Pan Frasyniuk porównuje obecną sytuację do sytuacji stanu wojennego. To potężne nadużycie. Mówi zdecydowanie i ostro. Można się nie zgadzać z kimś, ale warto pomyśleć o konsekwencjach, a w tym o tysiącach ludzi, wyprowadzonych na ulicę, którymi bardzo łatwo manipulować. Należy jednak mieć świadomość, iż taka manipulacja najczęściej wymyka się spod kontroli i obraca przeciwko manipulujących.

Posłuchałem całej wypowiedzi pana Frasyniuka dokładnie i jestem trochę przerażony. Kto jak kto, ale pan Frasyniuk zasłużył na miano legendy „Solidarności” i nie rozumiem, jak człowiek, który dużo zapłacił za walkę o suwerenność Polski, może w taki sposób „niszczyć” tych, którzy tą suwerenność chcą odbudować. W dodatku, nie na miejscu, tu w polskim Wrocławiu, sugerować wykorzystanie kanclerza Niemiec w oporze wobec legalnego rządu. Tak to odebrałem, lecz jeśli mylę się, mam taką nadzieję, to proszę powiedzieć wyraźnie, jak te odwołania należy rozumieć. Nie można dyskutować, jeśli nie chce słuchać argumentów, a słowa traktuje się jedynie jak dźwięki bez znaczenia.

Po wysłuchaniu pana Frasyniuka ośmielam się mieć do niego pytanie, chociaż wiem, że nie odpowie, albo skwituje mnie powszechnym epitem, stosowanym wobec ludzi z moją biografią: Gdzie był Pan i Pana koledzy, gdzie byliście przez ostatnie ćwierć wieku? Dlaczego pozwoliliście zamienić Wasze zwycięstwo na korporacyjną księgowość? Dlaczego patriotyzm zmieniliście w poprawnie polityczną bzdurę? Dlaczego entuzjazm ludzi wykorzystaliście do interesów, eliminujących tych ludzi nawet okruchów nie dostali, a logo, z którego jest Pan tak dumny, stało się tylko produktem reklamowym? Gdzie byliście, gdy sprzedawano fabryki za złotówkę?

Muszę tu zacytować, bo są przed tym wersem słowa, ilustrujące to wszystko: „How I wish You were here”. To też w europejskim języku. Zwracał się też Pan do młodzieży, by przeciwstawiła się, protestowała. Nie boi się Pan? To jest pierwsze pokolenie, które nie obawia się teczek, zbiorów, „szaf Kiszczaka”. Jest czyste i jeśli wyjdzie na ulicę, to nie tylko władza ucierpi, ale przede wszystkim ci, którzy o nim przez 25 lat nie chcieli pamiętać.