W sobotę 30 maja 2020 roku poszedłem na swój ulubiony bazerek na Pl. Szembeka. Z łezką w oku wspominam bazar, gdzie na plac zjeżdżały się chłopskie furmany i furmanki, z wszelkim dobrem, od pietruszki, ziemniaków poczynając a na kurach, świnkach i świniach kończąc.  Od początku korony tam nie chodziłem bo myślałem, że za dużo tam ludu będzie i nikt nie jest w stanie nad ludem warszawskim i podwarszawskim zapanować podczas pandemii.

Jak pokazało doświadczenie, niewiele się pomyliłem. Ludzi sporo, chwilami tłoczno. Pierw kupuję truskawki, słodkie Almy po 14 złociszy… nie wiem czy drogo czy nie, ale wyglądają i smakują, palce lizać. Trzymam dystans 2 metry przed klientką. Za mną, pół metra tylko, stoi kobieta. Patrzę, maskę ma, zgrabna niesłychanie i młode oczy, śliczna dziewczyna. No nic, trudno się mówi, milczę. Ten miły dystans wytrzymam.

Dalej idę do swego ulubionego stoiska, każdy je na bazarze ma, gdzie miła obsługa i piękna, fantastyczna sałata, zwana masłową zawsze jest. Dystans zachowuję, a za mną od razu kobieta w średnim wieku na plecy mi skacze i przebiera w rzodkiewkach. Mówię, Pani droga proszę zachować dystans 2 metry. Ona: A co! Mam przecież maseczkę! I się wywiązuje dyskusja. Łomatko, nerw skacze, ludzie się gapią, dziewczyny za ladą się uśmiechają.

Nic. Mam sałatę idę do piekarni. Tam widzę 5-6 kobitek, stoją gęsiego jak kaczki jedna za drugą. Milczę, nie mówię nic. Staję w odpowiedniej odległości. Za mną łup, mama z z młodzieńcem staje. Mówię, Proszę Pani, zachowajmy dystans 2 metry, jeszcze nas obowiązuje, przecież jeszcze mamy epidemię. Choć synku, pan się boi, staniemy dalej, powiada. Za nią młodzieniec, ten z tych mądrych, dodaje. Stań pan 100 metrów dalej. Nie wytrzymuję, mówię, nie odzywaj się i zamilcz mundralo bo… Uff. Chleb kupiłem ale wewnętrznie zirytowany, dumam żeby tak jeszcze jakaś inna plaga egipska spadła na nas to może by się ludzie czegoś nauczyli.

W tym nastroju, by go poprawić, myślę, szczęściu dopomogę, zagram w totka. Idę do kolektury, przepychając się przez ludzi. Patrzę. Wow. Spokój i porządek, czterech klientów w 2 metrowych odległościach. Hmm… każdy pewnie po swój los stoi, to i porządek zachowuje i fantazjuje jakby to pieknie było… Ale gdzie tam, nie tak szybko. Za mną od razu pani w średnio starszym wieku staje. To mówię, spokojnie zachowajmy dystans jeszcze choróbsko przecież fruwa po świecie tu i tam. No i kolejna awanturka. A co pan taki mądry mi tu będzie mówił, pan lekarz czy co. Pani zobaczy jak pani kto w rodzinie na koronę umrze, to inaczej będzie pani mówiła. Nie wytrzymałem, tak, że następni ludzie jak na rozkaz w dwumetrowych odległościach za kobitą stają. Ja się musiałem odsunąć do mej drogiej interlokutorki, bo pani uparta była w swej ludowej mądrości.

Potem szybko z bazaru uciekłem nie chcą być mądrzejszy od jajka czy od kury czy odwrotnie. Bo każdy swój rozum ma i niech tak zostanie. Szkoda, że najczęściej ludziska patrzą tylko na swój kawałek nosa i na dobra wszelakie jakie na stoiskach bazarowych na nich czekają. Z ludem warszawskim nie wygrasz, swoje wie.

p.s. Nie jestem aniołem ale raz chciałem nim być. Nie poszło, zostałem diabłem, co to poucza innych w jakiej odległości mają od siebie stać w czasach zarazy. Z tego co widziałem to min. 75% ludzi ma serdecznie w nosie epidemie, kiedy odwiedzają nasz kochany bazarek, dawniej poważny i znany Bazar na Placu Szembeka.

Autor: Konrad Falęcki
Fotoreporter