Nora

Dom jak dom, na jednym z typowych osiedli w miasteczku średniej wielkości. Typowy „klocek” z lat 70-tych. Wchodzę do piwnicy. To stosunkowo spore pomieszczenie, „wytapetowane” plakatami, banerami przeróżnego rodzaju, głównie tych o niesprawiedliwościach wymiaru sprawiedliwości. Hasło słuszne – wszyscy wiemy jak funkcjonują polskie Sądy. Działacz chwali się swoimi sukcesami. Że jeździ po Polsce, że pomaga, że jest w mediach, że widoczny. Człowiek instytucja. Działacz – to słowo klucz. Działacz czyli pochodna słowa „działanie” w naszym kraju ma wydźwięk raczej pejoratywny. Dlaczego? Bo kojarzy się z „działaczem” związkowym, branżowym, partyjnym – słowem człowiekiem, który uczciwej pracy w życiu nie zaznał. Typowa nora działacz. Ileż ja takich widziałem …

Antysystemowy element systemu

W czasie ostatnich 25 lat zrodziła nam się nowa kasta „działaczy”. Społeczni. Walczący z patologiami. Działacze społeczni wydają swoje gazetki, w których mniej lub bardziej parlamentarnym językiem piętnują lokalne kliki – lub chcą wepchnąć własną. Punkt widzenia zależy od punktu widzenia. Innymi słowy – działacze stali się częścią sceny samorządowo – politycznej. Każde większe miasto czy nawet miasteczko ma swojego „działacza społecznego”. Na ogół nie mają sprecyzowanych poglądów politycznych – lawirują od partii do partii. Znam takich, którzy zwiedzili już i siedem. Nieważna barwa – ważne „działanie”,”pomaganie”, „walka” – to są słowa klucze. A że często są one ich wypaczeniem, że za słowem „działanie” stoi pozoracja działań, że za szlachetnym w swej istocie pomaganiem – wykorzystywanie do cna ludzkiej naiwności, wreszcie, że za słowem „walka” stoi walka… o stołek? Cóż, taki mają klimat, podlany ostrym sosem. Wielce pikantnym. Działacz nie zawaha się przed niczym. Działacz mając buzię pełną frazesów zniszczy wszystko na swojej drodze. Każdy z nas zna takiego „działacza”. Zauważyłem, że ma on nawet pewną wspólną cechę fizyczną – występującą tak u kobiet „działaczek” jak i u Panów „działaczy”. Jest to mianowicie pewien lekko zauważalny tik nerwowy, polegający na równomiernym ruszaniu nogami.
Może to przypadek, ale takie mam spostrzeżenie. Czy to przebieranie nogami i pęd ku „władzuni” ? Nie wiem.
Działacz najlepiej sprawdza się w sobie znanym środowisku, skupiony jest na kwestiach w których się wyscpecjalizował. Lubi rzucać terminami prawniczymi, jednak ich rozwinięcie, pogłębienie myśli zazwyczaj sprowadza się do zlepka banałów. Działacz po prostu „wie lepiej”. U niektórych działaczy bardzo mocno rozwinęło się poczucie wyższości. Są oni bowiem ( najczęściej w swojej głowie…) tak represjonowani przez system, że wszyscy inni nie są im równi. A, że to oczywisty paradoks, który oddala ich od społeczeństwa ( o którego interesy wszak ponoć rzekomo walczą…) – cóż z tego. Najtrudniejszym pytaniem zadanym działaczowi jest to o finanse. Przecież działacz żyje ideą. Nie jada, nie śpi. Działacz działa.

Ktoś może mi w tym momencie zarzucić, że przecież znamy wszyscy wybitnych działaczy typu … no właśnie. Jurek Owsiak ? Na wszelkie pytania o finanse czy tez kulisy swojej działalności reaguje skrajną agresją, łącznie z wyrzucaniem dziennikarzy mu niewygodnych. No kto jeszcze? Jeden przykład ? Jeden sprawiedliwy w „działaczowej” Sodomie? Sorry, nie znajduję. Jest co prawda Ksiądz Jacek Stryczek, ale to Ksiądz, święty człowiek, inna bajka. Ale „cywilni” ? Proszę, podajcie jeden niekontrowersyjny przykład, jeden jedyny.

Na koniec chcę zapewnić wszystkich, że bardzo doceniam lokalnych liderów, jednak odróżniam ich od „działaczy”. Liderzy zwyczajnie nigdy nie mówią o sobie, że są „liderami”, nie obnoszą się ze swoją „działalnością” wreszcie mówiąc wprost – nie żyją z niej, nie tworzą wokół siebie nimbu wyjątkowości. Są przeciwieństwem „działaczy”. Życzę Polsce liderów, nie działaczy.