To już pięć lat temu i dopiero, zaledwie pięć lat temu, 27 kwietnia 2014 uroczyście przeżywaliśmy Kanonizację Papieża Polaka, Jana Pawła II i wierzyliśmy, że ten powiew ducha i wiary, który ona ze sobą przyniesie, spowoduje ponownie zmianę, i odmieni los Polski.

Tamtego niezwykłego dnia, przed pięciu laty, zagrałem w Bazylice Archikatedralnej w Szczecinie, po raz pierwszy, wielki solowy koncert pt. „Co mu w Duszy Grało“, poświęcony Św. Janowi Pawłowi II, jego historii, osobie, myśli i idei, dzięki którym Polska, i my współcześni, możemy żyć w czasach, i na ziemi odmienionej tym Duchem, którego wezwał tutaj wtedy, na początku swojego Wielkiego Pontyfikatu. Koncert ten składał się z pięciu części opartych na cytatach ze słynnych papieskich homilii, pochodzących z pielgrzymek JPII do Ojczyzny. Tych, których wpływ na polską historię ostatnich dekad jest ogromny, i ma dla niej znaczenie dziejowe.

„Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi!… Tej ziemi! 

Dzisiaj, z perspektywy minionych lat widzę wyraźnie jak wielką moc, i wpływ miały te słowa, i cała postawa polskiego Papieża, na dzieje współczesnego świata. Według mnie to właśnie one, wypowiedziane przez Jana Pawła II w trakcie jego pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, 2 czerwca 1979, na Placu Zwycięstwa w Warszawie, zatrzęsły gruntownie podstawami systemu komunistycznego w całym kontrolowanym przez ZSRR bloku wschodnim, a szczególnie w Polsce, w której zaczęły wkrótce motywować rozbudzonego nimi w Narodzie ducha wolności, i niepodległości do rzeczywistego działania. Słowa te wywołały wówczas także absolutne wręcz przerażenie, i popłoch wśród kierownictwa aparatu partyjnego PRL, i wszelkich struktur jego komunistycznej władzy, mieniącej się jako „ludowa”, oraz wszystkich tych, dla których permanentne zniewalanie, i kontrolowanie polskiego społeczeństwa było chlebem powszednim w służbie dla ZSRR. 

„…Tej ziemi!”

Nic więc dziwnego, że Papieża Polaka zaczęto postrzegać natychmiast jako największego i najniebezpieczniejszego wroga socjalistycznego bloku wschodniego, starając się znaleźć czym prędzej rozwiązanie, mogące zniwelować oddziaływanie jego wyjątkowej osobowości, oraz wszelkich jego idei, i działań w takim stopniu, by móc przejmować również kontrolę nad entuzjazmem dla rodzącego się prawie od razu wielkiego, oddolnego ruchu wolnościowego. Powstały w niecałe pół roku później, i liczący wiele milionów członków NSZZ Solidarność, oraz ta część pragnącego wolności, polskiego społeczeństwa, które za nim od razu stanęło, były przecież oczywistą i wymowną odpowiedzią na wezwanie Papieża Jana Pawła II, zawarte w słynnym warszawskim przemówieniu z roku 1979. Prawdopodobnie więc, także i cały obrót wszystkich wydarzeń kolejnych lat zmagań zniewolonego narodu ze zniewolicielami, jak i naczelna postać oporu, w którą starano się, poprzez pilnujących interesów ZSRR, PRL-owskich podwykonawców komunizmu zaingerować, wziął się także z tego jednego, najsławniejszego papieskiego wezwania, i zaistnienia osoby Jana Pawła II w roli dla tych słów sprawczej. A to, że powstanie i zbudowanie tej największej narodowej nadziei na odzyskanie wolności stało się dzięki temu właśnie przesłaniu po raz pierwszy od czasu zakończenia II Wojny Światowej możliwe i realne, udowodniły zainicjowane wkrótce przez NSZZ Solidarność największe w historii PRLu strajki, prowadzące w konsekwencji do słynnych Porozumień Sierpniowych w Stoczni Gdańskiej, w roku 1980. Tak oto właśnie zstępował Duch Twój i odnawiał oblicze Ziemi!…Tej ziemi.

W tym samym świetle zobaczyć można także późniejsze, tragiczne wydarzenie, które miało miejsce 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na placu świętego Piotra w Rzymie, o godzinie 17:19, gdy wystrzelone w Jana Pawła II przez zamachowca Ali Ağcę kule spowodować miały śmierć Papieża, unicestwiając największe zagrożenie dla zła, jakie reprezentował stojący najprawdopodobniej za zamachowcem system władzy na świecie. Na szczęście tak się wówczas nie stało a Papież cudem przeżył ten zamach. Po dziś dzień mam w pamięci pierwszą telewizyjną relację ówczesnego Dziennika Telewizji Polskiej, który pokazał Polakom to, co się wówczas w Rzymie wydarzyło. Dobrze pamiętam nasze ogromne przerażenie, i strach, a moment ten odbieram dzisiaj jako początek kolejnego aktu zmagań, którego finał rozegrał się wraz z wprowadzeniem przez władze PRL Stanu Wojennego, 13 grudnia 1981, o północy. Czyżby cyfra 13 odgrywała tutaj ponownie jakąś szczególną rolę?

Św. Jan Paweł II zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jak bardzo brzemienne w skutkach będą jego przemówienia, i wezwania, ale niczym Mojżesz po rozmowie z Bogiem, nigdy nie zawahał się, używając także najpiękniejszych przenośni literackich, wypowiadać ich z pełną determinacją, i w tonie szczególnego nakazu. Wiedział, że taki tylko przekaz najmocniej dotrze do zgromadzonych i wiernych, którzy setkami tysięcy uczestniczyli we wszystkich koncelebrowanych przez Papieża w czasie polskich pielgrzymek Mszach Świętych. Toteż ten wers z jego szczecińskiej homilii, wygłoszonej na Jasnych Błoniach w trakcie III Piegrzymki do Ojczyzny, w roku 1987 pozostał dla mnie, który słyszałem wówczas, i widziałem Papieża na własne oczy, szczególnie ważny: 

„Z jednakową mocą wieje wiatr od morza i porusza sprawy regionu, miasta, ojczyzny, Europy i świata … Niech dla was ten wiatr będzie także symbolem życia i zmagania się z uderzeniami, które przychodzą na człowieka od zewnątrz i od wewnątrz. Są różne gwałtowne wichry, są także i uderzenia naszych różnych słabości. Trzeba się z nimi zmagać!”

Zmagaliśmy się i zmagamy z nimi do dzisiaj. Dla mnie, osobiście, słowa te odgrywały zawsze wielką rolę, jako że włączając się już od roku 1987 w działania wolnościowe, miałem przed oczami zawsze nadzwyczajną siłę duchową Jana Pawła II, z jaką przemawiał do naszego narodu, by w najgorszych latach po Stanie Wojennym przynieść mu otuchę, i dawać nadzieję, utwierdzając w konieczności podejmowania dalszych działań dla uwolnienia spod komunistycznego zniewolenia. Ale także i na to, co działo się w Polsce od roku 1989 patrzyłem również przez ich pryzmat. Te różne gwałtowne wichry, które szarpały naszą Ojczyzną od co najmniej dwustu lat, nie ucichły wcale po roku 1989, a działanie wielu z nich – tych, których bytową, niszczycielską podstawę zaczęto, lub próbowano wówczas zacząć powoli usuwać, nawet się wzmogło. Zapędzone i zmuszone do odwrotu siły przystąpiły do nieustępliwej obrony swoich fundamentów. Można powiedzieć że od czasu formalnego uwolnienia spod jarzma ZSRR, historia polskiego społeczeństwa ruszyła w długą drogę walki o prawdziwego ducha i wolność narodu. Swoistą drogę przez pustynię, wśród zmagań i burz, które miały sprawdzić i wykształcić jego siłę na kolejne dziesięciolecia, i epoki. Polski Papież dał nam istotną wskazówkę, mówiąc: 

„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje ‚Westerplatte’. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.”

Wiedział przecież, o czym nie raz Polakom mówił, że wolność nie jest rzeczą daną nam raz na zawsze, że trzeba będzie o nią walczyć, i zmagać się przez całe życie, i mieć przed oczami zawsze to, że nic w ogóle nie jest człowiekowi dane raz na zawsze. Westerplatte, w którego obronie stanęli niegdyś polscy bohaterowie było tego najlepszym przykładem. Wprawdzie polegli wówczas w walce prawie wszyscy obrońcy, ale przetrwała ich wiara w wolność Polski. I ona udzielała się nam, i udziela przez kolejne pokolenia. Papież przewidział także, że w drodze do prawdziwej wolności narodu będą objawiać się wszelkie słabości i zwątpienia, że człowiek, z natury słaby, będzie nieraz przystawał, błądził lub nawet zawracal z drogi. Pokusy tego świata, który wychodził nam zewsząd na spotkanie były ogromne, często złudne, i niosły ze sobą wiele nowych niebezpieczeństw natury tak moralnej, jak i egzystencjalnej. Jan Paweł II przestrzegał przed nimi i upominał w trakcie swoich kolejnych wielkich pielgrzymkowych homilii, tak jak i w czasie tej słynnej, kieleckiej z 3 czerwca 1991: 

„Oto matka moja i moi bracia.” 

„Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ 

to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! 

To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, 

którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, 

zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, 

nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! 

Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. 

Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! 

Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!”

W końcu, wiosną roku 2005 nadszedł kres drogi, którą z nami na Tej Ziemi JPII przebył jako człowiek, kapłan, pielgrzym, oddany Polakom opiekun duchowy, patron i pocieszyciel. Kilka lat wcześniej, pamiętając o swoich rodzinnych, ukochanych stronach, Wadowicach, polskich górach, i ich wielkiej chrześcijańskiej tradycji, wspomniał symbol, który dla nas, Polaków ma w pejzażu naszych gór, i naszej całej Ojczyzny szczególne znaczenie, mówiąc 6 czerwca 1997 w Zakopanem:

„Dzisiaj dziękowałem Bogu za to, że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż. Ten krzyż patrzy na całą Polskę, od Tatr aż do Bałtyku, ten krzyż mówi całej Polsce: Sursum corda! — „W górę serca!” Trzeba, ażeby cała Polska, od Bałtyku aż po Tatry, patrząc w stronę krzyża na Giewoncie, słyszała i powtarzała: Sursum corda! — „W górę serca!”

Gdy Papież Polak, Jan Paweł II odchodził, w całej Polsce płonęły świece, ludzie łączyli się z nim w duchu, i modlitwie, towarzyszyli mu skupieniem, muzyką, i śpiewem w ostatniej drodze. Dla nas wszystkich było to wielkie przeżycie, pożegnanie, jakiego nie przeżywaliśmy od co najmniej dziesiątek lat. Naród żegnał swojego największego duchowego wybawiciela, nieugięty symbol wiary, wolności i prawdy. Zawołaliśmy wtedy wszyscy:

Santo subito! – Święty od zaraz!

I już 27 kwietnia 2014, w 9 lat po jego śmierci mogliśmy pełni radości, i nadziei powiedzieć że życiowa misja JPII staje się symbolem uznawanym przez naszą cywilizację, i wiarę w kategorii wieczności. Papież Jan Paweł II został przez swojego kolejnego następcę – Papieża Franciszka, uroczyście ogłoszony Świętym.

Solowy koncert, który wówczas zagrałem w szczecińskiej bazylice, i opublikowałem na albumie Co mu w Duszy Grało, miał także w roku 2017 premierę w Wadowicach, rodzinnym mieście Jana Pawła II (Co mu w Duszy Grało – Live in Wadowice) i stał się również tam, w kościele pw. Św. Piotra Apostoła – świątyni także poświęconej przez Papieża Polaka, wspomnieniem jego niezwykłej osoby, i misji, dzięki której ksiądz Karol Wojtyła przeszedł do historii świata, Chrześcijaństwa, i Kościoła Katolickiego jako Św. Jan Paweł II, Wielki.