Przyznam, że gdyby chodziło o zdarzenie mniejszej wagi wybuchnąłbym po prostu śmiechem. Ale w tym przypadku chodzi o śmierć Prezydenta (oraz wielu innych osób)…

Fobia antymacierewiczowa organu nadredaktora Michnika jest znana od lat. Podobnie jak konsekwentna promocja tzw. raportu Anodiny, w Polsce po przetłumaczeniu znanym jako raport komisji Millera.

Nic dziwnego, że ostatnio ujawniony raport podkomisji Macierewicza spotkał się z histeryczną wręcz reakcją środowisk od lat lansujących tezę o pancernej brzozie (panzerbirke). A także obecności osób trzecich w kokpicie lądującego samolotu itp.

Organ nadredaktora w ataku posiłkuje się, a jakże, ekspertami. 20 kwietnia 2022 r. w internetowym wydaniu objawił się wywiad niejakiej Agnieszki Kublik z dr hab. Markiem Rogerem Żyliczem, ekspertem międzynarodowego prawa lotniczego, członkiem rządowej komisji Jerzego Millera, która w 2011 r. ustaliła przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Fragmenty:

Macierewicz twierdzi, że zderzenia lewego skrzydła tupolewa z drzewem nie było. On tę katastrofę łączy z remontem w Samarze na terenie Rosji, utrzymuje, że to wtedy zostały podłożone ładunki wybuchowe, które potem w wyniku spisku i działań agentury rosyjskiej nie zostały wykryte.

– To by mogło mieć jakiś sens, gdyby istniały jakiekolwiek dowody, że był wybuch. Bo jeżeli wybuchu nie było, to koncepcja, że zainstalowano coś w czasie remontu, nie ma sensu. Dlatego moim zdaniem wystarczyłoby teraz jeszcze raz wykazać, czy rzeczywiście są jakieś podstawy do twierdzenia, że był wybuch. Dotychczas tych podstaw nie było. I nie będzie. Ale dopóki to nie zostanie ekspercko potwierdzone, przez długie lata naród polski będzie podzielony na tych, którzy wierzą, że był zamach i zdrada polskich elit spiskujących z Rosjanami, i na tych, którzy wiedzą, że to był lotniczy wypadek, którego przyczyną było nieprzestrzeganie procedur bezpieczeństwa.

Trzeba sprawdzić te wszystkie rzekome dowody czy przesłanki pozwalające spekulować, że mógł być wybuch. Trzeba precyzyjnie opisać, skąd się wzięły, i wykazać, że nie są skutkiem eksplozji.

Już w 2012 r. prawnicy lotniczy proponowali wznowienie badania katastrofy smoleńskiej, żeby te ostatnie sekundy lotu sprawdzić. Jednak rząd premiera Tuska przyjął inne rozwiązanie: żeby tę sprawę eksperci wyjaśniali w telewizji.

Wtedy istniał raport komisji Millera, którego nikt poza współpracownikami Macierewicza nie podważał.

– Ale dlatego, że oni podważali, trzeba było to raz na zawsze wyjaśnić. Nie wiem, z jakich powodów rząd premiera Tuska się na to nie zgodził. Może dlatego, że to, co twierdził Macierewicz ze swoimi pseudoekspertami, nie było stwierdzeniem nowych faktów? Wiem natomiast, dlaczego nigdy nie zgodził się Macierewicz i rząd PiS: bo od początku wiedzieli, że głoszą nieprawdę.

Gdyby taka komisja powstała, skończyłaby się możliwość prawna, że przewodniczący partii rządzącej, może bezpodstawnie nazywać mordercami i przestępcami przeciwników politycznych, czyli tych, którzy udowodnili, że nie było wybuchów. Nie ma innego sposobu, żeby im tego zabronić prawnie, jak raz jeszcze przebadać ostatnie sekundy lotu i zdementować hipotezy Macierewicza.

Komisja ekspertów ma swoje niepodważalne uprawnienia, niezależne od uprawnień prokuratury. Komisja nie ma na celu ustalania niczyjej winy ani odpowiedzialności. Ma ustalić w sposób wiążący, ostateczny przyczyny. Natomiast prokuratura powinna znać przyczyny, by ustalić, czy ktoś był odpowiedzialny, czy nie. I za co. I nie może tego zrobić wbrew ustaleniom ekspertów.

Kto taką komisję mógłby teraz powołać?

– Rząd polski, minister obrony.

Nie powoła, bo wie, że eksplozji nie było.

– Nie powoła. Dlatego trzeba powiedzieć, że jeżeli się na to nie zgodzą, będą odpowiedzialni za te próby oszustw i dzielenia narodu.

https://wyborcza.pl/7,75968,28355789,oto-recepta-jak-obnazyc-klamstwo-smolenskie-sekundy-pod-lupe.html#S.8-K.C-P.1-B.4-L.2.zw

Oto ekspert co się zowie. Ostro i pryncypialnie stwierdza, że należałoby zbadać ostatnie sekundy lotu prezydenckiego Tupolewa po to, by… wykazać raz jeszcze to samo, co w 2011 roku. Zachodzi więc pytanie, czy 11 lat temu zaniechano badań, zadowalając się w tym zakresie opowieściami Anodiny?

Ale to akurat mnie nie bulwersuje.

Szokuje mnie co innego. Otóż dr hab. Marek Roger Żylicz przyszedł na świat 5 lipca 1923 roku.

Rocznikowo zatem 99 lat temu. W chwili zaś pracy eksperckiej w komisji Millera miał „tylko” 88 wiosen.

Jeszcze bardziej zadziwiająca jest ścieżka jego kariery naukowej. Otóż studia prawnicze ukończył na KUL w 1947 roku, pracę doktorską obronił za środkowego Gomułki (w 1964 roku), habilitował się natomiast w 1972 roku.

Wiek emerytalny osiągnął jeszcze w PRL – w 1988 roku.

Kto chce, niech wierzy w wiedzę ekspercką pana doktora, potwierdzoną dyplomem z 1947 roku – za wczesnego Bieruta.

Ugruntowaną zaś doktoratem za środkowego Gomułki i habilitacją za wczesnego Gierka.

Dla mnie jednak pan ów powinien siedzieć w domu i grzać się przy kominku albo kaloryferze, zaś badanie przyczyn katastrofy pozostawić młodszym. I to co najmniej o pokolenie.

Dzisiaj zaś pan ów zamiast autorytarnie wypowiadać się o kwestiach technicznych powinien raczej wystartować w konkursie na najstarszego Polaka.

Czy wybór dr Żylicza w skład ekspertów Millera nie był przypadkowy?

Psychologia nie pozostawia cienia wątpliwości – w wieku tak podeszłym drastycznie maleją zdolności poznawcze.

Może więc warto byłoby pod kątem swoistego ejdżyzmu przyjrzeć się pozostałym członkom komisji?

Być może tutaj właśnie tkwi sedno proputinowskiego oszustwa.

21.04 2022