Dwa razy dwa jest pięć
Więc pomnóż to przez siedem
Gdyś nadal zły
Odejmij trzy
I dodaj jeszcze jeden;
Trzy razy trzy jest sześć,
Dwa możesz dodać też,
Odejmij sto
Lub pomnóż to,
W ogóle – rób co chcesz!
A. A. Milne: „Wierszyk cesarza”, refren

Czasami mamy czegoś naprawdę już dość i nie jesteśmy w stanie nic zrobić…  Nie używając dosadnych określeń – gdy po prostu szlag nas w bezsilności trafia, bo to coś, co nas wewnętrznie irytuje i przez dłuższy czas nie może się żadną miarą wydobyć inną drogą, przybiera w końcu formę piekielnej złości. Wystarczy iskra i wpadamy w furię. Eksplodujemy. Robimy wówczas różne rzeczy dziwne, których nie zrobilbyśmy nigdy ani przedtem ani potem. Żaden logicznie myślący człowiek nie zrobiłby ich nigdy. Ale tu nie o logikę chodzi a o naturę. Burze w przyrodzie to zjawisko powszechne. Erupcje wulkanów, trzęsienia ziemi, huragany. Kiedyś określano to złością Bogów, karą za grzechy. Ale w sztuce? No cóż, tutaj można mówić bardziej o burzy w szklance wody, choć przecież nie raz tworzyli artyści dzieła o tematyce burzliwej lub w efekcie burzę i furię wywołującej. Wielu z nich było furiatami, jak choćby słynny dyrygent nowojorskich filharmoników, Arturo Toscanini, ktory potrafił we wściekłości rzucać w muzyków na próbach kluczami i czym jeszcze popadło. Trafił – nie trafił, było bardzo emocjonująco, zaś koncerty zyskiwały na sensacyjności. Arturo Toscanini nie przebierał w środkach. Perfekcjonizm jego interpretacji muzycznych najwyższej klasy i wykonawczy geniusz włoskiego dyrygenta graniczyły z nieobliczalnym wręcz charakterem i furiackim temperamentem. Wszystko ma swoją cenę.

Ale nie on jeden w hstorii sztuki. Odgromnikiem stawały się płótna malarskie, papier albo szeregi dźwięków. Czasami, jak przypadku symfonii Beethovena – służąca, musząca znosić wściekłe ryki swego chlebodawcy pogrążonego nad coraz to bardziej irytującymi go wersjami tematów swoich największych arcydzieł. Powstawały w twórczych mękach… Zwłaszcza gdy przyniosła mu na złagodzenie złego humoru zbyt drogie wino. Mistrz był ubogi, ale jeśli miał szaleć, to tylko za kilka groszy. Tak to bywa artystom. Zaś „Święto wiosny” Strawińskiego odniosło skutek taki że paryska publiczność wpadła na premierze w amok i kompozytora po stokroć wyklęła. A mimo to dzisiaj jest to baletowe arcydzieło cenionym majstersztykiem orkiestrowym a Strawiński przeszedl do kanonu zacnych ikon kompozycji XX wieku.

Gorzej jeśli za rozpętywanie burz zabierali się ogarnięci szałem władcy tego świata, zwani dzisiaj potulnie politykami. Gdy namiętności, stare jak świat, brały górę i zaćmiewały jasność myśli tym, którzy mogli wydać decyzję o konsekwencjach nieobliczalnych. Wówczas nie tylko rzucano do kosza kartkami z trefnym rymem i czym popadło w muzyków orkiestrowych, przebijano płótna i darto na strzępy nieudane muzyczne tematy. W ruch szły wszelkie rodzaje broni i pojazdów, ludzkie zastępy pędzono przez mapę świata by zderzyć je z innymi, poświęcając je w imię szaleństwa i obłędnej ułudy, chcąc za wszelką cenę dowieść los świata może niczym pędzel w ręku wariata lub batuta dyrygenta spoczywać w jednej szalonej dłoni. Przykładów nie brak, nawet dosłownych. Furia, opętująca umysły maluczkich, którym władza wpadła w ręce, czyniła pożogę i siała wówczas przerażenie. Furia bez kontroli staje się naprawdę groźna.

W sztuce bywa jednak bardzo kreatywna. Otrzymawszy kilka lat temu do rąk utwór na fortepian jednego z najciekawszych współczesnych polskich kompozytorów, którym jest kielecki artysta Paweł Łukowiec, utwór o tytule który w moich oczach wzniecił ogień ciekawości, pomyślałem że jest to naprawdę niezwykły temat do przedstawienia. Furia ucieleśniona w muzycznej materii, wzbieranie złości i szaleństwa, wyładowania.  Ale także te chwile ciszy gdy jak w oku cyklonu nagle następuje zupełna martwota. Jak cisza przed burzą. To był temat na muzyczne szaleństwo. I wszystko w nowoczesnym, awangardowym ujęciu wykonawczego warsztatu, z całą paletą środków dostępnych dzisiaj pianiście.

Złość piękności szkodzi. Ale sztuce jednak pomaga! Posłuchajmy:

Paweł Łukowiec: „FURIOSO” na fortepian