Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta… dziś w Kościele Rzymskokatolickim zaczynamy okres bezpośredniego przygotowania do świąt Tajemnicy Wcielenia, któremu towarzyszą tzw. antyfony „O”. Dziś pierwsza z nich – „O Sapientia”.

Przywołuję ją jednak nie tylko z powodu Adwentu. Potrzeba nam bowiem sporo mądrości, aby odróżnić prawdę (jakakolwiek i czymkolwiek jest) od fałszu, a może po prostu „prawd” wiodących nas na manowce. Dotyczy to zarówno świata Akademii i świata eksperckiego, ale także świata polityki, gdzie tej mądrości trzeba chyba znacznie, ale to znacznie więcej, bo i odpowiedzialność ogromna, zwłaszcza w obecnych, kryzysowych czasach.

No dobrze, ale zostawmy ten przydługi wstęp i przejdźmy do meritum. A więc – IV fala. Pisałem przed miesiącem, że powoli zbliżamy się do jej realnego szczytu zachorowań. Przypadł on 7 grudnia (czyli realnie te 8-10 dni wcześniej). Ale ta IV fala wyraźnie różni się od poprzednich dwóch – tamte przebiegiem bardziej przypominały Alpy, natomiast obecna – Beskidy. To oznacza, że mieliśmy długie, niezbyt strome podejście, ale jednocześnie musimy się liczyć z równie płaskim zejściem. Czyli opadaniie tej fali będzie trochę trwać.

To ma dwie zasadnicze konsekwencje – po pierwsze, wydłuży się okres przeciążenia szpitali. Na razie możemy powiedzieć, że liczba hospitalizowanych przestała rosnąć, ale raczej nie spodziewałbym się szybkiego spadku. Po drugie, będzie to mieć przełożenie na zgony, których podwyższona liczba po prostu będzie się dłużej utrzymywać. Przypomnę, że szczyt zgonów II fali osiągnęliśmy przy poziomie 220% średniej z lat 2015-2019, a III fali – 177%. Dane za 48 tydzień 2021 roku mówią na razie o 13282 zgonach, co oznacza mniej więcej 170%. Ale ponieważ te dane będą jeszcze niestety rewidowane w górę, to pewnie zbliżymy się do tych 177%.

To wszystko samo w sobie brzmi fatalnie. Do końca roku liczba nadmiarowych zgonów najprawdopodobniej osiągnie 200 tys. Jakby ktoś przed dwoma laty powiedział, że za kilka miesięcy przyjdzie epidemia, która pochłonie w Polsce w pośredni i bezpośredni sposób 200 tys. ofiar, nasze mózgi by eksplodowały.

Ale to nie wszystko. Miesiąc temu pisałem o pojawieniu się nowego wariantu Nu, który kilka dni później został Omikronem. Przez wiele dni w mediach pojawiały się informacje, że choć sakramencko zaraźliwy, to jednak jest on wyraźnie mniej zjadliwy. To była super wiadomość – nowy wariant mógł wymieść Deltę bez konsekwencji dla systemów ochrony zdrowia. Ale dziś pojawiły się badania Imperial College, wg których „Omicron could be just as severe as the Delta”. Jeśli tak jest, to mówiąc kolokwialnie – mamy przerąbane.

Dlaczego? Bo fala omikronu bardziej przypomina Himalaje niż Alpy. Zachorowania idą lawinowo. Dziś w Wielkiej Brytanii rekord – 93 tys. zachorowań, ale sami przyznają, ze nawet ich super system testowania wysiadł i zachorowań będzie 3 razy tyle. Szacują, że do świąt zachoruje jeszcze 4 mln ludzi. Fala rozhulała im się w dwa tygodnie. Zakładając, że nasi 'Brytyjczycy” wrócą zaraz na święta, to fala omikronu wystartuje u nas gdzieś na Trzech Króli. Tylko że wtedy w szpitalach będziemy mieć wciąż z 20 tys. chorych. Nawet jeśli omikron okaże się mniej zjadliwy od delty (oby), to i tak szpitale zaleją setki, a może i tysiące nowych chorych, co przynajmniej przedłuży istotne przeciążenie systemu ochrony zdrowia, który już dawno nie zipie.

Wracam do kwestii mądrości. Trzeba sobie powiedzieć wprost – nie powstrzymamy fali omikronu. Ale musimy ją opóźnić, żeby nieco opróżnić szpitale. Ale to oznacza, że musimy wstrzymać loty z Wysp Brytyjskich. I to od wczoraj.

Ja wiem, że to politycznie trudne, zwłaszcza że obóz rządzący ma na głowie inflację, kosmiczne podwyżwki cen energii, dezertera i dalszy kryzys na granicy, historię z wypadkiem premier Szydło, sprawę Mejzy, aferę mailową, brak kasy z KPO, groźbę utraty pieniędzy z wieloletniego budżetu UE, i jeszcze kilka mniejszych lub większych kryzysów. Pytanie jednak, czy w takiej sytuacji warto ryzykować armagedon w szpitalach?

Autor: dr Marcin Kędzierski
Główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Stały autor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego oraz stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Były prezes Klubu Jagielońskiego oraz dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci, radny sołecki i działacz wiejski.