Marks niczym Platon wymyślił idealne państwo. Różni ich jednak to, że Grek opisał dokładnie wszystkie warstwy społeczne, łącznie z kierowniczymi swojego modelu.

I pewnie dlatego uchodzi za twórcę idei państwa totalitarnego.

Marks natomiast na całe lata stał się symbolem walki o wolność społeczną, wyzwolenie klasowe itp., itd. No po prostu ateistyczny Prorok, pragnący z Ziemi uczynić Niebo.

Popatrzmy więc na jego postulaty. A raczej na jeden, świadczący o tym, czym naprawdę ma być marksistowskie państwo.

Zdaniem Marksa należy utworzyć „armię pracy”. W przemyśle i w rolnictwie.

Cóż, sporo z Was wojsko zna już jedynie z defilad. To nie te czasy, gdy praktycznie co trzeci, a czasem nawet co piąty mężczyzna nie służył w wojsku.

A więc dla tych, którzy znają armię jedynie odświętnie wyjaśniam.

Siły zbrojne dla swojego funkcjonowania prócz żołnierzy potrzebują także generała. Ale sam generał to za mało. Potrzebni są jeszcze pułkownicy, majorzy, kapitanowie, porucznicy… Ba, jest miejsce dla chorążego, sierżanta i kaprala.

Wszystko po to, by żołnierz, tak pięknie kroczący na defiladzie, miał papu, w co się ubrać, i wiedział, co ze sobą zrobić. I umiał np. iść podczas defilady.

Jeśli więc Marks pisze o „armii pracy” należy zapytać – a kto będzie dowodził? Kim będą ludzie tworzący Sztab Generalny? Sztaby dywizji, pułków? Kim będą dowódcy kompanii czy też dowódcy plutonów?

Państwo wg Marksa na użytek ogłupiałego agitacją ludu ma tylko jedno oblicze.

Kiedy jednak spojrzeć z dystansu (najlepiej wykorzystując własne doświadczenia z PRL) widać, że nad tym wolnym proletariuszem musi istnieć spora czapa. Nie tylko zarządzająca, ale przede wszystkim pilnująca, by tenże żołnierz armii przemysłowej funkcjonował jak się należy i był tylko trybkiem w maszynie. Funkcjonującym tak, by się maszyneria nie zacinała.

I nie jak u Wellsa, który ludzi przyszłości podzielił na Elojów i Morloków. Ci pierwsi, teoretycznie żyjący w beztroskim świecie mieli być tylko pożywieniem dla potomków proletariuszy.

Nowy wspaniały świat przypominać będzie raczej wizję przedstawioną w filmie Elizjum. Warstwa rządząca będzie opływała we wszelkie zbytki, natomiast prole będą w pocie, brudzie i chorobach pracować na ich dobre życie.

To właśnie jest druga, ukryta strona marksistowskiego modelu świata.

U Marska równość istnieje tylko w nędzy. Ci, którzy utworzą nową arystokrację, której istnienie tak naprawdę ukrywane jest przed prolami, utworzą kastę, do której wstęp dla ludzi z nizin będzie zabroniony.

I nie na podstawie aktów prawnych, ale faktycznie.

Jak bowiem jest z przepisami wiemy doskonale. Otóż najbardziej demokratyczna przed wojną była tzw. stalinowska konstytucja. ZSRS był natomiast państwem skrajnego terroru, przy którym III Rzesza była krainą wolności.

Egzekutywa bowiem miała w d… prawo. Ta „wdupność” nie była jednak samowolna, ale wynikała z nakazów władzy wierzchniej.

No dobrze, ktoś powie. Wyjeżdżasz facet z Marksem jak jakiś dinozaur polityczny, dla którego Józef Stalin czy też Bolesław Bierut to znajomi z dzieciństwa. 😉

Powiem szczerze – nic bardziej by mnie nie ucieszyło, gdyby to była prawda.

Ale upadek stalinowskiej drogi do socjalizmu wcale nie oznacza, że kierunek przestał obowiązywać.

Wręcz przeciwnie. W tej chwili, gdy chodzi o kraje starej Unii, idee socjalizmu są tam o wiele bardziej akceptowane, niż były w Polsce za Gomułki czy nawet za Gierka. Nie tylko idee. We Francji udała się np. walka z Kościołem katolickim, i to na skalę większą, niż w ZSRS.

„Idee Lenina” wprowadzono, tylko innymi metodami.

Pisał przed wojną włoski komunista Gramscii:

Ruch rewolucyjny nie może się ograniczać wyłącznie do obalenia państwa, musi odnieść zwycięstwo także, a może przede wszystkim, w dziedzinie wartości, łamiąc intelektualną i kulturalną dominację klasy rządzącej. Ruch rewolucyjny musi stworzyć kontr hegemonię, co oznacza ustanowienie ruchu socjalistycznego z jego własnymi instytucjami.
W odróżnieniu od „wojny manewrowej” (która udała się w Rosji ze względu na słabość caratu), w sytuacji, gdy klasa rządząca w pełni panuje nad społeczeństwem, powinna być prowadzona „wojna pozycyjna”, wojna o społeczeństwo.

Ta wojna prowadzona konsekwentnie zaowocowała lewicowością europejskich uczelni bez względu na kraj, gdzie są położone. To właśnie konsekwentnie realizowana idea Gramsci’ego stoi za przyznaniem tytułów naukowych i, co za tym idzie, dopuszczenie do kontaktów z młodzieżą niegdysiejszych zbrodniarzy komunistycznych (vide: Baumann). Tak samo ideologia gender, lgbt+ które zamiast swobody dysputy akademickiej korzystają z ochrony cenzorskiej (brak miejsca w dyskusji dla tych, którzy chcieliby ww. potraktować krytycznie).

Ale opór, widoczny w postawie społeczeństw (Marine Le Pen przechodząc do drugiej rundy francuskich wyborów pokazała, że we Francji są jeszcze Francuzi, chociaż niewielu. Podobnie w Niemczach AfD itp.) wymaga czegoś więcej. Przykład Związku Sowieckiego i reszty „obozu demokratycznego” uwidocznił, że nawet w warunkach wszechwładnej bezpieki i cenzury prewencyjnej powstaje drugi, a czasem jeszcze i trzeci obieg informacji.

Oddziaływanie kijem i pałką rodzi opór.

Gramsci sugeruje rozwiązanie o wiele subtelniejsze.

Mur, odgradzający ludzi od innych nie może być wzniesiony z cegły czy z betonu. Bo taki mur prowokuje, żeby przynajmniej próbować go podkopać.

Prowadzone od końca XIX wieku doświadczenie socjologiczne* wskazuje, że najtrwalszym murem jest ten wzniesiony w umysłach ludzi.

Mówienie ludziom zza Odry o wierze, mówienie o tym, że trwa wojna cywilizacyjna w najlepszym przypadku budzi wesołość. Oczywiście można trafić na osobę, która zrozumie, o co chodzi. Lecz ciągle jest to zbyt mała grupa, by mogła realnie wpłynąć na podział polityczny w Parlamencie. Najczęściej spotka nas skrywana pogarda dla „nazisty” nie mającego pojęcia o multikulturopoprawnej społeczności UE. No i antysemity, homo- czy islamofoba.

Z takim ciemnogrodem „europejczyk” nie dyskutuje. Bo to potomkowie ideologiczni Hitlera są.

To jest pierwsze zwycięstwo współczesnych marksistów. Drugim jest wzbudzenie idei pacyfizmu za wszelką cenę.

.

Ale Soros (i wielu jego kolesi) śpieszą się. Mają swoje lata, a marzenia o nowym wspaniałym świecie z wiekiem są coraz mocniejsze.

Myślę, iż spokojnie można zaryzykować twierdzenie, że dzisiejszy najazd emigrantów ma rozwalić „kapitalistyczną” Europę tak samo, jak w latach 1930-tych miał to uczynić lodołamacz Stalina kanclerz Niemiec Adolf Hitler.

Przecież widzimy wyraźnie, że zamiast umocnienia Europa robi, co może, by tylko bardziej się osłabić.

Macron jawnie nawołuje do opuszczenia NATO, a przynajmniej do wywalenia USA z Europy. Merkel, Anhella Merkel, jest odpowiedzialna za masowy najazd. Jednocześnie Putin mówi o zagrożeniu Rosji i zbroi się na potęgę.

Zupełnie jak Stalin w dekadzie lat 1930-tych. Wtedy pod pozorem rosnącego zagrożenia ze strony „imperialistów” szykowano najazd na Europę.

UE pozbawiła się armii. Szczątkowe oddziały w razie wybuchu zamieszek będą w stanie obronić jedynie pałac prezydencki i parlament (Francja). Na resztę kraju nie starczy sił. Podobnie w Niemczech. Włosi i Hiszpanie będą musieli się dostosować. A kiedy zamieszki wyrwą się spod kontroli – zagrożone narody zgodnie zakrzykną: Putin, ratuj. I uratuje. Mają na tyle sprzętu, że obstawią wszystkie skrzyżowania w Niemczech czy we Francji. I ani się spostrzeżemy, jak wywalczone przez lata nasze wolności… pójdą na drzewo. 

Stan wyjątkowy będzie tym samym, czym był dla wielu… stan wojenny w Polsce. Otóż przyniesie ulgę. Od obawy o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Ba, najścia policji i wojska na poszczególne mieszkania w okolicy będą witane z radością. Jeden terrorysta mniej, zatem o jeden procent jestem bezpieczniejszy.

Podsłuchy telefoniczne? Ależ oczywiście. Przecież w ten sposób terroryści ustalali swoje kolejne cele.

Nad tym wszystkim wznosić będzie się niezauważalna dla mas nowa rasa panów.

Zapomniany w świadomości społecznej hr. Richard Coudenhove-Kalergi uznawany jest za jednego z Ojców dzisiejszej Unii Europejskiej.

Jego ojciec Heinrich von Coudenhove-Kalergi (z koneksjami z bizantyjską rodziną Kallergis, a więc również z ukochaną Cypriana Kamila Norwida) był austriackim dyplomatą, matka Japonką – Mitsu Aoyama.

Kontakty ojca umożliwiły Richardowi zwrócić uwagę najważniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym polityków na swoje idee.

I bankowców.

Jego „nowy wspaniały świat” miał się nazywać Stanami Zjednoczonymi Europy.

Pisał:

Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].”

By osiągnąć ten stan nie trzeba zbyt wiele wysiłku.

Wg Richarda Coudenhove-Kalergi:

Wszystko co ludzie wszędzie mają zrobić, to ograniczać wskaźnik urodzeń i promować małżeństwa mieszane (między różnymi rasami), to ma na celu stworzenie jednej rasy na świecie, która będzie kierowana przez władzę centralną”.

Jeśli znowu ktoś pomyśli, że dla potrzeb niniejszego opracowania wyciągnąłem jakiegoś oszołoma sprzed dekad niech zastanowi się nad uznawaniem jego roli przez wiodące w Europie kraje.

Richard Coudenhove-Kalergi był pierwszym laureatem europejskiej nagrody im. Karola Wielkiego – w 1950 r. Laureatami tej nagrody są także Donald Tusk, Bronisław Geremek, Jean-Claude Juncker, Angela Merkel, Martin Schulz i Emanuel Macron. Oraz wiele innych osób wnoszących trwały wkład w budowę „nowej Europy”.

Poza tym Richard Coudenhove-Kalergi został odznaczony:

·  1954 – Krzyżem Oficerskim Orderu Legii Honorowej (Francja)

·  1962 – Wielką Srebrną Odznaką Honorową na Wstędze za Zasługi (Austria)

·  1966 – Wielką Wstęgą Orderu Świętego Skarbu (Japonia)

·  1970 – Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi (Włochy)

·  1972 – Wielkim Krzyżem Zasługi z Gwiazdą Orderu Zasługi (Niemcy).

Do słów Kalergiego nawiązał nie tak dawno Franz Timmermans (2016):

„Nigdy więcej jednokulturowych społeczeństw, naszym celem jest wymieszanie!”

Przedstawiona wyżej teoria spiskowa zakłada istnienie jakiegoś wyższego ośrodka decyzyjnego. Ośrodka odpowiedzialnego za rewolucję 1917 r. a następnie próbę przechwycenia Europy w 1941 r. Nieudaną, albowiem Adolf Hitler w ostatniej chwili dojrzał rolę, jaką miał grać w przejęciu Europy, a potem Świata.

Ośrodka, który niezrażony fiaskiem dotychczasowych prób nadal usiłuje uczynić z Europy marksistowski folwark.

Folwark, w którym tyrać będzie armia pracowników, dowodzona przez duchową szlachtę Europy wg Kalergisa.

Jeśli jednak uznamy, że teoria spiskowa nadaje się do kosza pozostanie nam wiara w ludzką głupotę, powodującą, że co rusz wracamy do tego samego rozwiązania.

Głupota jednak nie tłumaczy najważniejszego pytania – kto finansuje wszelkiej maści socjalistów i neokomunistów po upadku Związku Sowieckiego?

A poza tym przed laty ktoś mądrze powiedział – spiskowe teorie funkcjonowania świata zbyt często przekształcają się w spiskową praktykę funkcjonowania świata.

26.11 2019

____________________________________

* Badacze Pisma Świętego, potem znani jako Świadkowie Jehowy