29 Sierpnia 2022 roku pod Chersoniem ruszyła ukraińska kontrofensywa przykuwająca maksymalną uwagę ekspertów i media do tego odcinku frontu rosyjsko-ukraińskiej wojny. Toczą się gorące dyskusję o to kto w tej bitwie prowadzi, kto zdobywa kolejne punkty, a kto traci i jakie obie strony mają szanse na zwycięstwo. W tym samym czasie na tle tych walk i gorących dyskusji, strony przygotowują się do innego starcia w innej płaszczyźnie. Mowa tutaj o bitwie o europejską zimę 2022-2023. W tym starciu surowce energetyczne i dyplomatyczne manipulacje będą główną bronią i mimo że bezpośrednio w niej nikt raczej nie zginie, to wynik tego starcia będzie miał o wiele większe znaczenie dla całości tej wojny, niż nawet potencjalne odbicie przez SZU Chersonia. Rosja bardzo dobrze rozumie znaczenie tego starcia i z tego właśnie powodu stawki podnosi maksymalnie wysoko wyciągając z rękawów wszystkie asy które jej zostały. Spróbujmy więc zrozumieć w co gra Kreml, jakie stawia cele i jakie ma szanse na sukces.
1. Rosyjski poker face
„Sankcję nie działają. Ich efekt jest znikomy. Sankcje o wiele bardziej uderzają w kraje które je wprowadziły niż w rosję. Rosyjska gospodarka jest o wiele bardziej odporna niż sądziliśmy”. Przeliczyłem tutaj narracje które co jakiś czas słyszę w debacie publicznej i w media w ostatnie tygodnie na zachodzie. I to są dokładnie te narracje, które z wielkim trudem rosja tworzy od początku wojny rzucając olbrzymie zasoby na udawanie, że sytuacja ma się jak najlepiej. Wyjaśnię co mam na myśli. To jest sytuacja dokładnie jak w stereotypowym hollywoodzkim kinie o grze w poker. Pewien stary oszust nie mając dobrych kart stawkę podnosi maksymalnie robiąc taką minę i tak się zachowując żeby pozostali nie wytrzymali napięcia i spasowali. A może mu nawet się uda odwrócić uwagę pozostałych graczy i wyciągnąć asa tak żeby nikt nie zauważył?
Zrozumieć co konkretnie się dzieje w rosyjskiej gospodarce nie jest łatwo. Narracje o odporności rosyjskiej gospodarki na sankcję są powtarzane na zachodzie zazwyczaj przez te osoby które zajmują się w tej czy innej formie lobbingiem „powrotu do normalności” w stosunkach z rosją. I opierają się oni na oficjalnych danych które podaje sama rosja i dane międzynarodowych organizacji które również swoje wnioski budują w dużej mierze na danych rosyjskich. Z tym że w samej rosji statystyczne dane dotyczące stanu gospodarki, handlu, przychodów i wydatków budżetowych zwyczajnie zostały utajnione. To daje Kremlowi wielką przestrzeń do manipulowania liczbami tak, żeby w najbliższym czasie rosyjska gospodarka wyglądała jak najlepiej. Te dane stają się bronią w bitwie z zachodem.
Natomiast jeżeli zwrócimy uwagę na publikacje i wywiady znanych rosyjskich naukowców ekonomistów, którzy wyjechali z kraju i pracują na zachodzie, takich jak Oleg Itshoki czy Sergij Gurijew, to oni wskazują na jawne manipulacje które pozwalają rosji na krótką metę utrzymywać obraz mocnej gospodarki. Odejście olbrzymiej ilości firm zachodnich i sankcje technologiczne miały spowodować olbrzymi wzrost bezrobocia. Bo fabryki bez podzespołów wstrzymują produkcję, a siedziby wielkich firm są zamykane. Ale tego procesu nie widzimy. Dlaczego? Dlatego że rosyjski rząd zwyczajnie spala rezerwy dotując utrzymanie zatrudnienia w kraju. To powoduje, że pracownicy dostają pensję często albo nic nie robiąc albo pracując o wiele mniej godzin na zupełnie innych stanowiskach. Produkcja przemysłowa w rosji spada, a zatrudnienie już nie wbrew logice. Teoretycznie to ruch antykryzysowy, który ma dać gospodarce czas żeby się przebudowała, jednak łącząc to z innymi ruchami podejmowanymi przez rosyjski rząd, sądzę, że cel tych działań jest inny. Ma właśnie zamaskować problemy w rosyjskiej gospodarce żeby mieć maksymalnie silne pozycje do nacisku na zachód w starciu zimą 2022-2023. To samo dotyczy kursu rubla. No chyba już nie dla kogo nie jest tajemnicą jak drakońskie ograniczenia w handlu walutami wprowadziła rosja. Mówienie w takich warunkach o kursu rynkowym nie ma sensu. Kurs rubla nie tylko nie spadł ale i został wzmocniony … mimo że to samo w sobie w zasadzie szkodzi gospodarce i budżetowi rosyjskiemu. Jednak mocny kurs jest świetnym narzędziem propagandowym w wojnie informacyjnej. Jest oznaką stabilności nie tylko dla przeciętnego rosjanina ale i dla zwykłego Europejczyka. I słyszymy te głosy w stylu „popatrzcie na rubel, on się wzmacnia, a złoty i euro lecą w dół, więc kto wygrywa, a kto przegrywa w starciu sankcyjnym?”. To są proste i namacalne argumenty w wojnie informacyjnej zamiast skomplikowanych analiz struktur gospodarek zachodnich i rosyjskiej.
Taką strukturalną analizę problemów rosyjskiej gospodarki dała natomiast na początku sierpnia Yale School of Management. Naukowcy tego ośrodka obalili w dużej mierze rosyjską strategię robienia „poker face” w tej grze i wydali druzgocące wnioski na temat stanu rosyjskiej gospodarki. Raport wskazuje, że mimo deklaracji rosyjskich oficjeli o gospodarczej niezależności, odejście zachodniego kapitału i technologii powoduje powstanie dziury w strukturze gospodarki rzędu 40%. Rosyjski rząd zaś jest zmuszony do dramatycznych ingerencji fiskalnych i monetarnych żeby zamaskować i rozłożyć w czasie te straty, co powoduje po raz pierwszy od dłuższego czasu powstanie deficytu budżetu tego państwa, prawdziwego rozmiaru którego nie znamy, bo te dane zostały utajnione przez rząd rosyjskie i już nie są publicznie dostępne.
2. Gra o wszystko, szantaż energetyczny.
Sytuację gospodarczą rosji pogarsza polityka bezwzględnego i otwartego szantażu energetycznego, którą prowadzi w ostatnich miesiącach Putin. Rosja jest zdecydowana za każdą cenę i z pomocą wszystkich narzędzi które posiada, wywrzeć maksymalnie możliwy nacisk na zachód tą zimą. Maksymalnie skomplikować sytuację gospodarczą w Europie w nadziei na wielką destabilizację wewnątrz tych demokratycznych krajów i upadek rządów nieprzyjaznych Moskwie. Rosja niewątpliwie również uruchomi wszystkich swoich agentów i pożytecznych idiotów z radykalnych populistycznych ruchów politycznych, którzy wesprą jej działania w Europie i po części USA od wewnątrz. Rosyjska państwowa korporacja Gazprom w tej chwili ogranicza, a w niektórych wypadkach zatrzymuje dostawy gazu dla krajów europejskich. Gazociąg Nord Stream 1 wykorzystywany jest tylko na ułamek swoich możliwości. To samo dzieje się z innymi gazociągami. Wszędzie rosja ogranicza dostawy gazu nawet dla kluczowych swoich odbiorców. Rosjanie wolą zaryzykować utratą kluczowego dla siebie rynku, żeby osiągnąć postawione cele polityczne i również … wojenne.
W Polsce często słyszymy, że sytuacja jest bez wyjścia, a rosja jest na pozycji wygranej, ponieważ za rachunek wysokich cen na surowce nadrabia zmniejszenie sprzedaży. I poza tym ma świetnych odbiorców na wschodzie którzy jej zrekompensują zawsze straty na rynkach zachodnich. Ale ta narracja również jest budowana przez rosjan i tak samo jak „odporna na sankcje stabilna gospodarka” jest tylko grą w udawanie silnego. W rzeczywistości, wystarczy zagłębić się w temat i sprawdzić liczby. Rosja nie może nie sprzedawać ten gaz. Przed wojną wysyłała do Europy olbrzymią ilość gazu … większą część wszystkiego co wydobywała. Wydobycie gazu nie jest kranem z wodą, który można sobie spokojnie zakręcić i odkręcić według własnego „chce mi się”. Rosja wypełniła już wszystkie swoje magazyny i jeżeli nie wysyła ten gaz do odbiorcy, to oznacza że dużą jego część po prostu spala. Drugą opcją jest zamykanie miejsc wydobycia, co rosjanie nie robią bo mają nadzieję wygrać tą bitwę. Fizyczne zmniejszenie wydobycia jest decyzją, która ma długotrwałe skutki bo jego wznowienie nie jest ani tanie ani łatwe szczególnie w sytuacji nałożonych na rosję sankcji technologicznych. Chiny wcale nie mogą być zamiennikiem europejskiego rynku dla rosji, jak to często jest głoszone w opiniach ekspertów w Polsce. Zwyczajnie z powodu braku infrastruktury przesyłowej dla tak wielkiej ilości gazu. I nawet jeżeli by Chiny zdecydowali, że chcą kupować od rosji znacząco więcej gazu (a w tej chwili tak absolutnie nie jest, bo rosyjski gaz to ledwie 15% chińskiego rynku ) to zbudowanie niezbędnej do tego infrastruktury zajęłoby długie lata, więc w tej obecnej wojnie energetycznej, którą rosja prowadzi to nie gra żadnej roli. Zaś rosyjskie ambitne plany wejścia na rynek gazu LNG zostały dosłownie pogrzebane z pomocą sankcji zachodnich.
Podsumowując, rosja w tej chwili walczy robiąc maksymalną stawkę i ryzykuje wszystkim. Jej szantaż energetyczny jest otwarty i jawny. Nikt już nie wierzy w problemy z turbinami, a światowe media publikują dane odnośnie olbrzymich ilości spalanego w rosji gazu, który nie trafia na rynek europejski. Rosja albo osiągnie teraz sukces i jej szantaż zadziała powodując niepokoje społeczne w krajach unijnych … co w rozumieniu rosjan widocznie ma doprowadzić do zmiany rządów i polityki tych krajów wobec rosji. Albo jeżeli rosjanie przegrają to starcie, to stracą swój największy rynek i największych klientów. Nikt już nie uwierzy zapewnieniom kupionych przez rosjan byłych polityków europejskich, że rosja to godny zaufania dostawca energii. Chyba że ci politycy i ich koledzy wrócą do władzy. Wysokie ceny na gaz i ropę również nie uratują rosjan, jak to wielu twierdzi. Utrata rynków i fizyczne zmniejszenie wydobycia to są straty w perspektywie strategicznej. Co z tego, że chwilowo możesz zyskać parę rubli, jeżeli jutro nie będziesz miał z tego powodu klienta. To jest zupełnie absurdalny argument, który ma tylko przykryć rosyjską grę i odwrócić uwagę od jej słabości. Dostawców gazu i ropy w świecie jest wielu. Nieprawdą jest teza, że surowce rosyjskie nie można zmienić. To popyt formuje rynek. Niektóre surowce zamienić jest łatwiej, niektóre trudniej. Ale nie ma w tym nic niemożliwego. Jeżeli rosja znika z rynku, a popyt nadal istnieje to oferta się pojawi i rynek z czasem się stabilizuje. Pytanie jest tylko w tym kto jest słabszy, a kto silniejszy politycznie. Kto ma większe możliwości finansowe, żeby wytrwać w czasie kryzysu. Rosja czy Europa. I czy europejskie społeczeństwa i elity zgodzą się na to, że mogą być tak ostro szantażowani i ulegną presji? W świecie rzeczywistym, Europa jest bezwzględnie silniejsza od rosji. Kreml zaś tylko udaje że jest się silnym robiąc dobrą minę do złej gry. Kreml z tego powodu robi stawkę tak wysoka a retorykę tak agresywną, że ma w rzeczywistości słabe pozycje. I jeżeli Europejczycy zdecydują wytrwać w tej bitwie zimowej, to szantaż rosyjski po prostu się rozsypie, a rosja przegra to starcie w perspektywie kilku lat w całości.
3. Rosja chowa swoje kły.
Czwartego września rzecznik Kremla Pan Pieskow oznajmił że rosja jest gotowa do kontynuacji rozmów pokojowych z Kijowem. Wielu ta deklaracja zaskoczyła. Zaczęły się dywagację, że może rzeczywiście tak słabo idzie na froncie czy być może rosja wyczerpała swoje siły i potrzebuje chwili żeby złapać oddech. Z mojego punktu widzenia sprawa wygląda o wiele bardziej banalnie. To jest kolejny fragment rosyjskiego przygotowania się do bitwy o europejską zimę. Rosjanie do tych narracji o których pisałem wyżej, dodaj jeszcze jedną. Brzmi ona mniej więcej tak :”Jesteśmy gotowi do konstruktywnego dialogu dla zakończenia tej wojny. To nie my, lecz faszystowski rząd w Kijowie chce żeby cywile dalej bezsensownie ginęli w wojnie. To oni, a nie my narażają was na spadek gospodarczy i wysokie ceny na energię”. Rosja w ten sposób do szantażu dodaje kolejną broń. Dyplomatyczne i informacyjne manipulacje, dając europejczykom złudzenie, że w końcu tunelu jest światełko. Wystarczy tylko Ukraińców zmusić do akceptacji stawianych przez Kreml warunków.
Podsumowanie.
Czeka nas jedna z ważniejszych bitew tej wojny. Polem bitwy będzie nie Donbas, nie Charków i nie Chersoń, tylko Berlin, Wiedeń i Bruksela. Rosja uderzy cenami na surowce i brakiem dostaw w nadziei na niepokoje społeczne i nacisk na europejskich polityków. Z drugiej strony jej agentura i pożyteczni idioci wykorzystają ten moment do głoszenia rosyjskiej propagandy. O bezsensowności polityki sankcyjnej, o mocnej rosyjskiej gospodarce i sypiącej się gospodarce unijnej, o możliwości zakończenia tych cierpień i problemów i o prostym rozwiązaniu, które będzie na wyciągnięciu ręki. Wystarczy „unormować” stosunki z rosją i zmusić do tego kraje niepokorne … takie jak Polska. W rzeczywistości pozycje rosyjskie są obiektywnie słabe a wszystkie te narracje są kłamstwem. Bo ani rosyjska gospodarka nie jest odporna, ani stabilna. Rosja nie może w krótkiej perspektywie w żaden sposób przekierować swoją sprzedaż surowców na inne kierunki. Rosja również nie zamierza w żadnym wypadku zakończyć wojnę na Ukrainie i zrezygnować ze swoich planów. Współczesne państwo rosyjskie i jej elity w pełni szczerze uważają że nadeszła decydująca chwila i albo rosja wróci jako odnowione imperium, albo zginie. Rosja może na chwilę zatrzymać atak dla odbudowy swoich sił, ale chwilę później jak tylko je uzbiera, znów ruszy naprzód. I jeśliby europejskie społeczeństwa zgodziłyby się teraz pod presję na rosyjskie warunki, nie przyniosłoby to żadnej ulgi, bo za chwilę agresor znów doprowadzi do kolejnego kryzysu i wszystko zacznie się od nowa skutkując te same problemy.
Poza tym słabym punktem tego rosyjskiego planu jest fakt, że uderza w zasadzie w tych kto ma tylko ograniczony wpływ na przebieg wojny. Rosja chciałaby doprowadzić do podziałów w obozie zachodnim i rozdzielić USA i ich sojuszników od Niemiec i ich najbliższych partnerów. Tak żeby dało się zdjąć przynajmniej te najbardziej dotkliwe dla niej sankcje, co też ułatwi jej prowadzenie wojny i przedłuże życie jej gospodarce. Jednak wątpliwe jest by przy obecnej determinacji ukraińskiej nawet silny nacisk Niemiec mógł by zmusić Ukrainę do przyjęcia rosyjskich warunków czy nawet zaakceptować chwilowe zamrożenie konfliktu. Możliwość Ukrainy kontynuować wojnę zasadniczo zależy od dwóch krajów: USA, jak głownego wspierającego i Polski jako niezbędnego dla Ukrainy habu logistycznego i bezpiecznego tyłu. Poparcie innych krajów europejskich jest ważne ale nie jest decydujące. I w tej kwestii rosja bije w najsłabszy punkt tej zachodniej koalicji, który jednak zarazem dla wojny ma mniejsze znaczenie niż by mógł. Żeby mieć możliwość aktywnego wpływu na politykę Kijowa, Berlin musiałby stać się najpierw liderem wsparcia armii ukraińskiej, a na to się nie zanosi zupełnie. Problemem Niemiec bowiem jest to, że pomoc jest liczona w stosunku do możliwości, i ta proporcja dla największego przemysłu Europy wygląda bardzo słabo.
Dla chętnych wesprzeć moją niezależną publicystykę:
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Zostaw komentarz