Każdy naród i każdy kraj ma swoje problemy wśród których są i te dotyczące imigrantów. Nic to nowego i nic groźnego jeśli się je rozwiązuje pilnując przede wszystkim interesu swojego narodu oraz własnej, a więc danego kraju racji stanu.

W ten właśnie sposób prowadzi swoją zagraniczną politykę zdecydowana większość państw europejskich niezależnie od rządów, które w międzyczasie się zmieniają. Rządy się zmieniają. Drobne interesy polityków i ich partii są realizowane w różny sposób ale jedno nigdy nie ulega zmianie. Ciągłość i niezmienność polityki danego kraju rozumianej jako racja stanu.

Polska również nie powinna tu być wyjątkiem i swoją rację stanu jej politycy tak właśnie powinni realizować w wymiarze, że tak napiszę ponadczasowym. Przeciętny, nie interesujący się polityką Polak uważa to za oczywistość, jak jednak wygląda to w naszym kraju naprawdę?

W rzeczywistości polscy politycy przez ostatnie naście lat z wyjątkiem kilkunastomiesięcznych rządów Prawa i Sprawiedliwości i wcześniej rządu pana Jana Olszewskiego gorliwie i nie patrząc jak bardzo rujnują swój własny naród byli realizatorami przede wszystkim polityki państw ościennych.

Oczywiście na prawo i lewo przekonywali jacy to oni są europejscy, jacy to oni są mądrzy i wykształceni w przeróżnych europejskich uczelniach i jacy niezastąpieni ale jedno ich zawsze łączyło i to nawet nie pieniądz. Łączył ich brak wewnętrznego poczucia, że są przede wszystkim Polakami, a dopiero potem europejczykami, ziemianami czy jeszcze wyżej, że są z naszej rodzimej galaktyki.

To Polacy, a nie Europejczycy ich wybierają na podstawie programów ich partii w których ze świecą się nikt nie doszuka realizowanych już po wyborach jakichś dziwnych, europejskich dyrektyw. Gdyby wyborca o tym wcześniej przeczytał to batami by pogonił takiego polityka i już nigdy nie wpuścił do Sejmu. No właśnie, ale w programach właśnie dlatego tych spraw nie ma. Więc i wyborca go nie pogoni, więcej w programach są pięknie brzmiące kłamstwa więc niezorientowany wyborca jeszcze takiego polityka obdarzy miłością i zaufaniem i namaści własnoręcznie oddanym głosem na przyszłego sprawcę swych nieszczęść, który każdy swój krok będzie uzasadniał celem niby nadrzędnym bo europejskim.

Właśnie przeczytałem artykuł jednego z redaktorów Newsweeka, pana Jacka Pawlickiego na temat uchodźców z państw, które nasze media nazywają na wyrost państwem islamskim .…. no właśnie, o ile mi wiadomo żadne cywilizowane państwo tego stworu ani jego nazwy nie uznało więc nasze rodzime media nazywając je Państwem Islamskim praktycznie je sankcjonują i uwiarygodniają. Ale mi tu nie chodzi o fakt jak sobie tych bandytów i terrorystów niektórzy tytułują, chodzi mi o to, że pan Pawlicki znów pisze, że Polska coś powinna!!

On Pawlicki wie co Polska powinna. I akurat tak się składa, że powinna uczynić coś przeciw swojemu interesowi i swojej racji stanu. I dokładnie tak się dzieje, niby przypadkiem, że się to pokrywa w całości z tym co dotąd realizowała Platforma Obywatelska.

Powinna, bo tak powiedzieli gdzieś w Brukseli. Powinna bo tak uzgodnił pan Hollande z panią Merkel podczas pogawędki w zaciszach swoich gabinetów.

Nie musiał być przy tym sam król Europy, Tusk ponieważ jego zdanie aż tak bardzo jest zbieżne z racją tych dwóch narodów, że ta dwójka polityków w ciemno stawiała, że król Tusk to poprze. Nie poprze? To też nie szkodzi. Bo też i nie zaprotestuje. A to w zupełności wystarczy aby francuską i niemiecką rację stanu stawiać w pierwszej kolejności.

Cały w tym artykule tragizm jest właśnie w tym, że normalny czytelnik nie ma pretensji do prezydenta Francji czy Niemiec za to, że ten realizuje politykę służącą swojemu narodowi. Ale szlag go trafia, krew go ze złości zalewa gdy widzi, że nie robi tego co robią inni prezydenci prezydent czy premier ich własnego kraju. Nie robią tego też media, które piórem pana Pawlickiego realizują politykę służącą bardziej Niemcom i Francji niż Polsce.

Będziemy silni jak Niemcy i Francja to będziemy też przyjmować pod swe skrzydła pisklęta z Syrii. Przyjmiemy brzydkie kaczątka z północnej Afryki. Nawet z dalekiego Wietnamu pościągamy wszystkich w imię wiecznej przyjaźni polsko-wietnamskiej ale na Boga! Wtedy gdy nakarmimy nasze własne pisklęta. Przez nasze matki zrodzone a przez nasz system zaniedbane. Przez naszych ojców spłodzone i zostawione w gniazdach podczas gdy tata ugania się gdzieś w świecie za pracą. Najpierw ich wykarmić musimy i dopiero potem Lisowe Newsweeki i wszelkiej maści Pawlickie mogą nam mówić co musimy.

Nie zająkał się pan Pawlicki nawet słowem na wieść, że nasz kochany Kajtuś zbiera na operację bo nasza, polska medycyna nie jest w stanie mu pomóc choć ma taki obowiązek. ZUS nie pomoże malutkiemu dziecku bo Platforma ma inne priorytety. Nie pomoże małej Zuzi będącej na krawędzi życia i śmierci bo pani Kopacz przecież obiecała pieniądze dla rodzin muzułmańskich pragnących życie ułożyć gdzieś w Niemczech lub Anglii i przypadkiem będących przejściowo w Polsce.

Pani Gronkiewicz-Waltz obiecując zaś wysokie premie urzędnikom za swą wierną służbę układom na wpół mafijnym nie wysupła przecież forsy dodatkowej na dzieci jakiegoś tam „innego Boga” bo polskie? Albo też jakie i gdzie dla polskich dzieci ma znaleźć pieniądze pan hrabia Komorowski, któremu już wcześniej było zupełnie obojętne, że setki polskich oficerów straciło pracę tylko dlatego, że budżet na ich miejsce pracy poszedł w ciemną i mroczną dal i tylko on, Komorowski wie dlaczego?

Myślę więc analizując to wszystko, że tu, w kraju mamy i bez afrykańskich imigrantów mnóstwo problemów z naszymi rodzimymi grantami, takimi jak pan redaktor Pawlicki, paź pana Lisa, pani Kopacz ze swoim dworem mającym głowę gdzieś w chmurach a myśli już konkretnie zaprzątnięte szukaniem posad na wzór króla Tuska w Brukseli.

Mamy ich tysiące, a jedynym sposobem na powstrzymanie ich apetytów są jesienne wybory. Dopiero po nich gdy wybierzemy ludzi myślących po polsku będziemy w pełni odpowiedzialnie rozstrzygali czy wolimy pieniądze wydać na leczenie Kajtka i Zuzi czy się zgodzimy na przyjęcie imigrantów ponieważ tak w Brukseli za nas ale bez nas zdecydowano. Bo niech mi ktoś przekona, że nasi politycy wtedy tam przy negocjacjach byli.