Z wiekiem zdarza mi się coraz częściej zauważać funkcjonowanie pewnego kosmologicznego „WYŻSZEGO PORZĄDKU”, który powoduje, że nasze przypadkowe zdałoby się wybory z pewnej perspektywy układają się w zdumiewającą logiczną całość.

I tak dokładnie było tym razem. Paliwa miałem na tyle, by spokojnie dojechać do S., tankując w drodze powrotnej. Ale czasu miałem sporo, poza tym kusiła wizja taniego posiłku, jeśli tylko kupi się odpowiednią ilość paliwa.

Zatankowałem więc i wszedłem do baru. Jedyne wolne miejsce znalazło się obok mężczyzny mniej więcej w późnym średnim wieku, na co wskazywała jego bujna siwizna. Zaprosił mnie uprzejmym gestem wskazując wolne krzesło. Siadłem zatem, a po chwili potoczyła się opowieść…

W pamiętnym 1968r tow. WIESŁAW – czyli słynny komuszy supergnom rozprawiwszy się z rewoltą studencką oraz ekspediując sjonistów do SYJAMU dał w swojej łaskowości tow. Edziowi Gierkowi (słynne robolskie radomskie „ścieżki zdrowia”) placet do funkcjonowanie na Śląsku uczelni humanistycznej z tzw. prawdziwego zdarzenia.

Powstał zatem dzięki tow. Edziowi UNIWERSYTET ŚLĄSKI immanentnie ściśle zintegrowany z wierchuszką KW PZPR w Katowicach. Pomiędzy siedzibami tychże instytucji ustawicznie kopano rowy aby…… przeprowadzać przewody …. doktorskie.

Inauguracyjnym rektorem został sprawdzony „służbiście” tow. Kazimierz Popiołek. Zgodnie z materiałami IPN był on w latach 1951–1980 zarejestrowany jako TW UB i SB o pseudonimie „Lech”.

Taki był przesympatyczny jak widać partyjny poród tej uczelni, która na trwałe (również z uwagi na splątane życiorysy aktualnej kadry) adekwatnie jest odczytywany jako właśnie tytułowy CZERWONY UNIWEREK.

Następca K. Popiołka na rektorskim stolcu H. Rechowicz poszedł nawet krok dalej, albowiem jego delikatnie rzecz ujmując niezbyt zgodne z prawem postępowanie spotkało się z właściwą w tej sytuacji retorsją i to ze strony także matuszki partyi, której tenże rab do końca swego żywota był niewolniczo wierny.

Życiorys natomiast innego w latach 1996-2002 rektora Tadeusza Sławka symptomatycznie (w zakresie m.in. korzystania z dobrodziejstw stypendiów zagranicznych) koresponduje czerpaniem pełnymi garściami ze zdobyczy cywilizacyjnych Zachodu wespół zespół z różnorakimi czerwonymi kreaturami pt. cimoszki, balcerki, etc….

W latach panującej głębokiej komuny w PRL-u tj. 1979–1980 przebywał Tadziu Sławek na Stypendium Fulbrighta San Diego (USA), a w 1984r pełnił funkcję visiting professor w Norwich (Wielka Brytania).

Uzyskanie paszportu i zgoda na wyjazd do znienawidzonych oficjalnie przez komuchów krajów kapitalistycznych musiała znajdować się pod permanentną, skrupulatną „służbistowską” kuratelą SB i partyjnych wielorakich koneksji.

To oczywista oczywistość, czyli fakt tautologicznie niepodważalny.

Komu i na jakich zasadach proponowano w/w staże i dłuższy pobyt np. w USA i wręczano (bez utrudnień, które dotykały gros obywateli PRL) paszport ???

Dalszy komentarz dla osób znających ówczesne realia polityczne i społeczno-gospodarcze jest oczywiście zbędny.

Wiele osobników i osobniczek o niezbyt twardych kręgosłupach moralnych ulegało mirażowi Zachodu – co owocowało korzystaniem przez SB z procesu „hodowli” oddanych robolskiej partyi i służbom agentów.

Hodowla” realizowana przez „służbistów” określonych osobników i osobniczek apriorycznie wytypowanych do wypełniania przyszłościowych zadań nie jest żadną tajemnicą poliszynela. Jest i była tak niezwykle efektywną, że również świat przestępczy „pajęczynowo” wikłał np. zdolnych studentów prawa w splot skutecznych „socjologicznie” narzędzi tj: kasa, korek i rozporek. W przyszłości (bywszy student – uwikłany tymże sposobem), a późniejszy np. sędzia lub prokurator był spolegliwie ukierunkowywany przez gangsterskiego „oficera prowadzącego” !!!

Jakież to proste i częstokroć w różnych konfiguracjach personalnych wykorzystywane. Dodatkowo z rozmysłem i premedytacją stosowane było przez służbistów podwójne „dno konspiracyjne”. Zabraniano takiemu „hodowanemu” delikwentowi oficjalnego wstępowania do różnorakich partii, czy organizacji, uzewnętrzniania swojego światopoglądu, sympatii politycznych, czy też preferencji seksualnych. Innymi słowy lepiono w długotrwałym procesie „technologicznym” swoistego golema, czy nawet androida.

Uprawnioną jest zatem konstatacja, że skoro od zarania powstania U. Śl. jego kadra dydaktyczna, jeśli nie była wprost ortodoksyjnie „wyznania” pt. marksistwo-lenistwo, to chcąc posiadać swoiste dojście do konsumpcji konfitur związanych z pracą na uczelni konformistycznie naginała swoją dotychczasową aksjologię do oczekiwań czerwonych władców uniwerku.

Klasycznym exemplum „hodowli” w/w golema stanowi osobnik pt. Tomasz Turowskikomuszy i polszewicki autentyczny dyplomata.

1975r otrzymał misję przeniknięcia do zakonu jezuitów. Formalnie do zakonu wstąpił jako klerykFiumicino. Działał jako „nielegał”, tzn. z spreparowanym życiorysem, pod nr „10682” i „9596” oraz pod kryptonimami „Orsom” „Ritter” oraz nazwiskiem Dzierżoń. Swoisty bohater zamachu w Smoleńsku, szpiegujący także Jana Pawła II.

Czerwony uniwerek mógł się natomiast ustawicznie w sposób chwalebny dla interesów Moskwy dowartościowywać takimi kreaturami posiadającymi tytuły profesorskie jak np:

1. Jerzy Bafia – szef Kancelarii Sejmu PRL (1969-1972), dziekan Wydziału Prawa i Administracji U.Śl. (1971-1972), Prezes SN (1972-1976), minister sprawiedliwości (1976-1981).W 1954r delegowany do SN, gdzie orzekał w tajnej jego sekcji wydającej m.in. wyroki śmierci wobec przeciwników politycznych władzy komunistycznej.