Czy współautor ostatniego „hitu” Superwizjera Bertold Kittel jest „Wunderwaffe” w kampanii wyborczej oPOzycji?

W Warszawie trwa wojna o panowanie nad służbami. Żołnierzami w kampanii stali się dziennikarze. Tak przynajmniej twierdzi płk Piotr Wroński.

To nie dziwi, gdyż tradycja wykorzystywania dziennikarzy śledczych przez służby jest co najmniej tak stara jak III RP.

Urodzony w 1975 roku w Zakopanem Bertold Kittel zasłynął jako dziennikarz śledczy, który razem z Anną Marszałek ujawnił afery w czasach rządów AWS i Jerzego Buzka.

Ich najsłynniejsze polityczne śledztwa z tego okresu:

.

.

.

  1. sprawa śląskiego wojewody Marka Kempskiego („Wojewoda w sieci. Korupcja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim”, „Rzeczpospolita”, 23 grudnia 2000 r.);

  2. sprawa Piotra Wojciechowskiego („Fundusz Przyjaciół”, „Rzeczpospolita”, 30 marca 2001 r.);

  3. sprawa Romualda Szeremietiewa, wiceministra MON („Kasjer z Ministerstwa Obrony”, „Rzeczpospolita”, 7 lipca 2001 r.).

Wybory, w wyniku których władzę przechwyciło SLD, miały miejsce 23 września 2001 roku. O ile w przypadku potwierdzenia stawianych w tekstach zarzutów mielibyśmy do czynienia z rzetelnym i potrzebnym społeczeństwu materiałem dziennikarskim to jednak późniejsze wyroki sądów (również w czasach PO) świadczą, że zamiast dziennikarstwa była to tylko robota propagandowa.

Czarny PR.

Po kolei.

1. Prawomocnym wyrokiem z dnia 24 kwietnia 2003 r. wydanym przez Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. akt I ACa 1222/02) spółka Presspublica (wydawca dziennika „Rzeczpospolita”) oraz redaktor naczelny Maciej Łukasiewicz zostali solidarnie zobowiązani do przeproszenia Tadeusza Smolczewskiego i Szymona Węgrzynowskiego (udziałowców spółki cywilnej „Iurator”) za nieprawdziwe i oszczercze twierdzenia dotyczące tych osób, zawarte w artykule prasowym pióra red. Anny Marszałek i Bertolda Kittela zatytułowanym „Wojewoda w sieci. Korupcja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim” opublikowanym w dzienniku „Rzeczpospolita” w dniu 23 grudniu 2000 r.

 (wikipedia)

2. W dniu 21 lutego 2006 r. Sąd Okręgowy w Warszawie (sygn. akt XXV C 2334/05) wydał prawomocny wyrok nakazujący Annie Marszałek i Bertoldowi Kittelowi opublikowanie na swój koszt oświadczenia przepraszającego Piotra Woyciechowskiego za insynuacje dotyczące jego osoby zawarte w artykule zatytułowanym „Fundusz Przyjaciół” opublikowanym w dzienniku „Rzeczpospolita” w dniu 30 marca 2001 r. Oświadczenie zostało opublikowane przez dziennikarzy na pierwszej stronie dziennika „Rzeczpospolita” dopiero w dniu 4 maja 2007 r. na skutek wszczęcia przez powoda przeciwko Annie Marszałek i Bertoldowi Kittelowi egzekucji świadczenia niepieniężnego.

(op. cit.)

3. W dniu 8 listopada 2010 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Romualda Szeremietiewa od ostatniego z zarzutów postawionych mu przez Annę Marszałek i Bertolda Kittela (a następnie prokuraturę) w artykule „Kasjer z Ministerstwa Obrony” opublikowanym w dzienniku „Rzeczpospolita” w dniu 7 lipca 2001 r. Tym samym R. Szeremietiew – po 9 latach od rozpoczęcia śledztwa w całej sprawie – został uwolniony od winy we wszystkich zarzutach, jakie mu postawiono.

Romuald Szeremietiew napisał po latach:

Piętnaście lat później mają przeprosić

W lipcu 2001 r. w dzienniku „Rzeczpospolita” ukazał się artykuł „Kasjer z MON” . Jego autorzy Anna Marszałek i Bertold Kittel ogłosili, że wykryli wielką korupcję w MON. Żeby nie było wątpliwości, kto jest tą skorumpowaną kanalią tekst był opatrzony moją podobizną.
Po piętnastu latach, 9 grudnia 2016 r., sąd apelacyjny w Warszawie orzekł, że Marszałek i Kittel mają mnie przeprosić. W ciągu trzydziestu dni od ogłoszenia wyrok przeprosiny mają ukazać się na pierwszej stronie czterech kolejnych poniedziałkowych wydań „Rzeczypospolitej” zaś wydawca gazety został zobowiązany do ich zamieszczenia wraz z archiwalnym zapisem „Kasjera”, który jest cały czas dostępny na internetowym portalu gazety.

Po wyjściu z sali sądowej obecny na rozprawie dziennikarz PAP zapytał czy ucieszyła mnie wygrana. Powiedziałem, że mam mieszane uczucia. Nie tylko dlatego, że nie będzie przeprosin w telewizji i na łamach kilku opiniotwórczych tygodników. Sprawa ciągnęła się ponad dwa lata i ją w pierwszej instancji przegrałem. Wtedy sąd nie dopatrzył się niczego nagannego w tym co zrobili dziennikarze. Twierdził np. że miedzy ich tekstami a wymierzonymi we mnie działaniami prokuratury nie było żadnego związku! Sąd drugiej instancji też zresztą z wielkim zrozumieniem i łagodnością potraktował oboje paszkwilantów. Kiedy wiec zestawię zasądzone przeprosiny z masą artykułów popełnionych przez Marszałek i Kittela i falę wywołanych przez nie, wylanych na mnie medialnych ścieków, to trudno abym uznał, że uzyskałem proporcjonalną satysfakcję.

Od tamtego czasu zmieniła się redakcja gazety i jej właściciel. Jednak mimo tego publikacja przeprosin w „Rzeczpospolitej” dziś zachowała aktualne znaczenie. Wspólnikiem obecnego właściciela „Rzepy” jest płk Kazimierz Mochol, który w 2001 r. jako zastępca szefa WSI ds. kontrwywiadu kierował akcją wyrzucenia mnie z MON i odsunięcia od wojska. Operacja się udała, jej skutki odczuwam do dziś. WSI, w moim przypadku, mimo likwidacji w 2006 r., uzyskały swoisty sukces „zza grobu”. Szef Mochola gen Rusak napisał w marcu 2010 r. wyznanie: „To ja zniszczyłem karierę Szeremietiewa”.

Nie powiodło się Annie Marszałek; po likwidacji WSI jej gwiazda „śledcza” zgasła, dziwnie utraciła wenę twórczą i zrezygnowała z uprawiania dziennikarstwa. Chyba na otarcie łez załatwiono jej jakąś synekurę w NIK.

( https://www.facebook.com/szeremietiew/posts/1210914502296059:0 )

Ciekawe, ile milionów zasądziłby sąd od Kittela i Marszałek, gdyby posługiwał się taką samą miarą jak w przypadku pozwu Doroty Wellman.

Ale Szeremietiew najwyraźniej nie jest z tej samej bajki co ona.

Nie dziwi zatem oświadczenie Rady Etyki Mediów z 26 sierpnia 2009 r., które wprost nawiązuje do „śledczych dokonań” duetu: „Autorzy zniesławiającej go publikacji – Anna Marszałek i Bertold Kittel są laureatami najbardziej prestiżowych nagród za mistrzowskie uprawianie dziennikarstwa śledczego. Nie po raz pierwszy sądy uniewinniają osoby publiczne spostponowane w ich publikacjach. Nigdy nie doczekały się publicznych przeprosin.”

Oboje śledczy ostatnie nagrody za dokonania dziennikarskie odebrali w 2006 roku. W ostatnim roku istnienia Wojskowych Służb Informacyjnych (26 września 2006 roku nastąpił oficjalnie ich koniec).

Anna Marszałek, nagle zgasła gwiazda dziennikarstwa śledczego (zdaniem Szeremietiewa), w 2011 roku przeszła do NIK.

Bertold Kittel znowu wypłynął na powierzchnię w styczniu 2018 r.

Czy szykuje się powtórka z 2001 roku?

Zbliżają się wybory samorządowe, za chwilę ruszy kampania.

W przyszłym roku z kolei zacznie się bitwa o Sejm i Senat.

Próby wyprowadzenia na ulice tłumów pod pozorem łamania przez władze podstaw demokracji okazały się niewypałem.

Tymochowicz siedzi, podejrzany o jedno z bardziej ohydnych przestępstw w naszej kulturze, jednak ludzie, których przez te wszystkie lata wyuczył manipulacji społeczeństwem, pozostają aktywni.

Po raz kolejny uruchomili Bertolda, bowiem pamięć o nim, jako o politycznym medialnym cynglu lewicy już przebrzmiała?

Ludzie zapomnieli, że jego prawdy, które pomogły SLD wygrać wybory w 2001 r. po kilku latach okazały się bezwstydnymi kłamstwami.

W 2001 roku Kittel miał raptem 26 lat. Marszałek, sądząc po zdjęciach, niewiele mniej lub ciut więcej.

To idealni ludzie dla służb.

Żądni sławy i rozgłosu, za którymi dopiero przyjdą pieniądze.

Te zresztą przyszły wraz z nagrodami.

Cytowany na początku Piotr Wroński ostrzega przed kolejnymi prowokacjami, pardon, wynikami toczących się dziennikarskich śledztw.

Bo nie jest ważne, że polscy naziści wcinający tort ze swastyką na spóźnionych o ponad trzy tygodnie urodzinach kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera w rytm melodii Heidi, heido, heila (tylko w  peerelowskich filmach Wehrmacht śpiewał ją maszerując i to z ograniczeniem do części refrenu) wyglądają jak jakiś XXI – wieczny polsko-niemiecki gang Olsena.

https://www.youtube.com/watch?v=aCVC9nKMoqU

Istotny jest przekaz.

PiS hołubi faszystów i dlatego dopuścił ich do głosu.

Narodowcy to naziści, wszak nie dość, że w TVN to pokazali, to jeszcze są na eN.

Co swoim autorytetem wsparł niejaki Budka.

A także zombie propagandy PRL-u niejaki Passent.

Należy spodziewać się kolejnych śledztw i ich wyników.

Podobnych.

Wodzisławska sprawa pozornie tylko wydaje się jasna.

W nieodległych przecież Niemczech istnieje około 500-600 organizacji neonazistowskich. Na ich manifestacjach pojawia się tłum nieosiągalny dla KOD-u czy los starcos desperados Kasprzaka.

Media jednak o tym milczą.

Powodem jest to, że wg powszechnej opinii utworzone zostały przez… służby specjalne.

Jeśli jednak w Niemczech służby specjalne zakładają grupy neofaszystowskie, by w ten sposób kontrolować tą część społeczeństwa, która nie poddała się lewicowej indoktrynacji, nie ma powodu, by uważać, że tak samo nie dzieje się w Polsce.

W Polsce, gdzie „wadza ludowa” potrafiła już w latach 1940-tych utworzyć fikcyjną komendę WiN (operacja Cezary 1948-52) a tzw. służby III RP rozpracowywały operacyjnie PC w latach 1990-tych łatwo wyobrazić sobie podobną sytuację.

Łatwość przeniknięcia reporterów TVN do środowiska neonazistów wręcz nakazuje postawić pytanie:

Czy w grupie neonazistowskiej urządzającej spektakl pt. urodziny Hitlera jest ktoś, kto współpracuje ze służbami III RP?

I od kiedy?

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że służby na całym świecie prowadzą własną politykę.

W 2000 i 2001 roku m. in. poprzez Kittla i Marszałek jawnie grały przeciw AWS.

W 2018 czeka nas powtórka z rozrywki, bo ani ulica, ani zagranica nie pomogły obalić demokratycznie wybrane władze?

 

 

24.01 2018