Gliwice słyną nie tylko z najdłużej urzędującego w Polsce prezydenta miasta (od 1993 r.). Tu również od blisko 20 lat miejscowy gangster jest pod ochroną tych, którzy powinni chronić przed nim społeczeństwo.

Kolejna osoba, która odważyła się podnieść rękę na człowieka bez skazy, prawzorzec cnót prawniczo-lichwiarskich , Grzegorza Kaziewicza vel Spaślaka, 9 listopada 2016 roku została skazana przez miejscowy sąd. Pani sędzia Katarzyna Góralczyk (rocznik 1982) prócz wymierzenia kary 6 miesięcy pozbawienia wolności (zawieszonej co prawda na dwa lata) o zwyczajowej w takim przypadku grzywny (600 zł) orzekła, że oskarżony będzie musiał po uprawomocnieniu wyroku napisać do Grzegorza Kaziewicza list hołdowniczy o treści:

Wyrażam swój żal i przepraszam, ze fałszywie oskarżyłem Pana o podrobienie weksla i doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na szkodę Mirosława Ewiaka”.

Ludzka sędzia, prawda?

Wszak mogła nakazać opublikowanie tego „listu” w jakiejś gazecie wyborczej lub innym drogim periodyku.

Syna i spadkobiercę uznanego za zmarłego człowieka, którego medialnie i procesowo uczyniono jedynym gangsterem w nieistniejącej już spółce cywilnej CARBOTECH POLAND w Gliwicach został uznany za winnego.

Tak samo jak ojciec, który na dodatek wg mitów rozpowszechnianych swego czasu przez czołowych śląskich dziennikarzy, w neseserze wywiózł 10 mln dolarów amerykańskich (USD)., choć dla tej ilości gotówki typowa szafa gdańska byłaby za mała.

Zdaniem oskarżenia (prok. Katarzyna Preidl,) Michał Ewiak złamał prawo aż dwukrotnie. Złożył nie tylko fałszywe zeznania, ale również fałszywie oskarżył nieskazitelnego w Gliwicach Grzegorza Kaziewicza (w Opolu tymczasem sprawa dotycząca fałszywego weksla, i to na prawie milion złotych, zawisła przed sądem) nie tylko o posłużenie się fałszywym wekslem, ale generalnie o działanie na szkodę jego ojca.

Bo przecież wnikliwe śledztwo dowiodło ponad wszelką wątpliwość, że nie było żadnego weksla.

Niestety, na tym wnikliwość gliwickich śledczych się skończyła.

A szkoda, bo zamiast weksla podstawą wydania nakazu zapłaty na ponad pół miliona złotych była… nieistniejąca umowa!

Umowa oparta na wekslu wystawionym ot, tak sobie.

Beż żadnej ku temu przyczyny.

Zarzut działania na szkodę interesów majątkowych Mirosława Ewiaka (a na pewno wierzycieli jego ojca) powinien być postawiony.

Niestety, to nie pierwszy przypadek, gdy zarzut wobec Kaziewicza znika, a jego ofiara zasiada na ławie oskarżonych.

Przypomnijmy fakty.

Broker Finansowy CARBOTECH-POLAND sp. cywilna Józef Gąsior Mirosław Ewiak pod koniec lat 1990-tych oferowała wierzytelności wobec największych polskich firm w ilościach, jakich próżno było szukać u innych zajmujących się tego typu działalnością.

Poza dość mocną poszlaką, jaką było prowadzenie wszelkich spraw Ewiaka i Gąsiora, a potem Gąsiora i Kaziewicza przez Skibę i Wojciechowskiego aż do ich śmierci, o powiązaniu z „mafią paliwową” świadczy działalność gospodarcza BBF CARBOTECH – POLAND s.c.
Przede wszystkim oferowano weksle, w tym PKP. Dzisiaj wiemy, że pochodziły one z jednej z większych afer III RP (tzw. weksle Janika).
Zarzuty, które Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła prezesowi PKP w latach 1996-1999, dotyczą przestępstwa spowodowania znacznych szkód w majątku PKP oraz nadużycia uprawnień i ukrywania dokumentów. Prokuratura podejrzewa, że na transakcjach byłego prezesa PKP straciło ponad 355 milionów złotych i ponad 4 i pół milionów dolarów. Według prokuratury związane to było z umowami zawieranymi przez byłą dyrekcję PKP z innymi podmiotami gospodarczymi. Grozi mu do 5 lat więzienia.
http://www.opoka.org.pl/pda/iar.php?id=2819&action=show

Nie tylko to.

Okazuje się, że istniał kontakt pomiędzy CARBOTECH-em a Sławomirem Rawskim z Warszawy.
http://3obieg.pl/luki-czy-furtki-w-prawie

Otóż Krzysztof K. z Opola, który w imieniu Rawskiego oferował nieistniejące wierzytelności Skarbu Państwa wobec POFAMU do tego stopnia był zaprzyjaźniony z oboma wspólnikami, że nawet razem kupili sobie domki letniskowe w podkluczborskich lasach!

Wreszcie w ścisłym kręgu kontrahentów gliwickiego „brokera” znajdowały się firmy handlujące paliwami. Właściciel jednej z nich trafił na kilka lat do więzienia w związku ze swoją działalnością (Ecomex z Raciborza).

Czy zatem Biuro Brokera Finansowego CARBOTECH-POLAND s.c. było utworzone po to tylko, ażeby w możliwie jak najkrótszym czasie ściągnąć z rynku jak najwięcej pieniędzy?
I było niczym innym, jak nie tyle macką, ale pojedynczą ssawką oplatającej kraj ośmiornicy? http://3obieg.pl/carbotech-poland-ucieczka-przed-komornikiem-cz-iii

CARBOTECH tylko pod koniec lat 1990-tych ściągnął z banków ok. 20 mln złotych.

W żaden jednak sposób nie można odnaleźć tych pieniędzy. Gdyby nawet założyć, że wyłudzone z banków środki inwestowano następnie w kapotał zakładowy SiLESIA sp. z o.o. to pokrycie znalazłoby raptem kilka promili wyłudzonych sum.

Również poziom życia „wspólników” nie mógł być powodem braku pieniędzy.

Czy dlatego utworzono fikcję Mirosława Ewiaka wylatującego z Polski z trzydrzwiową szafą pełną gotówki, nazwaną dla niepoznaki neseserem?

Skupmy się na ostatnim miesiącu życia Mirosława Ewiaka.

Jest już jasne, że CARBOTECH tonie.

9 czerwca 2000 r., a więc znowu tuż przed wyjazdem w ostatnią podróż przez Mirosława Ewiaka, została zawarta umowa o restrukturyzację spłaty zadłużenia powstałego z tego właśnie tytułu.
Ewiak i Gąsior do spłacenia mieli, bagatela, „tylko” 516.671,34 zł!
Kto stał, po stronie banku, za tą transakcją?
Jaskółki, które przesiadują za oknami niejednej firmy i niejednego mieszkania mówią, że ta sama osoba, która praktycznie w tym samym czasie uruchamiała kredyty dla mafii paliwowej, reprezentowanej również przez mieszkańca Gliwic, Wiesława S., a po wyjściu z więzienia udzielała porad na jednym z finansowych forów (opłacanych, rzecz jasna, przez tego samego Wiesława), czerpiąc z tego tytułu pokaźne tantiemy. (…)
To jednak nie jedyne wyłudzenie, przybierające pozór „dyskonta weksli”. Kolejny poszkodowany bank to BPH w Mysłowicach. Dnia 13 marca 2001 roku Sąd Okręgowy w Katowicach nadał nakazowi zapłaty z dnia 19 stycznia 2001 r. (sgn XIV Ng 1173/00/14) klauzulę wykonalności. Tym razem kwota uzyskana z „dyskonta” weksli wynosiła 2.103.360,- zł!
Ponad dwa miliony złotych!!
(…)
14 lutego 2000 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, XIV Wydział Gospodarczy, orzekł, że pozwani Józef Gąsior i Mirosław Ewiak powinni solidarnie uiścić na rzecz Polskich Kolei Państwowych kwotę 724.736,06 zł (sgn XIV GC 2059/99/4).

http://3obieg.pl/sedzia-wojciech-glowacki-ochranial-gliwickiego-lichwiarza-2

Do powyższych kwot należy dołożyć 3.450.000,- zł, jakie zostały wyłudzone z rybnickiego oddziału PKO SA jeszcze w 2000 roku.
Faktycznie, powód do usunięcia majątku sprzed oczu wierzycieli był nader istotny i wynosił co najmniej 6.794.767,40 zł. http://3obieg.pl/walka-o-kase

Dzisiaj wiemy, że kwota wyłudzeń była o wiele większa.

Mimo tego Ewiak wyjeżdża w ostatnią podróż życia. Oczywiście bez żony, gdyż stać go na „nowy model”.

I młodszy.

„Stara”, czterdziestoletnia małżonka musi zadowolić się mieszkaniem w bloku. Nic nadzwyczajnego. Niespełna 64 m kw. Wyposażone standardowo.

A teraz lipiec.

7 lipca 2000 roku Sąd Rejonowy Wrocław Fabryczna wydaje nakaz zapłaty (sgn IV Ng 4292/00) przeciwko Józefowi GąsiorowiMirosławowi Ewiak, wspólnikom spółki cywilnej CARBOTECH w Gliwicach (jej następcą prawnym jest widniejąca tylko w sądowych rejestrach spółka jawna Multibest – Józef Gąsior wraz z małżonką). Mirosław Ewiak w chwili wydania nakazu przebywał na Mauritiusie, gdzie zaginął. W kraju pozostał Józef Gąsior, ale, mimo doręczenia nakazu, nie złożył żadnego sprzeciwu.
Po kilki miesiącach dwaj radcowie prawni z Wrocławia, Skiba i Wojciechowski, którzy byli powodami w powyższej sprawie, scedowali wyrok na nikomu jeszcze nieznanego referenta Grzegorza Kaziewicza.
Ten wszczął postępowanie egzekucyjne, w wyniku którego stał się posiadaczem wszystkich udziałów Ewiaka, a także jego mieszkania w Zabrzu (70 m kw., ul. Janika).
Mimo posiadania tytułu także na Józefa Gąsiora, Kaziewicz nie rusza go. Co więcej, Józef Gąsior raz dwa sprzedaje swoje udziały (liczbowo równe należącym do Ewiaka) żonie Kaziewicza, Annie.

Po latach, gdy rodzinny układ zaczął się sypać, Józef Gąsior pozwał Annę do sądu.
W złożonym pozwie domagał się uznania za pozorną umowy kupna – sprzedaży udziałów zawartą 26 lipca 2000 roku dlatego, że była ona zawarta w celu… zrobienia w przysłowiowe bambuko jego wierzycieli!

Dokładnie pisał tak:

W momencie składania oświadczeń na umowie, wola stron nakierowana była na upozorowanie sprzedaży udziałów w celu uniemożliwienia wykonania czynności egzekucyjnych. Zarówno pozwana, jak i ja, działaliśmy w celu wprowadzenia w błąd i przedstawienia umowy zawierającej skwitowanie zapłaty i datę pewną potwierdzoną przez urząd skarbowy. Wszystkie te działania miały na celu upozorowanie przed innymi osobami sprzedaży udziałów w celu niedopuszczenia do ich wyegzekwowania należności na rzecz moich wierzycieli. W wyniku nieformalnego, tajnego porozumienia pozwana mała przepisać zwrotnie na mnie udziały objęte umową pozorną. Pozwana jednak chce mnie oszukać i zatrzymać udziały.

Anna Kaziewicz stanowczo odrzuciła te zarzuty. Jako że Gąsior nie przedstawił żadnych dowodów poza swoim oświadczeniem, sąd pozew oddalił. http://3obieg.pl/jozef-gasior-pozywa

Jaskółki jednak mówią, że była to najprawdziwsza prawda. Bo niby skąd Anna Kaziewicz miała mieć wtedy pieniądze?

Wobec nieobecnego Ewiaka zastosowano inną procedurę. Jednak również skutkującą wyjęciem majątku spod egzekucji na rzecz realnych wierzycieli!

c.d.n.

 

19.01 2017