Przed wyborami prezydenckimi w Austrii, Holandii, Francji i Niemczech wielu miało nadzieję, że do władzy dojdą unijni sceptycy, lub osiągną znakomite wyniki. W trzech pierwszych krajach one się odbyły i zwyciężyli w nich prounijni kandydaci. Wszystko wskazuje, że również w Niemczech mimo napływu ponad miliona imigrantów, nieustającej fali przestępstw i zamachów ponownie wygra A. Merkel. Kilka miesięcy temu pisałam, że gdy się one odbędą Unia weźmie się z Polskę.

Zwiastunem tego były słowa Emmanuela Macrona, który powiedział, że „w ciągu trzech miesięcy po wybraniu mnie (na prezydenta) podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski” (…) „Chcę, aby przypadkowi Polski przyjrzano się w sposób całościowy. I aby w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej wprowadzono sankcje”. Wielu polityków te słowa przypisywało trwającej kampanii wyborczej, a premier B. Szydło zapowiedzi sankcji dla Polski skomentowała „Nie ma takiej możliwości”.

Prezydent A. Duda poinformował, że „jest zadowolony z kilkunastominutowej, telefonicznej rozmowy z francuskim prezydentem-elektem Emmanuelem Macronem i może ją określić, „jako serdeczną”. Stwierdził, że „Chciałby, żeby nastąpił swoisty reset w relacjach polsko-francuskich, które w ostatnim czasie z różnych przyczyn bywały „trudne”.
Zapomniał o słowach Macrona, „Nie ustąpię w żadnej kwestii. Ci, którzy tego nie zrozumieli, nie znają mnie”.

Nowy prezydent Francji w pierwszą podróż udał się do Niemiec, podczas której omawiał plany dla Europy. Czy to przypadek, że w opublikowanym przez portal wPolityce.pl artykule „Politico”: Berlin bada, czy można zamrozić fundusze unijne państwom łamiącym zasady UE”, autor pisze, że niemiecki rząd chce zbadać, czy „odbiór funduszy unijnych może wiązać się z przestrzeganiem podstawowych zasad państwa prawa”, oraz „wzywa do wykorzystania polityki spójności w celu stworzenia dodatkowych zachęt do wprowadzania w życie niezbędnych reform strukturalnych w państwach członkowskich. Chcą powiązania unijnych dotacji z wynikami reform przeprowadzanych w poszczególnych państwach”.

To, że fundusze strukturalne nie mają nic wspólnego z kwestią uchodźców i migrantów, bo Polska otrzymuje je nie w ramach łaski, ale na zasadzie rekompensaty za otwarcie rynku na silniejsze gospodarki oraz jako narzędzie wyrównywania poziomu gospodarczego krajów wspólnoty, dla decydentów unijnych nie ma najmniejszego znaczenia. Mogliśmy się o tym przekonać, gdy premier B. Szydło powołała się na zasady obowiązujące w Unii, a prezydent Francji Francois Hollande jej odpowiedział: „Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne”.

Uważam, że Unia, jeżeli nie znajdzie przepisów umożliwiających zamrożenie funduszy unijnych jak i powiązania ich z wynikami reform przeprowadzanych w poszczególnych państwach, to albo nagnie istniejące, albo stworzy nowe nie oglądając się na zapisy traktatowe i prawo unijne. Będzie tak jak w przypadku procedury kontroli praworządności.

Po wygraniu przez V. Orbana wyborów, unijnym władzom nie podobała się opcja polityczna która je wygrała oraz wprowadzane przez niego reformy więc wymyślono procedurę kontroli praworządności.

W świetle opinii sporządzonej przez Służbę Prawną Rady Unii Europejskiej w maju 2014 r., procedura kontroli praworządności jest sprzeczna z tzw. unijną zasadą przyznania (art. 5 TUE), zgodnie, z którą UE dysponuje jedynie kompetencjami przyznanymi jej w traktatach przez państwa członkowskie.

Zgodnie z tą opinią, wyłącznie art. 7 TUE określa jedyny mechanizm ochrony unijnych wartości. Taki pogląd został jednak szeroko skrytykowany w literaturze, wskazującej, że procedura kontroli praworządności tylko doprecyzowuje administracyjny proces, który Komisja Europejska prowadzi zanim przystąpi do realizacji uprawnień przyznanych na mocy art. 7 TUE.

Decyzję o mechanizmie relokacji imigrantów przyjęto na radzie ds. wewnętrznych omijając w ten sposób zasadę jednomyślności. Jest ona niezgodna z prawem europejskim, mianowicie z konwencją dublińską, bo nie jest to decyzja RE, czyli szefów rządów, gdzie obowiązuje zasada jednomyślność.

Węgry i Słowacja zaskarżyły ją jako niezgodną z prawem, a rząd PiS-u ich poparł. Jestem w 99 % pewna, że Europejski Trybunał Spra­wiedliwości, który rozpatruje skargę, tak nagnie przepisy, iż uzna mechanizm relokacji uchodźców za zgodny z obowiązującymi przepisami.

Aby było ciekawiej to podjęte w 2015 r. decyzje w sprawie relokacji uchodźców miały być zrealizowane w ciągu dwóch lat, a więc we wrześniu br. czas ich realizacji się skończy. Jednak Komisja uważa, że po wrześniu nie wygasną automatycznie. Jak widać to Komisja decyduje jak interpretować prawo.

Stawiam diamenty przeciw żołędziom, że jeżeli nie przyjmiemy imigrantów na Polskę nałożone zostaną sankcje.