Jeszcze niedawno ogłaszał rodakom dumnie że:

imprez masowych nie odwołamy i życia publicznego w Wielkiej Brytanii nie zatrzymamy bo wystarczy myć ręce i zachowywać odległość jednego czy dwóch metrów od innych…

a imprezy masowe nie szkodzą bo przecież

Opinia naukowa jest taka, że ma to niewielki wpływ na rozprzestrzenianie się, ale stanowi obciążenie dla innych służb publicznych 

Ciekawe co chojrak Johnson myśli teraz gdy jest wśród tej resztki, która z trudem (jeszcze) po ostatniej nocy żyje na OIOMie, gdy wyciągnięto go z drogi na cmentarz za nogi wielkim wysiłkiem lekarzy, spośród tysiąca innych krytycznie chorych, którzy z niej nigdy niestety już nie powrócą. Oni mieli mniej szczęścia. Dzisiaj. A ilu będzie go miało tak samo mało jutro? O kim zdecyduje się prawie chłodno że ma szanse przeżyć? Aż strach pomyśleć, gdy słyszy się że umarło tam tej nocy na najgorszą jak dotąd zarazę XXI wieku osiem razy więcej niż w Polsce w ciągu trzech tygodni. Więcej umiera dziennie teraz jeszcze tylko w USA. Rekord cywilizowanego świata. Ale podobno NY nie pęka. A cóż innego jeszcze mu pozostaje zanim stanie się miastem widmem?

Przechojrakowałeś Waść, Panie Johnson zdecydowanie i na przyszłość, o ile wyzdrowiejesz, czego szczerze Ci życzę, i dasz radę do niej w jakim takim stanie dotrwać po tym jak twój kraj po kilkunastu (o ile nie kilkudziesięciu) tysiącach ofiar pokonanych przez koronawirusa, będzie chciał Cię nadal jeszcze oglądać na stanowisku premiera a nie już tylko w politycznej trumnie, nie zlekceważ wzorem zachodniounijnego zdziecinnienia takich zagrożeń. Bierz przykład choćby z polskiego rządu i społeczeństwa, które od razu – jak pisał tu niedawno sprawozdający z tonącego obecnie wśród zwłok ofiar pandemii Nowego Jorku Dr Marek Banczyk, skapowało o skali tego zagrożenia najszybciej i tak dalece wyhamowało napływ choroby by móc sobie z nią pod kontrolą szpitali poradzić gdy dojdzie do fazy szczytowej i rozgrywki decydującej. I na razie jest ono na najlepszej drodze by to osiągnąć. I życzę mu szczerze by dało radę. Odparliśmy już niejeden potop i najazd w historii, może i tym razem będziemy wracać – z tej zaciekłej bitwy – z tarczą. 

Nie życzę Wielkiej Brytanii pobicia europejskiego rekordu w ilości ofiar tej strasznej pandemii, ale niestety na to się tam zdecydowanie zanosi. Maraton w Liverpoolu zdecydowanie nie był biegiem po zdrowie. Koncerty i huczne zabawy w Londynie i innych miastach  gdy zaczynała już konać północna Italia też prosiły się niestety o taki minorowy finał. A można było przecież wszystko z miejsca uciszyć, wyspę zamknąć, odciąć od reszty nawet nie trzeba, bo wokół jak wiadomo – woda, i próbować to przetrwać. Tak jak Polska, choć otoczona granicami, ruchliwymi sąsiadami, tranzytowa i przepływowa. Ale zamknęła szlaban i dopływ zarazy. A tam nie ma żadnych granic poza tunelem. I to też się nie udało, zamiast strachu przed śmiercią (ilu jeszcze?) tysięcy niewinnych zwyciężył strach przed ich niezadowoleniem z powodu „niewygód”… Lepiej więc niech wszyscy wygodnie myją ręce i poumierają, tak? – cisnęło mi się wtedy do głowy. Anglicy, nic się nie stało! Skąd my to znamy… 

Ale jednak już się stało. I będzie się dalej działo, bo to nie jest wojna z wrogiem widzialnym. Matrix Covid-19 gdy już się ujawnia w takiej skali, jest zazwyczaj za późno. Z potwornym bólem doświadczyli tego Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Belgowie… I w Wielkiej Brytanii ocknięto się także zdecydowanie za późno. Śmierć tysięcy teraz tego dowodem.

Życzę moim Rodakom, którzy musieli pozostać na Wyspach żeby zdołali to wszystko w dobrym zdrowiu przetrwać. Niech przynajmniej Bóg i Opatrzność mają Was tam przez ten piekielny czas w swojej opiece. Trzymajcie się przez te święta, nie poddajcie się zwątpieniu! 

Chojrak Johnson zapowiadał wszystkim po Brexicie wspaniały rok. Chyba będzie jednak inaczej. Ale na razie Brytyjczycy, #zostanciewdomu #stayhome ! 

God Save The Queen…