7 października 1938 polski okręt podwodny, jedna z 2 jednostek typu Orzeł wybudowanych dla Marynarki Wojennej w Holandii.
Decyzja o budowie ORP ,,Sęp” zapadła w drugiej połowie lat 30. XX w. W listopadzie 1936 położono stępkę w stoczni Rotterdamsche Droogdok Maatschappij w Rotterdamie. Okręt o wyporności podwodnej 1473 ton wodowano 17 października 1938, a matką chrzestną została Maria Wodzińska, żona ówczesnego posła RP w Holandii Wacława Babińskiego.
Wiosną 1939, w związku z napiętą sytuacją polityczną w Europie, Kierownictwo Marynarki Wojennej postanowiło sprowadzić budowany okręt jak najszybciej do kraju.
16 kwietnia 1939 na redzie bazy Horten okręt został pod groźbą użycia siły przejęty przez Polaków i podniesiono na nim polską banderę. 18 kwietnia, w towarzystwie ORP „Burza”, okręt przybył do Gdyni, gdzie dokończono prace wyposażeniowe.
.
II WOJNA ŚWIATOWA
1 września 1939 wyszedł w morze w ramach planu „Worek”. 2 września, na północ od przylądka Rozewie, z odległości 400 m wykonał atak torpedowy na płynący z prędkością 7 węzłów niemiecki niszczyciel „Friedrich Ihn”, który skutkiem prawdopodobnie dostrzeżenia torpedy uniknął trafienia.
Kontratak, przeprowadzony przez niszczyciel za pomocą bomb głębinowych, doprowadził do uszkodzenia okrętu podwodnego.
Wieczorem 3 września ORP „Sęp” został zaatakowany przez niemiecki okręt podwodny U-14, lecz zapalnik magnetyczny Pi1 niemieckiej torpedy G7a T1 zdetonował głowicę przedwcześnie, uszkadzając jedynie kadłub lekki Sępa i zbiornik z paliwem.
4 września, z uwagi na poważne uszkodzenia i wyczerpanie załogi, skierował się w kierunku wód terytorialnych Szwecji. Uszkodzony w atakach lekkich okrętów nawodnych Kriegsmarine 17 września przepłynął do Szwecji, gdzie został internowany do końca wojny.
.
PO WOJNIE
28 października 1945 r okręt powrócił do Gdyni pod dowództwem jego dotychczasowego dowódcy, kmdr ppor. Władysława Salamona, z innymi internowanymi okrętami ORP „Ryś” i „Żbik”, a 30 listopada tego samego roku wznowił służbę w Marynarce Wojennej.
Okręt rozbrojono w oczekiwaniu na konieczny remont w Stoczni Gdyńskiej, który rozpoczął się pod koniec kwietnia 1946, a zakończył 25 września 1947 r.
Okręt rozpoczął kampanię 10 października 1947 r, po dowództwem kmdr. ppor. Bolesława Romanowskiego. Służył głównie do szkolenia kadr. W 1948 wykonał pierwsze zanurzenie po remoncie.
Od 1951 r nosił namalowany na kiosku numer burtowy B-11. W związku z ograniczonymi zapasami dotychczasowej amunicji.
W maju 1951 r. armata kalibru 105 mm została wymieniona na radzieckie działo 100 mm typu B-24-IIS, co wiązało się z koniecznością usunięcia charakterystycznej maski ochronnej i obrotowej platformy, z uwagi na wyższą linię ognia o 390 mm i szersze rozmieszczenie siodełek celowniczych.
Armatę zamontowano na fundamencie na nowym pokładzie stałym, modyfikując przy tym kiosk; zapas amunicji wynosił 800 nabojów. 22 maja 1951 okręt przeszedł na wyższą gotowość operacyjną.
W lipcu 1951 r osiągnął głębokość 85 m, po czym ustalono głębokość zanurzenia roboczą na 60 m, a maksymalną na 80 m. W październiku 1951 r odbył wizytę w Rydze podczas rejsu nawigacyjnego z ORP „Ryś”.
W 1952 r zdobył tytuł przodującego okrętu MW. Pod koniec 1951 r rozpoczęto prace przy dostosowaniu stałych wyrzutni torpedowych do torped radzieckich wz. 53-38U, co wymagało wydłużenia ich o kilkadziesiąt centymetrów. W 1958 r zdemontowano działo kalibru 100 mm. W 1957 r zamontowano stację hydroakustyczną Tamir-5ŁS, a w 1963 – stację radiolokacyjną Fłag-3.
W 1951 r, w związku z aferą związaną z ucieczką ORP „Żuraw”, aresztowano 8 marynarzy z załogi „Sępa”. Oficerowie IW prowadzący śledztwo: Eugeniusz Niedzielin i Mikołaj Kulik poddali ich torturom. Oskarżono ich o spisek. Jeden z marynarzy, mat Marian Kowal został stracony, 7 otrzymało kary 15 lat więzienia. W 1956 zostali zrehabilitowani.
W dniach 3-7 lipca 1962 r okręt złożył wizytę w Londynie z ORP „Błyskawica” i trałowcem1951 r
.
POŻAR NA ORP SĘP
Parafrazując słowa Josepha Konrada Korzeniowskiego, okręty są jak ludzie, mają swoje narodziny, swoje życie i odchodzą na wieczna wachtę. Do jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii powojennej polskiej Marynarki Wojennej na okręcie podwodnym ORP SĘP doszło 3 grudnia 1964 r.
Okoliczności tragedii do dziś budzą wątpliwości. W pożarze wskutek wybuchu gazu na okręcie ORP ,,Sęp” zginęło 8 marynarzy, a niewiele zabrakło, by zginęła cała załoga. Tragedia została utajniona przez komunistyczne władze.
.
ŚMIERĆ 8 MARYNARZY z przedziału podoficerskiego: starsi bosmani Henryk Kalinowski 38 lat, Czesław Wawrzyniak 41 lat, bosmanmaci Edward Zajt 25 lat, Jan Zaprzałka oraz maci Piotr Cellery, Jan Motyl, Józef Kasiński i Alfred Wrodarczyk
Do eksplozji doszło z powodu błędów popełnionych podczas ładowania akumulatorów. Dla zaoszczędzenia oleju napędowego uruchomiono tylko jeden silnik diesla, który oprócz śruby poruszał wirnikiem sprzężonego silnika elektrycznego, który w takiej sytuacji pracował jako prądnica.
Wytworzony prąd zasilał drugi silnik elektryczny poruszał drugą śrubą i urządzenia okrętu oraz ładował akumulatory. Nad tym procesem wspólnie czuwali mechanik obsługujący silnik diesla i elektryk sterujący rozdziałem wytworzonego prądu.
Główny mechanik nie był marynarzem okrętu podwodnego przysłano go z innego okrętu na tymczasowe zastępstwo, a elektryk był tuż po szkole i nie miał nawet uprawnień do pływania na okręcie podwodnym został także przysłany tymczasowo.
Podczas ładowania akumulatorów wydziela się wodór, dlatego też w takiej sytuacji muszą być one wentylowane — okręt posiadał specjalne kanały wentylacyjne. Okazało się jednak, że fale są zbyt wysokie i woda zalewa wloty tych kanałów.
W związku z tym wydano rozkaz, aby zamknąć wloty, ograniczyć ładowanie akumulatorów i tym samym zmniejszyć wydzielanie wodoru i stosować wentylowanie przedziałów powietrzem z kiosku przez otwarte włazy.
Niedoświadczony elektryk popełnił błąd i nadal akumulatory były ładowane prądem o zbyt wysokim natężeniu. Równocześnie jeden z marynarzy w przedziale 2 zginął w wypadku przymknął właz, aby do przedziału nie napływało mroźne powietrze z kiosku.
W rezultacie w baterii akumulatorów pod przedziałem drugim zaczął gromadzić się wodór, który z powietrzem stworzył mieszaninę wybuchową, która eksplodowała prawdopodobnie od iskry na jakimś wyłączniku.
Ustalono, że marynarze w przedziale drugim przeżyli wybuch, ale nie mogli opuścić przedziału, ponieważ wybrzuszony pokład uniemożliwił otwarcie włazów. Włazy z obu stron otwierały się do wnętrza przedziału drugiego.
Równocześnie w przedziale 2 wybuchł pożar. Możliwe było jego ugaszenie w początkowej fazie i uratowanie marynarzy, gdyby nie zablokowane włazy. Na okręcie nie było palników acetylenowych, którymi można by było odciąć pokrywy włazów od zawiasów. Możliwe było tylko odkręcenie śrub mocujących pokrywy do zawiasów, ale wyłącznie od strony przedziału drugiego i tylko kluczem nasadowym, którego nie było w tym przedziale.
Przy użyciu ciężkich młotów udało się nieco uchylić właz od strony przedziału 3 i główny mechanik podał żyjącemu jeszcze podoficerowi klucz, ale ten wykrzyknął tylko przed śmiercią …nie da rady… palę się…. Na rozkaz dowódcy okrętu zamknięto włazy.
Pożar ugaszono dopiero po prawie 24 godzinach i po otwarciu przedziałów znaleziono zwęglone zwłoki marynarzy
Władza starała się zatuszować wypadek. Ciała nie zostały wydane rodzinom, Marynarka Wojenna zorganizowała ich pogrzeb w stalowych trumnach na cmentarzu miejskim w Srebrzysku. Pośmiertnie marynarze zostali odznaczeni Złotym Krzyżem Zasługi dla Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM