Dobrze się stało, że prezydent Duda skierował do Sejmu projekt ustawy o likwidacji Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym choć może za późno.

Tak czy owak, jest to swoiste „sprawdzam” dla Kaczyńskiego i Morawieckiego, którzy już kilka miesięcy temu mówili, że ta izba się nie sprawdziła i należy ją zlikwidować. Na deklaracjach się jednak kończyło. Teraz nie mają wyjścia, albo poprą projekt, albo go odrzucą. Tertium non datur.

Od razu zaznaczę by uprzedzić krytykę, nie mam kompetencji by oceniać czy zasiadający w niej sędziowie są sędziami, czy nie są, jak orzekł TSUE. A nawet gdybym miał, problem z Izbą Dyscyplinarną, jest przede wszystkim problemem politycznym, a dopiero potem, prawniczym.

Przede wszystkim z Komisją Europejską, która oczekiwała na jakąś wyraźną inicjatywę w tym kierunku ze strony polskich władz. Nie wiem, czy ona jej wystarczy by odblokować Polsce pieniądze z funduszu covidowego, ale jest dokument, nad którym można dyskutować.

To będzie także dla niej samej test intencji. Jej reakcja pozwoli ocenić czego ona tak na prawdę od Polski chce i jak głęboko zamierza ingerować w polski porządek prawny. Pożyjemy, zobaczymy.

Dobrze, że chociaż USA pozytywnie oceniły prezydencki projekt.

Oczywiście, zwolennicy spiskowych teorii wykrzykną – „ale to ustawka, Duda z Kaczyńskim się umówili, że to ten pierwszy, tym projektem, przełamie impas w sprawie, która skłócała nas od dłuższego czasu z Brukselą”.

Być może tak było, choć wcale nie musiało. Prezydent już nie musi zabiegać o kolejną kadencję i poparcie PiS nie jest mu potrzebne w tej kwestii.

W drugiej kadencji i ostatniej, każdy prezydent walczy o to jak będzie zapamiętany.

Załóżmy jednak, że tak było. To znaczy, że prezes i prezydent podzielili się rolami bo być może Kaczyński nie chciał wchodzić w otwarty konflikt z #Ziobro przy tak kruchej większości sejmowej.

I co z tego?

Tak często się dzieje w tym samym obozie rządzącym. Przynajmniej kilka razy to Aleksander Kwaśniewski wychodził z inicjatywą ustawodawczą lub podejmował decyzje, których – ze względu na opór we własnej bazie – nie mógł podejmować Leszek Miller, ówczesny premier lub Cimoszewicz albo inny lewicowy szef rządu.

W polityce bywają sytuacje, podobne do tej jaką mamy obecnie z Izbą Dyscyplinarną SN, że musi wkroczyć „wójt” z Krakowskiego Przedmieścia jako arbiter oraz katalizator zmiany, na którą bez niego nie byłoby szansy zważywszy na nieprzejednaną postawę Solidarnej Polski.

Teraz, mówiąc kolokwialnie, piłka jest na boisku prezesa bo to od niego zależy, czy uda mu się zebrać szable do poparcia prezydenckiego projektu w Sejmie.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl