Nieodżałowany Stanisław Grzesiuk wszystko to przewidział. W takiej np. balladzie „Bal na Gnojnej” zawarł głębokie i jakże aktualne przesłanie, które pozwoliłem sobie użyć jako tytuł dzisiejszego felietonu.

Co prawda nie chodzi o żaden bal, ale o to że jak jedzie rządowa ferajna – pardon – kolumna samochodów to uciekajta dobre ludzie, gdzie tylko się da. Parę tygodni temu rządowa kolumna z ministrem Macierewiczem gnała 130 na godzinę z Torunia do Warszawy, przez skrzyżowanie na czerwonym świetle i spowodowała kraksę, w której rozbiło się 8 samochodów. Minister się śpieszył na galę.

Teraz Pani Premier Beata śpieszyła się do domu i na skrzyżowaniu, na podwójnej ciągłej wzięła się za wyprzedzanie Seicento kierowanego przez młodego chłopaka. Młody, który o piosenkach Grzesiuka nie słyszał (bo pewnie słucha tylko rapu) nie zauważył drugiego auta, wziął się do skręcania i puknął lekko w limuzynę Pani Premier, która wylądowała na drzewie.

Pancerne Audi A8, którym podróżowała Premier waży ponad 3 tony, jest odporne na ostrzał z broni, atak chemiczny, nie boi się też wybuchu miny. Same kuloodporne szyby ważą ponad 300 kg. Mówiąc krótko pancerna limuzyna zakupiona w ub. roku (pewnie za jaki milion), to w gruncie rzeczy luksusowy czołg.

Tymczasem okazało się, że wystarczyło małe, trzydrzwiowe autko żeby ten luksusowy czołg rozwalił się na przydrożnym drzewie, a jego załoga – kierowca i Premier Rządu RP – trafiła do szpitala. W tym czasie 21 letni kierowca Seicento nie odniósł żadnej kontuzji, a i jego autko nie bardzo jest uszkodzone. Jak nic sprzedaż tego modelu Fiata niechybnie wzrośnie.

Tymczasem kolejny wypadek i to taki, w którym ranna została premier rządu wywołał zrozumiałe poruszenie. Opozycja żąda głowy ministra Błaszczaka, jako odpowiedzialnego za Biuro Ochrony Rządu, ale czy to Błaszczak jest szefem ferajny?

Sam minister tłumaczy, że wypadki zdarzają się wszędzie, za Komorowskiego pijany BOR-owiec rozwalił auto na polowaniu, a w ogóle BOR to służba komunistyczna jeszcze, trzeba ją oczyścić bo przecież i w katastrofie smoleńskiej też miała swoje winy.

Jak widać tłumaczenie polega na pokazywaniu poprzedniej ferajny, której obywatele też musieli z drogi ustępować, zwalaniu winy na nieprzeprowadzone zmiany w BOR-ze i na wzbudzaniu litości do rannej pani premier, która nie dość, że cierpi, to jeszcze jest atakowana przez internetowych hejterów.

Jednak jak już te hejty ucichną i BOR się zreformuje, to jednak pytania pozostaną. Czy wolno rządowymi limuzynami ostentacyjnie łamać przepisy drogowe, stwarzać zagrożenie, rozbijać auta i te kupione za pieniądze publiczne i osób prywatnych?

No przecież rządowe limuzyny są uprzywilejowane – odpowiadają minister Błaszczak i sympatycy PiS. Ale karetki pogotowia też są uprzywilejowane, a sygnały wolno im włączać tylko w określonych sytuacjach – w stanie wyższej konieczności. Nie wtedy kiedy ordynator chce odwiedzić szybko żonę czy kochankę.

Korzystanie ze statusu pojazdu uprzywilejowanego – w przypadku polityków rządu – także powinno być czymś wyjątkowym, jak korzystanie ze wszystkich przywilejów. Tymczasem wygląda na to, że stało się normą. Minister Macierewicz zagadał się w Toruniu, śpieszył się to heja, po sygnałach i przez czerwone światła –do Warszawy! Pani Premier śpieszy się do domu to buch na ciągłej, na skrzyżowaniu – do przodu!

No i okazuje się, że nie do przodu, ale do szpitala. I nie dość, że rany, to jeszcze trzeba się tłumaczyć! A z czego się tłumaczyć? Ano z arogancji i pychy, która ferajnę z PiS-u dotknęła równie szybko jak ferajnę PO. Jak się nagle dostało sejmową większość wydaje się, że wszystko wolno. Jak mówił pewien klasyk: „Kiedy obiecamy gruszki na wierzbie, to one tam wyrosną.”

Gruszki nie wyrosły, a „klasyk” przegrał wybory. Pycha kroczy bowiem tuż przed upadkiem.

Tak więc Pani Premier życzyć należy powrotu do zdrowia – również zdrowia duchowego, któremu arogancja władzy i pycha szkodzi bardziej niż przydrożne drzewo rządowej limuzynie.

Autor: Janusz Sanocki
Poseł na Sejm RP