Klopoty z weglem? Z eko groszkiem? Mam dacze, ale nie mam opału. Jedno ścięte drzewo, ale to wystarczy na ugotowanie kilku obiadów, ale ogrzenie choćby jednego pomieszczenia? No, może na kilka godzin. Więc Fizyk z moim synem uszczelnili okna, za to wieje przez ściany i podłogi więc będzie zimno.

No to pomyślałam o rozgrzewających potrawach. Na zewnątrz zimno, to przynajmniej od środka niech będzie ciepło. To znane potrawy i nikogo nie zaskocze. tylko przypomne.

Zaczne od pierwszej, jaka zapamietałam z popowstańowego dzieciństwa, kiedy też „koza” dawała nie za wiele ciepła, a wyziebione, „nieogacone” wilgotne mury raczej chlodziły niz zabezpieczały przed zimnem, a drzwi wejsciowe rodzice kazdego rana odrabywali siekierą, bo obmarzały lodem.

Potrawa jest prosta , niezawodnie „grzewcza”. Kogel mogel, dobrze utarty, tak na piane i wlane do niego gorące piwo. Dorosli wypijali po duzym kuflu, ja dostawałam pół kubka, ale poniewaz miałam niewiele lat, to nawet ta niewielka ilośc alkoholu ożywiało do roboty moje krazenie. A pićko mi smakowało, bo bylo slodkie.

Dziadek – juz w póżniejszych latach, kiedy mogł przywozic z gdyni gożdziki, liscie laurowe i pieprz, dodawał do grzenego piwa te przyprawy. Grzalo jeszcze mocniej. A dlaczego dziecko, czyli mnie, pojono alkoholem i zaden Komisarz czy Rzecznik praw Dziecka sie nie wtracił. Po pierwsze i na moje szczęście, nie bylo jeszcze takich instytucji, a po drugie, bylam alkoholiczka od niemowlecia. Ponieważ cierpiałam na tzw. kolke, a żaden rumianek i koperek nie pomagały, prof. Hrapowicki, najznakomitszy pediatra warszawski, radzil, aby do mleka dodawać krople …spirytusu. Byłam wstawiona, ale w rózowym humorze. jak to pijaczka. Upijałam sie na wesolo, nie darłam, a brzuszek byl miekki, wszystko w nim funkcjonowalo jak nalezy.

No i nie miałam zespołu poalkoholowego, choc kto wie? Moze dzis objawia sie w tej nieumiejetnosci poznania klawiatury komputera? Pewnie tak.

Piwo grzane polecam. A ostroznym piwo bezalkoholowe. Dla smaku, bo alkohol jednak – wbrew niektorym obecnym znawcom tematu – rozgrzewa. I podnosi cisnienie. I poprawia sen.

Zalozycielka pierwszego hospicjum twierdziła, ze jest przeciwna przynoszeniu chorym terminalnie kwiatów, ale kazda butelke dzinu wita z aprobata. Cos w tym jest…

Ciekawe co admin zrobi z taka reklama promili. Jutro bedzie juz przyzwoicie – o żurku, niby tradycyjnym, z jedną maleńką modyfikacją.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.