Duch Altiero Spinelliego unosi się nad Europą… Jeżeli raport z propozycją 267 poprawek do unijnych traktatów zawiera wprost nawiązanie do manifestu z Ventotene z 1941r., to perspektywy dla wspólnoty europejskie nie mogą rysować się w jasnych barwach. Dla przypomnienia, włoski komunista i internacjonalista, który u schyłku życia pełnił wpływowe funkcje, choćby komisarza ds. przemysłu (1970-1976) czy rozgrywającego polityczne szachy w Europarlamencie, równo 80 lat temu powołał do życia Europejski Ruch Federalistyczny. Już wówczas jednoznacznie formułował koncepcję sprinterskiego odwrotu od idei państw narodowych ku mecie w postaci scentralizowanej i ujednoliconej Europy. Na naszych oczach utopijne wizje są forsowane z potężnym wsparciem medialnym obozu lewicowo-liberalnego.

W środę 25 października 2023r. Komisja Konstytucyjna Parlamentu Europejskiego (AFCO) stosunkiem głosów 20:6 przyjęła uchwałę, wzywającą Europarlament, by w drodze rezolucji pozytywnie odniósł się do przygotowanego raportu  ws. zmiany traktatów. Głosowanie plenarne odbędzie się prawdopodobnie 22 listopada 2023r. Wyniki są z góry łatwe do przewidzenia: koalicja piewców budowy superpaństwa ma znaczną przewagę (spodziewam się, że około 400 spośród 751 europosłów ochoczo zagłosuje „za”, być może 150-200 będzie oponowało). Będzie to przypieczętowanie rozpoczęcia procedury zmiany traktatów (opisanej szczegółowo w art. 48 Traktatu o UE, zachęcam do zajrzenia). Następny krok to posiedzenie Rady UE, gdzie 12 grudnia 2023r. większością głosów projekt może zostać zaakceptowany i trafić w przyszłym roku pod obrady Rady Europejskiej. Na spotkaniu przywódców wszystkich państw zapadanie zapewne decyzja o zwołaniu konferencji międzyrządowej, która wypracuje ostateczny projekt. Ostatnim etapem powinna być ratyfikacja przez wszystkie państwa członkowskie (w Polsce to wymóg 2/3 głosów wsparcia w Sejmie i Senacie oraz ratyfikowanie umowy międzynarodowej przez Prezydenta RP), chyba że biurokraci brukselscy zastosują procedurę kładki i nowe formy ustrojowe będzie przyjmowała Rada Europejska, gdzie teoretycznie każde państwo może zgłosić weto. Natomiast Niemcy mają silne narzędzia, by z każdym państwem odbyć rozmowę dyscyplinującą…

Co zawierają propozycje przygotowane przez czterech Niemców i jednego Belga (tu warto zaznaczyć, że jedynie frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, reprezentowana przez europosła Jacka Saryusz-Wolskiego nie podpisała się pod tym dokumentem)? Rewolucyjne zmiany ustrojowe, które sprowadzają się do jednego hasła: centralizacja. Centrum nowego superpaństwa będzie formalnie Bruksela, wzbogacona o gigantyczne kompetencje. Nie ma jednak cienia wątpliwości, iż właściwy ośrodek decyzyjny zlokalizowany będzie w kancelarii kanclerza w 3,5-milionowym mieście nad Sprewą.

Głównym założeniem zmian jest odejście w 65 konkretnych punktach od zasady jednomyślności (z możliwością zastosowania prawa weta) na rzecz głosowania większościowego. Oznacza to bardzo poważne ryzyko narzucania istotnych decyzji przez grupę silnych państw tzw. Starej Unii. Ponadto państwa członkowskie straciłyby niemal całkowicie (jak pokazuje praktyka) wpływ na 10 kluczowych obszarów kompetencyjnych:

  • Do puli kompetencji wyłącznych trafiłyby ochrona środowiska oraz bioróżnorodność
  • Do puli kompetencji dzielonych (lecz zazwyczaj zawłaszczanych dość prędko przez Brukselę) trafiłyby polityka zagraniczna i bezpieczeństwa, ochrona granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, edukacja, obrona cywilna i przemysł.

Kolejnym obszarem zmian jest ułatwienie zawieszania kompetencji oraz odbierania środków unijnych przy stwierdzeniu naruszenia wartości takich jak niemal mityczna już praworządność (ile znaczy w praktyce widzimy, obserwując stricte polityczną grę polski KPO). Według proponowanych zmian decydować będzie o tym większością kwalifikowaną Rada UE po opinii TSUE. Dotychczas procedura z art. 7 TUE wymagała jednomyślnej zgody Rady Europejskiej, zatem nie mogła być traktowana arbitralnie.

Zamiast Komisji Europejskiej, ciało zarządzające miałoby przyjąć nazwę Egzekutywa, co w krajach postkomunistycznych budzi nieprzyjemne historyczne reminiscencje. Przewodniczący owej Egzekutywy byłby wybierany nie przez demokratycznych liderów państw jak dzisiaj, ale przez Parlament Europejski. W skład nowego gremium wchodziłoby zaledwie 15 sekretarzy (wciąż ta upiorna nomenklatura), zatem niemal połowa państwa nie miałaby swojego przedstawiciela (dziś każdy kraj deleguje własnego komisarza).

Kolejny postulat to ogólnounine referendum, w drodze którego będzie można m.in. dokonywać przyszłych zmian traktatów bez zgody wszystkich państw członkowskich. Liczniejsze narody będą mogły przegłosować mniejsze państwa, nawet gdyby w jakimś z nich 80-90% obywateli nie popierało idei nowych traktatów. W ogóle przyszła procedura nowelizacji traktatów byłaby skrajnie inna, bo zamiast jednomyślności wystarczyłaby zgoda 4/5 państw członkowskich. Byłby to bodaj pierwszy przypadek w historii, że jakieś państwo zostałoby związane umową międzynarodową bez suwerennej zgody na taki akt.

Niepokojąco brzmią również poprawki ideologiczne. Propozycje usunięcia w traktatach wzmianek o „kobietach i mężczyznach” i zastąpienia ich określeniem „płci społeczno-kulturowej” (ang. gender) przyspieszają lewicowe opanowywanie języka i wymuszanie światopoglądowych rewolucji w państwach członkowskich (w Polsce byłyby to choćby kwestie związane z małżeństwami homoseksualnymi, aborcją na życzenie czy ingerencją w proces edukacji).

Uważam, że proces zmian w unijnych traktatach będzie absolutnie najważniejszym tematem najbliższych lat, powinien być (przy zdrowym rynku medialnym) kluczowym punktem debaty publicznej. Jeżeli forsowane nowe konstrukcje ustrojowe weszłyby w życie utrata suwerenności przez Polskę byłaby tak głęboka i już niemal nieodwracalna, że pod znakiem zapytania stanęłaby sprawa fundamentalna: czy będziemy wciąż w posiadaniu atrybutów niepodległości? Mam spore wątpliwości i obawiam się, że jeśli w najbliższych miesiącach nie zorganizujemy wielkiego ruchu społecznego polskich patriotów na rzecz obrony naszego prawa do samodecydowania, możemy już niedługo obudzić się w przestrzeni totalnej uległości wobec niemieckiego hegemona. Co najbardziej przykre, na horyzoncie jawi się już nowy polski rząd, którego lider w gorliwości przyjmowania centralistycznych rozwiązań, wyprzedza swych butnych mocodawców.

Na koniec zwrócę uwagę na fakt, który mrozi krew w żyłach, aczkolwiek pozwala na uchwycenie najgłębszych intencji niemieckiego przyspieszenia ku przebudowie Unii Europejskiej. W uzasadnieniu do omawianego projektu, przy poprawkach dotyczących oddania władztwa nad obronnością w ręce brukselskich Napoleonów, Aleksandrów Wielkich, Wellingtonów i Eugeniuszów Sabaudzkich, znalazł się zapis, od dawna znany jako autonomia strategiczna Europy (fraza, którą warto byłoby przytoczyć po francusku, gdyż Paryż jest w niej zakochany) –  celem zmian jest „UNIEZALEŻNIENIE SIĘ OD NATO”. Cui bono? Znam tylko jedną stolicę, w której takie sformułowanie wywołuje wręcz coś więcej niż szeroki uśmiech zadowolenia.