Inflacja w Polsce bije wszelkie możliwe rekordy, to widzimy – i odczuwamy – wszyscy. Media publiczne zapewniają nas jednak, że rząd nad wszystkim panuje. Oto przykład takiej wypowiedzi: „Rząd PiS, współpracując z Bankiem Centralnym, z Radą Polityki Pieniężnej, stara się w jakiś sposób pokonać inflację – mówił w Polskim Radiu 24 Jan Mosiński (PiS).”
Postanowiliśmy przyjrzeć się z bliska nie samej inflacji, a metodom heroicznej walki, jakie podjął rząd Mateusza Morawieckiego, aby powstrzymać ten tak szalony wzrost cen. Na pierwszy ogień podjęliśmy się analizy działań Banku Centralnego, mowa oczywiście o 11-krotnym wzroście stóp procentowych, które NBP rozpoczął we wrześniu ub. roku.
Nie każdy z nas jest ekonomistą, niemal wszyscy mamy jednak wiedzę, że inflację wywołuje m.in. nadmierna ilość pieniądza w gospodarce – w porównaniu z podażą dóbr. Tłumacząc powyższe na język potoczny: na rynek trafia zbyt dużo „pustego” pieniądza, tj. dużo więcej drukujemy tychże (lub tworzymy je w postaci środków kredytowych – jak robią to właśnie banki), w stosunku do produkowanych w tym czasie dóbr (usług, towarów).
Kłamstwo nr 1 ekonomii politycznej
Już na tym etapie widać, że coś tu mocno nie gra: mowa o zasadności podnoszenia stóp procentowych, celem zahamowania inflacji. Oto dwie wątpliwości, jakie nasuwają się niemal natychmiast:
-
- Podnoszenie stóp procentowych hamuje akcję kredytową, dzięki temu, na rynek trafia mniej „bankowych” pieniędzy. Ale przecież z drugiej strony, powyższe ogranicza także inwestycje, czynione przez przedsiębiorców. Kredyty przestają być dla nich dostępne, lub też dana inwestycja nie będzie opłacalna, jeśli uwzględnimy wysokie koszty jej finansowania.
- Wysokie stopy procentowe najbardziej uderzają w tych kredytobiorców (konsumenci, przedsiębiorcy), którzy już posiadają zobowiązania wobec banków. Ale przecież te środki, tj. z wcześniej udzielonych kredytów, już na rynku istnieją i funkcjonują. W żaden więc sposób, wyższe koszty rat (w tym wypadku) nie wnoszą nic pozytywnego dla zahamowania inflacji, a jedynie pogłębiają jej skutki dla zadłużonych! Bowiem oprócz wzrostu cen, która jest wynikiem inflacji, dostają oni „cios w plecy” w postaci znacząco wyższych obciążeń związanych z obsługą kredytów.
Wniosek jest dość oczywisty: skoro tzw. skuteczna walka z inflacją, to właśnie – jak twierdzi część ekonomistów – dążenie do ograniczenia akcji kredytowej, to w żaden sposób wyższe stopy procentowe nie powinny dotyczyć wcześniej udzielonych kredytów!
Kłamstwo nr 2 ekonomii politycznej
Spójrzmy jeszcze na inną niby-prawdę rządowych ekspertów od ekonomii: niskie stopy procentowe z założenia napędzają inflację. To kolejna bzdura, którą nam próbują wciskać do głów polityczni makro-ekonomiści. Niski koszt kredytu to potężna dźwignia do rozwoju gospodarki, więc dzięki tanim kredytom więcej produkujemy.
Tę fałszywą teorię, według której niskie stopy to wysoka inflacja, potwierdza także fakt, iż w okresie 2015 – 2020 w Polsce stopy referencyjne NBP były utrzymywane na bardzo niskim poziomie (od 1.50 do nawet 0.10 – przy obecnym 6.75). Dzięki temu nasza gospodarka kwitła, a inflacja była w tym okresie albo ujemna (w 2015 i 2016), albo niewielka – od 1,6 proc. (w 2018 r.) do 3.4 proc. w 2020 r. – mimo, że był to już czas pandemii.
Czym tak bardzo narazili się przedsiębiorcy?
Spójrzmy jeszcze na skutki uboczne podnoszenia stóp procentowych w stosunku do polskich przedsiębiorców. Oto jakie konsekwencje dla tychże ma „ratowanie przed inflacją”, polegające na omawianych działaniach Banku Centralnego:
- Wzrost kosztów prowadzonej działalności: ze względu na znacząco wyższe koszty posiadanych obciążeń finansowych
- Zahamowanie inwestowania: uruchamianie nowych inwestycji jest albo ryzykowne, albo nieopłacalne
- Niższe możliwości nabywcze potencjalnych klientów (więcej posiadanych środków zostawią w bankach na spłatę swoich zobowiązań)
- Fatalne nastroje społeczne, czego konsekwencją są określone zachowania potencjalnych klientów, w tym m.in. rezygnacja z wydatków na konsumpcję / rozrywkę / urlopy.
- Wzrost kosztów własnych przedsiębiorcy, np. spłata kredytu hipotecznego
A przecież, korzystając z danych PARP, polskie przedsiębiorstwa mają ponad 70 proc. udziału w tworzeniu PKB (dane za 2018 r.), liczba osób pracujących w tychże to ok. 10 mln osób (dane za 2019 r.), w tym niecałe 7 mln w sektorze MSP. Tak ogromnej grupy naszych rodaków dotyczą „sankcje” bardzo wysokich kosztów kredytów. Pośrednio lub bezpośrednio.
O fatalnej sytuacji polskich przedsiębiorstw i przedsiębiorców pisze m.in. Forbes w publikacji z 9 kwietnia br., oto fragment:
‘Według danych Biura Informacji Gospodarczej ERIF w pierwszym kwartale tego roku szybko rosła liczba negatywnych wpisów na temat firm. W styczniu 2022 r. było ich o 35,6 proc. więcej niż w grudniu 2021 r., w lutym o 10,8 proc. więcej niż w styczniu, a w marcu o 30 proc. więcej niż w lutym. Zwiększająca się liczba negatywnych wpisów oznacza niespłacone w terminie zobowiązania, np. przeterminowane faktury.”
Czy na pewno Prezes NBP działa w naszym interesie?
Trudno też uznać, że z bankowych środków nie skorzystali w poprzednich latach pracownicy sektora publicznego, korporacji, czy też nasi emeryci. Poprzez kolejne podwyżki stóp procentowych tracimy więc niemal wszyscy. Stąd pytanie do Prezesa Glapińskiego: w czyim interesie Pan działa? W jaki sposób Pana działania mają służyć społeczeństwu? W którym momencie bardzo wysoki koszt naszych kredytów ma powstrzymać inflację i dlaczego ma się to wydarzyć?
Przypomnijmy, iż na straży stabilności finansowej w polskim systemie stoi przede wszystkim rząd oraz właśnie – Narodowy Bank Polski. Zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o NBP – podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Bank Centralny na bieżąco monitoruje kondycję systemu finansowego oraz dba o stabilność i efektywność dokonywania rozliczeń w systemie płatniczym. Rząd prowadzi politykę gospodarczą oraz wprowadza niezbędne regulacje.
Piękne, puste słowa. Bo przecież obserwujemy zupełnie co innego: pełną przypadkowość działań Prezesa Glapińskiego oraz wypowiedzi i deklaracje tegoż, które przeczą jego późniejszym poczynaniom.
W styczniu 2021 roku Prezes NBP zapowiedział, że „stopy procentowe w żadnym wypadku nie będą rosnąć”, w tym samym czasie wskazywał – „od dłuższego czasu nie rozumiem, skąd takie zaniepokojenie obserwatorów rzekomą groźbą wybuchu inflacji. Dane tego nie potwierdzają: ani perspektywy rozwoju gospodarczego, ani kształtowanie się cen światowych, ani dynamika płac i sytuacji wewnętrznej.”
Można by więc rzec, że Pan Adam Glapiński, jako ten niby „strażnik stabilności finansowej”, wzorem Premiera Morawieckiego, niemal wyłącznie uprawia propagandę, która w zderzeniu z rzeczywistością ujawnia istotny dysonans.
Niniejszą publikacją pragniemy wywołać dyskusję na temat metod stosowanych przez rząd w tzw. walce z inflacją. W tekście poruszyliśmy tylko jeden wątek, absurdalności twierdzenia, że wysokie stopy procentowe – bez uwzględnienia polityki fiskalnej rządu, która napędza inflację niemal przy każdym posunięciu, co widzi dziś chyba każdy – zahamują dalszy wzrost cen.
To kłamstwo, które ma niestety bardzo niebezpieczne konsekwencje dla nas wszystkich. Działania NBP w żaden sposób nie przeciwdziałają wzrostowi cen (co widać wokół), natomiast demolują finanse Polaków, fatalnie wpływają na naszą psychikę i życie rodzinne, a także, co najważniejsze – niszczą polską gospodarkę.
Nadszedł więc czas, aby ekonomiści z prawdziwego zdarzenia, czyli orły (a nie jastrzębie) gospodarki, przeprowadzili uczciwą analizę także innych działań rządu – chodzi głównie o wspomnianą już politykę fiskalną – które ponoć mają uchronić Polaków przed dalszym wzrostem cen. Z pewnością nie znajdą tam Państwo pochwał metod, które stosuje od ponad 2 lat premier Mateusz Morawiecki. A skutki mówią same za siebie i są widoczne dla każdego. Obawiamy się jednak, że najgorsze przed nami, jeśli Pan Morawiecki ze swoim zespołem „ekspertów” nie opamięta się i będzie kontynuował obecną strategię „walki z inflacją”.
Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, przedsiębiorca. Prowadzi także kancelarię antywindykacyjną, o specjalnościach: upadłość konsumencka, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom, spory z bankami. Członek Zespołu Roboczego ds. Restrukturyzacji i Upadłości w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców.
Michał Paprocki – Szef departamentu projektów biznesowych oraz rozwiązywania sporów, radca prawny, partner w Kancelarii Chmaj i Wspólnicy spp., doradca prawny w Najwyższej Izbie Kontroli.
Tekst opracowali autorzy: Krzysztof OPPENHEIM i Michał Paprocki
Nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego w strefie euro jest inflacja i była przed podnoszeniem stóp procentowych? I jaki wpływ na inflację ma wzrost popytu wynikający z napływu do Polski imigrantów z Ukrainy?
Artykuł bardzo stronniczy i z tezą. Kompletnie pominięto druga stronę układanki, czyli odsetki dla osób posiadających kapitał. Pominięto wpływ ujemnych stóp procentowych na oszczędności w funduszach emerytalnych. Utrzymywanie ujemnych realnych stóp procentowych to dotowanie ludzi z kredytami kosztem ludzi posiadających oszczędności. Proszę sobie policzyć ile mniej posiadacze oszczędności dostają odsetek, które mogli by wydawać i inwestować. Najwięcej na wysokie stopy płaczą deweloperzy, bo ich model biznesowy oparty o darmowy pieniądz się pogorszył.