Ubiegający się o reelekcję na urząd prezydenta RP Bronisław Komorowski w oświadczeniu wygłoszonym marcu 2015 r. w swoim sztabie wyborczym w Warszawie powiedział, że w sprawie szybkiego wejścia Polski do strefy euro „takich planów nie ma i być nie może”.

Wygląda na to, że prezydent B. Komorowski taktycznie zapomniał, iż od początku swojej kadencji do jesieni 2014 r., z niezwykłym wręcz uporem robił wszystko, by Polska weszła do strefy euro możliwie jak najszybciej. Już jesienią 2010 r., złożył w Sejmie projekt zmiany konstytucji, w którym zawarto zapisy zmieniające kompetencje Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej, tak, aby możliwe było wprowadzenie w Polsce euro. W lutym 2013 r. zwołał specjalne posiedzenie Rady Gabinetowej poświęcone polskiej strategii wejścia do strefy euro, a w czerwcu 2014 r. przemawiając podczas Zgromadzenia Narodowego w Sejmie, upominał i zachęcał rząd ówczesnego premiera Donalda Tuska do starań o wstąpienie naszego kraju do strefy euro. Również niezwykle ostro żądał od jeszcze kandydatki Platformy na premiera Ewy Kopacz, aby podczas wygłaszania swojego exposé znalazła się w nim wręcz mapa drogowa przyjęcia przez Polskę waluty euro. Tuż przed kampanią prezydencką powiedział, iż wejście do strefy euro jest konieczne.

Ze względu na staranie się o reelekcję, przypomniał swoją deklarację i apel, by dyskusję w sprawie euro „przenieść na czas sensowny – to znaczy na czas po kampanii wyborczej do parlamentu”. „To najwcześniej przyszły parlament będzie musiał się nad tą kwestią pochylić”. (…) „To, co dzisiaj się w tym zakresie dzieje, w moim przekonaniu jest niekoniecznie rozsądną i niekoniecznie prowadzoną w poczuciu odpowiedzialności za Polskę akcją polityczną – wyborczą, a nie dyskusją o sprawach ważnych dla Polski”.

Jak można mu wierzyć, że „takich planów nie ma i być nie może”, skoro mimo ostrzeżeń ekspertów ekonomicznych o szkodliwości przyjęcia euro przez Polskę starał się wszelkimi sposobami by Polska je przyjęła. Czy takie działania są podejmowane „w poczuciu odpowiedzialności za Polskę”.

Pamiętam jak podczas walki o prezydenturę w przedterminowych wyborach prezydenckich, podczas debaty telewizyjnej z Jarosławem Kaczyńskim deklarował, że „w naszym kraju nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego. Można stworzyć możliwość wyboru, na przykład łączenie z wyższą emeryturą. Nic na siłę”.
Dwa lata później, już jako prezydent RP, poparł i podpisał rządową ustawę podnoszącą wiek emerytalny do 67. roku życia. Stało się tak mimo licznych protestów Solidarności i OPZZ oraz zebraniu ponad 2 mln podpisów ludzi żądających referendum w tej sprawie.

16 czerwca 2010 r., B. Komorowski będąc na Krajowym Zjeździe Leśników w Jabłonnie zapewniał, że „jako żywo nigdy nie był, nie jest i nie będzie zwolennikiem prywatyzacji Lasów”. Jak te zapewnienia mają się do ujawnionej przez WikiLeaks, a opublikowanej przez portal wPolityce.pl tajnej notatki ambasadora USA Victor H. Asha w Polsce do Departamentu Stanu USA, w której ujawnia plany Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska dotyczące zamiaru sprzedaży lasów i nieruchomości należących do skarbu państwa, by zdobyć środki na wypłatę odszkodowań za mienie odebrane Żydom przez Niemców i Sowietów.

Takie obietnice – według treści tej depeszy – miał już w styczniu 2009 r. składać Bronisław Komorowski. Ówczesny marszałek pieniądze z lasów państwowych określał jako „extra” środki.

Ashe napisał do Departamentu Stanu USA, że „Komorowski stwierdził, iż premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, […] by „dołożyli się do rekompensat sprzedając państwowe lasy i nieruchomości”.

W tym kierunku podjęte zostały działania 12 lutego 2014 r. gdy prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o lasach, z której wynika, że w 2014 i 2015 r. Lasy Państwowe odprowadzą do budżetu państwa łącznie 1,6 mld zł, a od 2016 r. mają oddawać do budżetu 2 proc. od przychodu (tj. ok. 100-150 mln zł.) i to niezależnie od tego, czy w danym roku osiągną zysk, czy stracą. Mało, kto wie, że lasy nigdy nie osiągnęły większej rentowności niż 2 proc. rocznie. Drenaż kasy Lasów Państwowych sprawi, że zostaną one bez kapitału. Taka sytuacja wymusi pożyczki, bo bez pieniędzy nie sposób realizować gospodarki leśnej. Nastąpi spirala zadłużenia, którą koalicja PO-PSL wykorzysta, by wmówić społeczeństwu, iż najlepszym i jedynym wyjściem z sytuacji, w jaką wprowadzili Lasy Państwowe będzie ich sprzedaż.

Nie są to jedyne sytuacje w których B. Komorowski rozminął się z prawdą. Gdy Sejm znowelizował ustawę o IPN zmieniającą sposób wyboru władz instytutu, Lech Kaczyński zamierzał skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego. Pełniący obowiązki prezydenta Komorowski nie uszanował opinii zmarłego i ją podpisał.

– Nic mi o tym nie wiadomo. Gdyby Lech Kaczyński chciał skierować ustawę do TK, to by to zrobił – oznajmił wówczas Bronisław Komorowski.

Przekręcał fakty. O woli zbadania konstytucyjności nowelizacji ustawy o IPN Kaczyński mówił publicznie. Tyle, że prezydent nie zdążył tego zrobić. Ustawa wpłynęła, bowiem do Kancelarii Prezydenta 9 kwietnia 2010 r. Dzień później Lech Kaczyński zginął w Smoleńsku.

Do kolejnego podważenia wiarygodność B. Komorowskiego doszło, gdy Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ufundowała w podwarszawskim Ossowie obelisk nagrobny upamiętniający sowieckich żołnierzy poległych w 1920 r. w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Miał on być uroczyście odsłonięty 14 sierpnia 2010 r., ale na skutek gwałtownych protestów środowisk kombatanckich, patriotycznych oraz mieszkańców Ossowa do tego nie doszło.
W trakcie sejmowej debaty w marcu 2011 r., szef klubu PiS Mariusz Błaszczak w ostrych słowach skrytykował prezydenta Komorowskiego, za – jak powiedział – „ostatnie zadziwiające inicjatywy, takie jak budowanie pomników bolszewickim najeźdźcom z 1920 r.”.

Bronisław Komorowski będący podczas debaty w Sejmie zareagował gwałtownie, zarzucając Błaszczakowi kłamstwo. – Z żadną inicjatywą tego rodzaju nigdy nie wychodziłem – oświadczył prezydent na specjalnie zwołanym briefingu w Sejmie. – Tego rodzaju kalumnie rzucane są rzeczą nieładną – grzmiał prezydent.

Kilka dni później portal Niezalezna.pl ujawnił pismo sekretarza ROPWiM Andrzeja Kunerta skierowane 15 lipca 2010 r. do burmistrza Wołomina Jerzego Mikulskiego. „[…] Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polski zwróciła się do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa o przygotowanie odpowiedniego obiektu, przy którym delegacje rządowe polska i rosyjska mogłyby wspólnie oddać hołd ofiarom okrutnej wojny” – (…) „pragnę niniejszym pismem potwierdzić życzenie i intencje Kancelarii Prezydenta RP, która rozważa możliwość udziału Prezydenta RP w uroczystościach w Ossowie w dniu 14 sierpnia b.r.”. Wskazuje on na mocne zaangażowanie Komorowskiego w budowę kontrowersyjnego pomnika w Ossowie.

W przypadku prezydenta, to nie program wyborczy, najbardziej błyskotliwa czy najwspanialej wyreżyserowana kampania wyborcza jest miernikiem oceny jego dorobku, a mijająca kadencja. Bronek, co innego mówi a co innego robi. Czy nadal można mu wierzyć i ufać?