Najwyraźniej Macron mówiąc o „Europie dwóch prędkości” przejęzyczył się. Tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego.

17 listopada 2017 r. Christian de Moliner oznajmił wreszcie to, co do tej pory było domeną “ekstremalnej prawicy i nacjonalistów”. Otóż we Francji istnieje społeczeństwo, które nie akceptuje liberalnego państwa i jego antyreligijnego (czyt. antychrześcijańskiego) dryfu.

Ale de Moliner jest  postępowcem – lewicowcem, a więc receptę na powyższe widzi zupełnie inną:

Aby uniknąć wojny domowej, podzielmy Francję

Partycja, lekarstwo na islamizację

(…)

Wszyscy zdają sobie sprawę, że we Francji utworzył się drugi naród, oddzielny, który chce osiedlić się na wartościach religijnych i jest zasadniczo przeciwny liberalnemu konsensusowi, na którym powstał nasz kraj. Ale naród zawsze opiera się na fundamentalnym pakcie, minimum praw, które wszyscy akceptują. Tak już nie jest. Nigdy nie możemy wcisnąć pastę do zębów na powrót w tubkę i nawrócić 30% muzułmanów, którzy żądają wprowadzenia szariatu na stronę naszej demokracji i sekularyzmu. Teraz zezwalamy na segregację, której nie nazywamy po imieniu. Podczas gdy my nie jesteśmy jeszcze w otwartej wojnie, wierni Proroka są już zgrupowani w obszarach czasami rządzonych specjalnymi zasadami (przymusowa zasłona, odrzucenie Żydów w pewnych gettach, małżeństwo i życie małżeńskie regulowane zgodnie z zasadami Koranu).

Nie stawanie twarzą w twarz z problemem, odwracanie wzroku, nadzieja, że konflikt nie wybuchnie, zawsze będzie kuszące dla władzy. Z obawy przed pojawieniem się islamofobii, aby zaspokoić muzułmanów, rządy są gotowe zaakceptować powszechne rozpowszechnianie radykalnych praktyk w całym kraju: zasłonę w szkole i w pracy, obowiązkowo mięso halal we wszystkich stołówkach. Jeśli będzie tak dalej to umożliwienie komuś jedzenia w czasie ramadanu nie będzie już obrazą, ale bluźnierstwem i będzie karane jako podżeganie do nienawiści rasowej. Kara, która będzie miała zastosowanie do wszystkich, którzy są przeciwni islamowi. Chrześcijanie zachowają swoje prawa, ale będą musieli być dyskretni. Krok po kroku i dzwony kościołów zatrzymają się. Nie będzie, jak w powieści, zgłaszania się do islamu, po prostu mniejszość religijna narzuci jej zasady wszystkim. Niemniej jednak ta polityka ułaskawienia, praktykowana obecnie, zostanie wcześniej lub później zniesiona przez zjadliwą reakcję nacjonalistyczną.

Tu dochodzimy do sedna. De Moliner bardziej boi się obudzenia nacjonalizmu francuskiego niż przekształcenia jego Ojczyzny w Kalifat.

Francja miałaby więc stać się czymś na wzór Departamentu Majotta, terytorium zamorskiego Francji, gdzie posiłkowo stosuje się prawo szariatu ze względu na miejscową ludność.

Problem jest jednak w tym, że terytorium to liczy sobie 212.645 mieszkańców skupionych na  374 km kwadratowych powierzchni.

Muzułmanie stanowią ok. 95% całej ludności.

Zdaniem francuskiego nauczyciela i uznanego autora sf można również skorzystać z przykładu Algierii, gdy ta była jeszcze częścią Francji.

Hm, czyżby chodziło mu o nadanie tzw. Kodeksu tubylczego, co jego biali rodacy uczynili w Algierii w 1881 roku?

Jeśli tak, to w ramach „tubylczości” pozostanie nad Sekwaną liberalizm oraz rozdział Państwa od Kościoła.

Nowi Francuzi będą mieli szariat.

Przy czym trzeba pamiętać, że nie będą tolerowane ingerencje mogące naruszyć prawa ludności muzułmańskiej. A wiec żadnych spacerów samotnie i z odkrytą głową, drogie panie. Właściciele czworonogów również będą musieli zrozumieć, że pies to zwierzę nieczyste.

Puby będą zaś mogły oferować jedynie kebab.

Zamilkną kościelne dzwony, dźwięk których drażni wyjątkowo czułe uszy mahometan.

 .

.

Zdaniem de Molinera jest to jedyny sposób na uniknięcie wojny domowej.

Bowiem największą tragedią dla ludzkości są rządy prawicy. Dał temu zresztą wyraz w swojej pochodzącej z 1999 roku książce s-f (a raczej political fiction) „Rok przed Kościołem”, której akcja toczy się tuz przed objęciem władzy we Francji przez prawicę.

Chociaż de Moliner jest autorem sf jego pogląd, przedstawiony wyżej, podziela sporo Francuzów.

W 1939 roku nie chcieli umierać za Gdańsk. W 2017 nie będą umierali za Europę, chociaż jedyne, czego się od nich wymaga, to odrobina stanowczości i skorzystanie ze wzorców takiej np. Australii co do traktowania imigrantów.

Tak oto skończy się Francja, jaką jeszcze niedawno było nam oglądać.

I podziwiać.

W kolejce czekają Niemcy i inne kraje.

Z wyjątkiem Szwecji, bo tam żadnych Kodeksów tubylczych nie będzie.

19.11 2017

 

Tekst oryginalny znajdziecie tutaj: http://www.causeur.fr/partition-islam-charia-algerie-147743