Do jasnej cholery! Ten facet mówi idealnie to, co powiedziałby dobrze wyszkolony aparatczik po kursach w Moskwie. Zaufanie do Polski? WSI je budowało? Widziałem ich w działaniu, gdy werbowali kogo się dało, lecz nie cudzoziemców, ale Polaków. Zajmowali się jedynie budową własnego imperium, które służyło tylko im, bo dla nich kraj za sztabami i biurem nie istniał.

Świadectwo gen. Marka Dukaczewskiego

Nie będę mówił nawet o latach osiemdziesiątych, bo po co. Przecież ci „patrioci w mundurkach” nienawidzili komuny, a każdy z nich zamykał się w kiblu i konspirował sam z sobą, a jak spuszczał wodę, to dawał upust cichutko, by SB nie podsłuchało swojej nienawiści do Premierała i jego kumpla. Kumpel zresztą ściągnął ich do MSW, by powstrzymali „ubecję” przed wprowadzeniem stanu wojennego, ale nie udało im się, więc knuli z sojusznikami, jak tu, qrwa, przemalować fasadki, co, zresztą, im się udało.

Wzięli śluby kościelne ze starymi żonami, zatrudnili kapelanów i poooszło. Jedno, co opanowali genialnie, to trzaskanie obcasami, załatwianie „drobnych” uprzejmości wielkim i kłanianie się w pas, obskakiwanie i płaszczenie się przed każdym Bolkiem, Lolkiem oraz tym, kto aktualnie taką funkcję sprawował. I nikt nie zauważył, jak opanowali, niczym wirus najważniejsze instytucje i dziedziny państwa. Orwellowska kamaryla, qrwa jego mać.

„To żaden wstyd. Jestem przekonany, że ludzie szkoleni w służbach wojskowych byli profesjonalistami. Ludzie służb, którzy zachowali pewną ciągłość między PRL a III RP, pracowali zawsze w interesie kraju i byli do tego odpowiednio przygotowani.”

Ciekawy cytat. Może byli przygotowani. Tylko przez kogo i na co?

Na pewno jednak zostali „spaleni”, więc ich działania nie mogły być skuteczne, o czym taki „as operacyjny” winien wiedzieć. Winien też wiedzieć, że jeśli byłbym oficerem GRU i miał dotarcie do szefostwa wrogich mi służb, to natychmiast dałbym się im zwerbować, bo to byłby najlepszy sposób łącznikowania agentury. To nie jest żadna sugestia. To powinien wziąć pod uwagę każdy, kto mieni się „fachurą od szpiegowania”.

Następny cytat:

„Zburzono tymi działaniami zaufanie sojuszników do Polski. Panowie odegrali ogromną rolę w niegodziwościach, jakie miały miejsce przy likwidacji WSI. Z kolei sam raport został zmiażdżony przez prokuraturę. Sam Antoni Macierewicz wprowadził Polaków i władze kraju w błąd, gdy w 2007 r. podczas konferencji zapewniał, że na każde słowo raportu są dowody nie do podważenia”.

Pękam ze śmiechu. NATO tak się na nas obraziło za rozwiązanie WSI, że prawie nas wyrzuciło ze swego grona! I jakie straszne niegodziwości spotkały te instytucję! Prawie takie, jakie FBI uczyniło kartelom narkotykowym. Niestety, prawie. Prokuratura „zmiażdżyła” raport. Straszne. Nie zauważyłem w jaki sposób, lecz wiem, że owo „zmiażdżenie” odbyło się już w innym układzie politycznym, który wyeliminował i zneutralizował wszystkich „wrogów” WSI. Także fizycznie.

I już ostatni cytacik:

„To, co dzisiaj obserwujemy, to kolejny spadek pozycji Polski na arenie międzynarodowej, a to powoduje satysfakcję nie w Waszyngtonie czy Londynie, a właśnie na Kremlu. Komu i czemu służą takie publikacje? Atmosferę w kraju podgrzewa się i każdy dostrzega, że nie wyciągamy lekcji z błędów popełnionych już w przeszłości”.

No, nie! Nie wiem dlaczego, ego każdego z tych „asów” jest wielkości galaktyki z „Gwiezdnych Wojen”, albo i większe. Mamy z tego rozumiec, że autor tych słów ma o wiele większy wpływ na sytuację Polski w świecie, niż rząd naszego kraju. Przecież Amerykanie i Anglicy obrażą się na nas i będą straaaasznie oburzeni publikacją akt, jakiegoś emerytowanego „gienierała” i to w dodatku pochodzącego z poprzedniej epoki. Oburzenie to każe im zweryfikować własną politykę obronną. Taka to ważna postać.

Gdyby autor cytowanych słów (TUTAJ) czytał cokolwiek innego, niż wzmianki o sobie, na przykład kilka książek o CIA i MI6 (są dostępne po polsku), to dopiero zobaczyłby jakie dokumenty tam opublikowano i nadal są to jedne z najpotężniejszych organizacji oraz krajów na świecie. Nie łudźmy się, USA takie publikacje potraktuje, jako ciekawostkę, o ile CIA je w ogóle zauważy. Podobnie potraktowano rozwiązanie WSI. Nic to nie zmieniło, bo każdy kto rzeczywiście pracował, a nie kłaniał się w pas wie, że dla nich liczy się wynik i operacja, a nie nazwa. Oni są pragmatyczni, aż do przesady.

Aha! Pisałem jedynie o tancerzach i „gienierałach”, a nie o wielu normalnych pracownikach, których ci pierwsi zniszczyli, tak, jak niszczyli wszystkich, mogących im zagrozić.