Do tej pory na czele rewolucji stawali z reguły mało znani prawnicy. Robespierre, Uljanow (nick Lenin), Fidel Castro. Czasem niespełnieni artyści jak Hitler czy Mao Zedong. Bywa, że w gronie tym znajdziemy dziennikarzy – Mussolini.

Najwyraźniej do tradycji tego ostatniego nawiązuje niejaki Wojciech Maziarski. Odezwa, jaka w jego zamierzeniu miała porwać lud pracujący miast i wsi (WSI?) III RP pokazała się w nocy na facebooku:

Czas protestów dobiega końca. Pora myśleć o przygotowaniach do majdanu.
Ta władza musi zostać czym prędzej obalona. Strajk generalny, blokady w miastach i na drogach, powszechny bunt – każda metoda bez użycia fizycznej przemocy jest dopuszczalna i pożądana.
To już nie przelewki – projekt, który wypichcili, podporządkowuje sądy Ziobrze. Pomysł tak jawnego i bezczelnego złamania konstytucji, pozbawia władzę legitymacji i zwalnia obywateli z obowiązku podporządkowania się jej decyzjom i zarządzeniom.
To już nie demokratycznie wyłoniona władza państwa prawa, lecz banda przestępców, którzy powinni trafić za kratki.

https://www.facebook.com/wojciech.maziarski.9

 

 

Co doprowadziło do furii odstawionego od państwowego cycka (brak wpływu z państwowych reklam pogrąża „wyborczą”) żurnalistę?

Odpowiedź znajdziemy w „gazecie upadłej”. Niejaki Łukasz Woźnicki (kolejny specjalista od prawa na Czerskiej) grozi upadkiem trzeciej władzy za sprawą poselskiego projektu wniesionego do Sejmu:

Według najnowszego projektu PiS minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro będzie mógł obsadzić zaufanymi osobami stanowiska wszystkich prezesów sądów powszechnych. – Tu już nikt nie bawi się w pozory. Żadnego trójpodziału władzy w Polsce nie będzie – komentuje sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia Iustitia.

– To jest szturm na sądy. Ten projekt oznacza pełne przejście na ręczny tryb sterowania przez ministra Ziobrę – dodaje.

http://wyborcza.pl/7,75398,21631169,wazne-nowy-projekt-poslow-pis-wlasnie-trafil-do-sejmu-sady.html

 

Na czym więc ma polegać ów zamach?

Czerski spec od prawa postrzega to w możliwości powoływania organów administracyjnych sądów, czyli prezesów, przez Ministra Sprawiedliwości.

Zadania prezesa sądu reguluje art. 22 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz.U.2016.0.2062 ):

§ 1. Prezes sądu:

1) kieruje sądem i reprezentuje sąd na zewnątrz, z wyjątkiem spraw należących do kompetencji dyrektora sądu, a w szczególności:

a) kieruje działalnością administracyjną sądu, w zakresie wskazanym w art. 8 pkt 2,

b) jest zwierzchnikiem służbowym sędziów, asesorów sądowych, referendarzy sądowych, asystentów sędziów danego sądu oraz kierownika i specjalistów opiniodawczego zespołu sądowych specjalistów,

c) powierza sędziom, asesorom sądowym i referendarzom sądowym pełnienie funkcji i zwalnia z ich pełnienia, chyba że ustawa stanowi inaczej;

2) dokonuje analizy orzecznictwa w kierowanym sądzie pod względem poziomu jego jednolitości oraz informuje sędziów i asesorów sądowych o wynikach tej analizy, a w razie stwierdzenia istotnych rozbieżności w orzecznictwie informuje o nich Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego;

3) pełni inne czynności przewidziane w ustawie oraz przepisach odrębnych.

§ 1a. (uchylony)

1§ b. Prezes sądu okręgowego jest zwierzchnikiem służbowym aplikantów aplikacji sędziowskiej zatrudnionych w danym sądzie.

§ 2. W zakresie kierowania działalnością administracyjną sądu, prezes sądu podlega prezesowi sądu przełożonego oraz Ministrowi Sprawiedliwości.

 

Pochodzący z 2017 r. Komentarz pod redakcją  dr Izabeli Hajduk – Hawrylak podkreśla administracyjną funkcję prezesa:

Prezes sądu, odpowiadając za stronę organizacyjną funkcjonowania sądu, kieruje jego działalnością administracyjną w celu zapewnienia właściwego toku urzędowania sądu, w zakresie której podlega zwierzchnictwu prezesa sądu przełożonego lub Ministrowi Sprawiedliwości.

Co więcej, dokonywanie analizy orzecznictwa (§ 1 pkt 2) pozostaje bez wpływu na niezawisłość sędziowską:

Do zadań prezesa sądu należy także przeprowadzanie analizy orzecznictwa, w tym orzeczeń wydawanych przez asesorów sądowych, oraz informuje sędziów i asesorów sądowych o wynikach tej analizy (§ 1 pkt 2). Funkcja ta nabiera szczególnego znaczenia wobec obniżającej się kultury legislacyjnej władzy ustawodawczej oraz będących tego skutkiem problemów z jednolitą wykładnią obowiązującego prawa. Zgodnie z przyjętym systemem nadzoru jurysdykcyjnego przez SN (art. 7 PrUSP) w sytuacji stwierdzenia istotnych rozbieżności w orzecznictwie prezes sądu zobowiązany jest do poinformowania o nich Pierwszego Prezesa SN. Zastrzec należy, że celem uzyskania jednolitości orzeczniczej nie jest ograniczenie niezawisłości sędziowskiej, lecz uzyskanie efektu przewidywalności rozstrzygnięć sądów.

(op. cit.)

 

Maziarski ukończył hungaroistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Niemniej wiedzieć by mu wypadało, że zgodnie z art. 178 u. 1 Konstytucji:

Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom.

Niezawisłość oznacza, że żaden organ, sądowy czy też pozasądowy nie może wpływać na rozstrzygnięcie.

Dobitnie ujął to dr hab. Wojciech Sawczyn z UAM:

Sędzia niezawisły to ten, który:

1) jest bezstronny wobec uczestników postępowania,

2) zachowuje niezależność wobec organów i instytucji pozasądowych,

3) jest samodzielny wobec władz i organów sądowych,

4) jest niezależny od wpływów czynników politycznych (zwłaszcza partii politycznych), oraz 5) jest wewnętrznie niezależny.

Jest jednak niezawisłością ograniczoną do sprawowania urzędu, czyli orzekania. Niezawisłość nic nie ma do powiedzenia w przypadku doboru sprzątaczek czy też wyposażenia komputerowego sekretariatów itd.

Błąd czerskiego specjalisty prawnego polega na pomieszaniu pojęć. Otóż w art. 173 Konstytucja przewiduje niezależność władzy sądowniczej. Jest to jednak niezależność tego samego rodzaju, co innych władz. Na dodatek władza sądownicza dość mocno zaangażowana jest w funkcjonowanie pozostałych. Pomijając już samo uczestniczenie sędziów w wyborach w komisjach wyborczych wszelkich stopni i PKW trzeba pamiętać, że to Sąd Najwyższy zatwierdza wyniki wyborów.

To jednak Benitkowi z Czerskiej nie przeszkadza. Ba, nawet nie ma pojęcia, że właśnie jest to jeden z argumentów świadczących o tym, że trójpodział władz wg Monteskiusza coraz bardziej rozmija się ze stanem faktycznym i to nawet w państwach uznawanych za państwa prawne. *

Art. 173 Konstytucji, w którym mowa o sądach i trybunałach, jako władzy odrębnej i niezależnej od innych władz, nie znosi podstawowej zasady ustrojowej Rzeczypospolitej Polskiej podziału i równowagi władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej ani też w żadnym stopniu jej nie modyfikuje. Należy także mieć na uwadze, że rozdzielone władze nie są tym samym niezależnymi od siebie elementami ustroju państwa. Stanowią one w istocie rzeczy jedną konstrukcję, w ramach której obowiązane są współdziałać w celu zapewnienia rzetelności i sprawności instytucji publicznych (zasada współdziałania określona w preambule do Konstytucji RP). Innymi słowy, odrębność i niezależność sądów nie może prowadzić do zniesienia mechanizmu koniecznej równowagi pomiędzy wszystkimi tymi władzami. Każda z nich powinna dysponować natomiast takimi instrumentami, które pozwalają jej powstrzymywać, hamować działania pozostałych, zarazem muszą istnieć instrumenty, które pozwalają innym władzom powstrzymywać, hamować jej działania” (wyr. TK z 18.2.2004 r., K 12/03, OTK-A 2004, Nr 2, poz. 8).

 

Nadzór administracyjny nad działalnością sądów polega na weryfikacji zewnętrznej, formalnej, określonych wyżej sfer działalności sądów. Organy tego nadzoru nie mogą wkraczać w dziedzinę niezawisłości sędziowskiej (wyr. TK z 15.1.2009 r., K 45/07).

Trójpodział władz, jaki proponują sędziowie oraz Benito M. z Czerskiej analogicznie w przypadku władzy ustawodawczej polegałby na tym, że wszelkie komisje wyborcze byłyby utworzone wyłącznie z aktualnych posłów. Co więcej, tylko posłowie na koniec kadencji decydowaliby nieodwołalnie, kto i na jakim terenie może kandydować. Tak samo posłowie ustępujący podawali by komunikat o wyniku wyborów, który zatwierdzić mógłby jedynie prezydent.

Sprawa komplikuje się jednak przy egzekutywie, zwanej też władzą wykonawczą. Minister decydować powinien o wyborze swojego następcy?

Trzeba wreszcie powiedzieć sobie jasno – lansowany przez sędziego Żurka i usłużne merdia polskojęzyczne obraz „trójpodziału władz” w Polsce jest prawdziwy niczym rycina ze „Strażnicy” wydawanej przez Świadków Jehowy.

Rzekoma autonomia oznaczać ma całkowite odseparowanie władzy sądowniczej od innych i uniezależnienie jej od choćby iluzorycznych wpływów Suwerena.

 

Tymczasem teoretycy prawa już dawno zauważyli, że w istocie taka separacja nie występuje w żadnym z działających modeli państwa na świecie. Co więcej, nie jest możliwa nawet teoretycznie.

Również w Komentarzu pochodzącym z 2016 roku (red. Safjan, Bosek) czytamy:

W polskiej literaturze i w orzecznictwie przyjmuje się podobną do niemieckiej interpretację zasady podziału władzy, skądinąd inspirując się – niekiedy wprost dorobkiem niemieckim. W doktrynie niemieckiej akcentowany jest np. fakt, że „w żadnym systemie podzielonych władz nie są one organizacyjnie i funkcjonalnie ściśle rozdzielone„, a pomiędzy poszczególnymi organami konstytucyjnymi zachodzą rozmaite związki obejmujące kontrolę i współpracę [K.-P. Sommermann, Art. 20, w: H. von Mangoldt, Ch. Starck, H. Klein (red.), Kommentar zum Grundgesetz, t. 2, s. 86, Nb 210]. Federalny Trybunał Konstytucyjny także stoi na stanowisku, że zasada podziału władzy „nigdzie nie jest urzeczywistniania w sposób czysty” (tak np. w post. FSK z 17.7.1996 r., 2 BvF 2/93, BVerfGE t. 95, s. 1, 15).

 

Dla obywatela bowiem nie jest istotne, kto powołuje/wybiera prezesa sądu decydującego o zakupie węgla na zimę, gdyż powinno to pozostawać poza jakimkolwiek wpływem na wyrok w jego sprawie.

Zresztą środowisko sędziowskie od dwóch lat co najmniej twierdzi, jak bardzo jego członkowie są niezawiśli, a nawet stanowią „nadzwyczajną kastę ludzi”. A więc nie powinno być żadnej różnicy w tym, który „nadzwyczajny” zostanie prezesem.

Kolejna zadyma i jawne już nawoływanie do rewolucji w obronie zagrożonych stołków ma zupełnie prozaiczną przyczynę.

Sędziowie chcą pozostać całkowicie poza strukturami Państwa i jego kontrolą.

Jeśli totalna oPOzycja sięgnie po władzę za kilkanaście miesięcy może okazać się, że zamiast w imieniu Rzeczpospolitej sentencję wyroku poprzedzać będą inne słowa:

My, z bożej łaski sędzia sądu rejonowego….

 

Pewnie wtedy zdaniem Maziarskiego  podział władzy będzie już na wieki oczywisty.

Tak, niestety, mści się alkohol pity w młodości i wieku średnim w zbyt wielkich ilościach.

Aspirujący po rząd dusz Maziarski ma po prostu dziury w mózgu, czyli kolokwialnie mówiąc „zryty beret”.

 

Z wiekiem widoczne to jest coraz bardziej.

14.04 2017

 

______________________________________________

 

* Wbrew wyrażanemu często przekonaniu, mająca konstytucyjne umocowanie zasada podziału władz nie jest – jak podkreśla H. Barnettwartością absolutną. Pojęcia legislacji, orzekania i sprawowania władzy wykonawczej nie posiadają też – co sygnalizuje autorka – precyzyjnej definicji (have not proved capable of precise definition). Trudno jest w takim razie uchwycić ścisłą dystynkcję pomiędzy nimi . Identyczne stanowisko zajmuje R. Masterman podnosząc, że w wielu rodzajach spraw, linie podziału w obrębie konstytucyjnie określonej władzy są niejasne, zacierają się (those lines are in many cases unclear). Podział ten jest wobec tego „dynamiczny, wieloaspektowy” (a dynamic, multidimensional). Ze spostrzeżeniami tymi korespondują refleksje W.J. Waluchowa, który zwracając uwagę na anachroniczność i konwencjonalność wywodzącego się z czasów Monteskiusza ujęcia, pisze o zjawisku „łączenia ról legislatora oraz władzy sędziowskiej i wykonawczej” (combine the role of legislator with that of judge and government executive).

Z innych pozycji dogmatyczne, by nie powiedzieć nazbyt uproszczone i schematyczne, pojmowanie zasady podziału władz kontestuje B. Ackerman w pracy pod znamiennym tytułem: „Żegnaj Montesquieu”. Operując przykładem komisji wyborczych obsadzanych przez sędziów, odseparowanych jednak całkowicie od sądownictwa i agend politycznych (separate from the regular judiciary as well as from the political branches), autor zastanawia się, czy ich działalność nie jest potwierdzeniem światowych tendencji do „izolowania pewnych funkcji od legislatywy, egzekutywy i sądowych struktur władzy?” – to insulate certain functions from legislative, executive and judicial branches of government? Udzielając na to pytanie odpowiedzi twierdzącej, konstatuje, że „w dwudziestym pierwszym wieku wyłania się nowy podział władz”. Autor nie kryje również, że otwiera to pole do zainicjowania bardziej zaawansowanych studiów komparatystycznych w dziedzinie prawa administracyjnego. Rozważając zagadnienie judycjalizacji administracji publicznej (judicializace veřejné správy), utożsamianej z nasyceniem jej metodami właściwymi dla działalności sądów, podobne – choć dość dyskusyjne pod względem metodologicznym – wnioski wysnuł D. Kryska. Uznał on, że zjawisko to stwarza podstawę do zakwestionowania niektórych doktrynalnych i dogmatycznych poglądów na temat pozycji organów konstytucyjnych oraz zasady rozdziału władz (některé doktrinální či dogmatické výklady o postavení ústavních orgánů či dělbě moci).

Zbigniew Kmieciak – profesor doktor habilitowany nauk prawnych; kierownik Katedry Postępowania Administracyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego; sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego; w dorobku naukowym posiada około 300 publikacji dotyczących problematyki prawa i postępowania administracyjnego; jest autorem licznych ekspertyz i opinii prawnych z tej dziedziny; od wielu lat aktywnie uczestniczy w życiu naukowym, zarówno na forum krajowym, jak i zagranicznym.