No więc jednak chyba nie zaangażuję się głębiej w projekt „Tak dla Rozwoju”.

Miałem obawy związane z przyjętą formułą stowarzyszenia. Mam ze stowarzyszeniami złe doświadczenie.

Zobaczymy jak będzie dalej, ale wydaje mi się, że wszystko idzie w kierunku ulicznego aktywizmu naprędzającego to, co wynika z bieżączki. Na dyskusje zawsze brakuje czasu i miejsca i jeszcze są uwagi, że lepiej nie dyskutować, bo „ludzie tu są zajęci, angażują się w wolnym czasie i takie dyskusje ich zniechęcą”.

Tymczasem – „na fali powodzi…”

Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tzw. czynna polityka w Polsce, to dno.