Łukaszenka na jesień 2021 roku zapowiedział podpisanie umów integrujących jeszcze bardziej Rosję i Białoruś w ramach Państwa Związkowego.

Uczestniczyłem w 1996 roku w rozmowach w Wiskule towarzysząc prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i miałem okazję go słuchać i obserwować. To człowiek chory na władzę, o cechach psychopatycznych.

Pokazał to w okresie od sfałszowanych wyborów w 2020 roku. Tortury, prześladowania wobec własnego społeczeństwa, wojna hybrydowa z sąsiadami.

Przypominam ten tekstnapisany w 2019 roku dla Biełsatu, by ci, którzy jeszcze mają wątpliwości do czego jest gotów by zachować władzę, oprzytomnieli. Z prowokacjami na granicy włącznie.

„Zrozumcie i nas…” Jak białoruski prezydent tłumaczył polskiemu swój pociąg do Rosji.

– Jeśli trzeba będzie, padnę w Moskwie na kolana, aby tylko wcielono Białoruś do Rosji – zaklinał się prezydent Alaksandr Łukaszenka w czasie kampanii wyborczej na urząd prezydenta w 1994 roku. Jeszcze dwa lata później o konieczności ścisłej integracji z Rosją zapewniał… polskiego prezydenta. Świadkiem i uczestnikiem tamtych wydarzeń był Antoni Styrczula, ówczesny rzecznik prasowy Aleksandra Kwaśniewskiego.

Wczesnym świtem, 30 marca 1996 roku kolumna prezydencka wyruszyła z Warszawy do Wiskul w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej na spotkanie z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką. Siedząc w aucie byłem pełen obaw co do przebiegu i rezultatów rozmów z białoruskim przywódcą. Podobnie zresztą jak Aleksander Kwaśniewski.

Dialog, ale krytyczny

Jeszcze kilka dni przed wyjazdem miał on wątpliwości, czy jego rozmówca będzie gotów na konstruktywny dialog i wysłuchanie polskich sugestii dotyczących demokratyzacji życia politycznego na Białorusi i wyboru prozachodniej opcji. Uważał jednak, że Białorusi nie należy izolować na arenie międzynarodowej, bo to tylko wpychałoby ją w ramiona potężniejszego, wschodniego sąsiada. Moskwy.
Podobny kierunek tzw. krytycznego dialogu był kontynuowany potem przez polską dyplomację. Sprowadzał się on z grubsza do stanowiska, że nie można zrywać relacji z tym krajem, ale należy je podtrzymywać na maksymalnie niskim poziomie, wiceministrów i dyrektorów departamentów oraz wspierać tamtejszą opozycję.

Z nią Kwaśniewski również chciał się spotkać, ale w tej kwestii administracja Łukaszenki do końca robiła uniki i zwodziła polską stronę. Sprawa, jak się już na miejscu okazało, wisiała na włosku do ostatniej chwili. Administracja Łukaszenki do końca je blokowała, ale ostatecznie, na skutek wyraźnego nacisku Kwaśniewskiego, takie spotkanie doszło do skutku.

Miejsce, w którym pogrzebano ZSRR

Kilkanaście kilometrów przed Białowieżą nawierzchnię lokalnej drogi pokrywała gruba warstwa śniegu. Samochody prezydenckiej kolumny z trudem pokonywały ostre zakręty, unikając czołowego zderzenia z ponad metrowymi zwałami śniegu usypanymi przez pługi na jej poboczach. Pokonanie krótkiego, dwudziestokilkukilometrowego odcinka zajęło nam ponad pół godziny.

Wreszcie zobaczyłem białą fasadę pałacyku w Wiskulach, gdzie miały odbyć się rozmowy. Został wybudowany w pod koniec lat 60-tych z polecenia Nikity Chruszczowa, który podczas polowania z jugosłowiańskim przywódcą, Josipem Broz Tito, stwierdził, że nie ma gdzie, w godnych warunkach, przenocować swego gościa.

Architektonicznie gmach reprezentuje tzw. styl moskiewski, zaś jego wejście celowo przypomina to do gmachu Dumy Państwowej w Moskwie. To właśnie w nim w dniach 7-8 grudnia 1991 roku przywódcy: Białorusi – Stanisłau Szuszkiewicz, Ukrainy – Łeonid Krawczuk oraz Rosji – Borys Jelcyn przypieczętowali w tzw. układzie białowieskim, koniec ZSRR i powstanie Wspólnoty Niepodległych Państw.

Rozmowy dwóch Aleksandrów. W cztery oczy

Spotkanie rozpoczęły rozmowy „w cztery oczy” obu prezydentów. Ochrona Łukaszenki z jej szefem na czele, wielkim jak szafa i ponurym jak jesienna słota, zabraniała członkom polskiej delegacji wstępu do pokoju, gdzie rozmawiali. Nawet Jan Wojciech Piekarski, ówczesny szef polskiego protokołu nie miał prawa wstępu. Po chwili okazało się, że „strefa zero” obejmuje także toaletę, co przysporzyło nam dodatkowych problemów, bo fizjologii się nie oszuka.

Rozmowa bez świadków obu przywódców trwała może godzinę. Po niej, po krótkiej przerwie, przyszedł czas na rozmowy plenarne. Rozpoczął je Łukaszenka, który uderzając pięścią w stół, tubalnym głosem pokreślił, że to przy nim zlikwidowano ZSRR.

– Choć mnie osobiście, trochę tego żal, bo wtedy rozpadła się nasza wielka rodzina bratnich narodów – dodał.

Prezydent niepodległego państwa, czy sowiecki aparatczyk?

Po tych słowach miałem wrażenie jakbym usłyszał sowieckiego aparatczyka, a nie przywódcę niepodległego państwa. Następnie Łukaszenka długo rozwodził się nad planowanym już na 2 kwietnia podpisaniem porozumienia o stowarzyszeniu Rosji i Białorusi. Tego samego, które 8 grudnia 1996 roku przekształciło się ostatecznie w Państwo Związkowe Rosji i Białorusi. Argumentował ten krok wspólnotą historii i interesów obu narodów oraz koniecznością zacieśnienia współpracy politycznej, gospodarczej i militarnej.

„Chcecie do NATO, ale zrozumcie i nas…”
Zwłaszcza ta ostatnia – w świetle jego słów – była dla Łukaszenki chyba najistotniejsza.

– My rozumiemy, że Polska chce być w NATO, taka jest wola zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa, ale musicie nas też zrozumieć. 90 % Białorusinów nie chce jego rozszerzenia o Polskę, Litwę , Łotwę i Estonię. Po wejściu do NATO jego czołgi będą stały na naszej granicy. Już tak zresztą jest – stwierdził.

Na dowód pokazał mapę z rozlokowaniem polskich jednostek pancernych przy granicy z Białorusią.

– Niepokoi mnie to zwiększenie liczby waszych czołgów i sprzętu zmechanizowanego na kierunku białoruskim. My tego nie robimy – zapewniał.

Argumentował, że Białoruś zmniejszyła przecież stan liczebny swoich jednostek o 20 proc, a broń taktyczna została wywieziona z Białorusi. Z kolei broń strategiczna miała zostać zniszczona do końca tego 1996 r.

– Kto nas obroni przed ewentualną agresją NATO? My sami jesteśmy za słabi. Możemy się obronić tylko wspólnie z Rosją – dodał.

Rosja i tylko Rosja

Przekonywał przy tym polskiego prezydenta, że stowarzyszenie Białorusi z Rosją gwarantuje obu stronom zachowanie suwerenności , choć jednocześnie przyznawał, że Mińsk jest uzależniony od Moskwy przede wszystkim w sprawach ekonomicznych i gospodarczych. Przede wszystkim od dostaw ropy i gazu. Za to Rosja według jego słów, miała być największym rynkiem zbytu dla białoruskich towarów. „I to po dobrej cenie” – jak nie omieszkał zauważyć.

– Tylko nasz wschodni sąsiad jest nam w stanie zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i militarne – skwitował swój długi wywód uzasadniający ściślejszą integrację Mińska i Moskwy.

Zadeklarował ponadto, że będzie wypełniał wszystkie swoje zobowiązania wobec mniejszości polskiej na Białorusi. Później okazało się, że było to deklaracją bez pokrycia.

Pociąg do Moskwy

Wyjeżdżałem z Wiskul z przekonaniem, że Łukaszenka wierzy w to co mówi i nie widzi wobec integracji z Rosją innej alternatywy. Choć i wtedy i potem, Polska próbowała mu uzmysłowić , że pociąg jedzie nie tylko do Moskwy, ale może też jechać do Europy. Obranie tego drugiego kierunku wymagałoby jednak od niego demokratyzacji państwa, reform gospodarczych oraz przestrzegania praw obywatelskich.

Sfałszowane referendum z listopada 1996 roku, które pozwoliło mu przedłużyć kadencję o półtora roku, pokazało, że Łukaszenka nic z tego nie zrozumiał. Albo nie chciał zrozumieć. Zaś podejrzenia, że zależało mu i wciąż zależy wyłącznie na utrzymaniu się przy władzy, w ciągu kolejnych lat zamieniały się w absolutną pewność.

Fot. kremlin.ru

Źródło: portal Naviny.Belsat.eu/„Zrozumcie i nas…” Jak białoruski prezydent tłumaczył polskiemu swój pociąg do Rosji.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.