosnym okiem spogląda na europejską krainę alokowaną pomiędzy Bugiem, a Odrą. W TYMKRAJU (definicja słynnej Kopaczki) bowiem występuje znakomity i liczny hufiec nie tylko profetów, niezwykle trafnie jak Pytia z Delf potrafiących przewidywać zarówno bliskie jak i dalsze wydarzenia, ale także czarodziejek, czarodziei, czarownic, czarowników, względnie czarnoksiężników.
Z daleko idącym zdumieniem, aczkolwiek takoż z przeogromnym uznaniem należy stwierdzić, że w/w persony są identyfikowane tożsamo, albowiem każdy z nich jak w słynnej reklamie „2 w 1” ubogacony jest przez dobrego Panbócka kompleksowo w wymienione atrybuty tj. zarówno w „czarowne” umożliwiające czynienie cudów, jak i prorocze oznajmujące bliższą i dalszą przyszłość.
Powyższe atrybuty zostały tymże wybrańcom losu zaaplikowane niestety stosunkowo niedawno, albowiem ledwo od tego czasu upłynął 5-letni okres. Dziwną okolicznością przy tym jest to, że ta czasoprzestrzeń skorelowana jest dokładnie z datą, gdy używając lamparciego szwargotu; możemy skwitować, że powyższe persony przez podły i niewdzięczny elektorat zostały w******e w kosmos.
Drzewiej tychże w/w atrybutów byli jednak pozbawieni, jak nie przymierzając Vincent z Bydgoszczu … piniondzerów.
Była strata, aktualnie jest atrybutowy zysk, czyli jak śpiewał śp. J. Kaczmarek: pero, pero…. bilans musi wyjść na zero!!
Czytelniczej domyślności pozostawiamy identyfikacją personalną tych wybrańców losu, którzy dla swojej czeredy frajerów i debili posiadają cudowne eliksiry, receptury i antidotum przydatne na każdą okazję.
Niestety okazuje się, że nobody is perfect, bowiem posiadany atrybut cudowności nie obejmuje jednak skutecznego antidotum na przeprowadzoną mózgową lobotomię, czyli czaszkowe odmóżdżenie.
.
I to byłoby na tyle, jak mawiał profesor J. T. Stanisławski.
22.11 2020
Zostaw komentarz