Nie lubię odnosić się do tzw. bieżączki, trochę już opadł kurz po konfrontacyjnej akcji Żełeńskiego z nazwaniem jednostki im Bohaterów UPA oraz późniejszych konsekwencji w postaci zabierania/oddawania odznaczeń przez polityków obydwu krajów.

Prezydent Ukrainy został wcześniej poinformowany przez naszą stronę, jak źle to będzie odebrane, co więcej, otrzymał wiele propozycji, które wszystkie odrzucił.

Niewątpliwie Żełeński czuję się silny, Ukraina niszczy przemysł Rosji, wydatnie osłabia ten kraj gospodarczo, osiągnęła technologiczną przewagę nad Rosją, co doskonale widać w bilansie zmian terytorialnych, gdzie Ukraina więcej odbiera terenu niż traci. Obydwa kraje borykają się z problemami rekrutacyjnymi, coraz trudniej zasilać armię i to jest podstawowa przyczyna dla której “mięsna strategia” Rosji daje coraz słabsze efekty, ale też Ukraina odbija mniej terenu niż by mogła. Nasilające się odcięcie Krymu jest faktem, z którego Ukraina z tych samych powodów nie jest w stanie skorzystać.

Wiele osób tego nie rozumie, ale “dronoza” zabija żołnierzy, niszczy sprzęt i infrastrukturę, ale terenu nie jest w stanie przejąć, to musi zrobić człowiek.

Nikt z nas nie zna rezerw osobowych Ukrainy, ale obserwując sytuację, można dojść do wniosku, że wyglądają one słabo. To w tej chwili chyba najpoważniejsze zagrożenie w toczącej się wojnie, gdyż poważniejsza akcja Rosji, kierująca na jakimś odcinku np 100 tys rekrutów jako mięsa armatniego może przechylić szalę na ich stronę, mimo pasma efektownych porażek Kremla na Ukrainie.

Gospodarka Rosji słabnie, degeneruje się skokowo, czego dobrym przykładem są olbrzymie problemy i racjonowanie paliwa czy jest nim absolutnie puste Soczi, zjawisko jakiego nawet najstarsi nie pamiętają.

Musimy tutaj mieć świadomość, że w aktualnej fazie, statycznej wojny, drony, wytwarzane głównie na samej Ukrainie, powodują, że zależność militarna od partnerów bardzo poważnie spadła, jedyne, czego naprawdę potrzebuje Ukraina to ludzie i pieniądze na prowadzenie wojny.

Stąd, wbrew popularnym w infosferze poglądom, ukaranie Ukrainy przez ograniczenie dostępu do lotniska w Jasionce, nie byłoby tak bolesne jak 2 lata temu.

Zakładając optymistyczny scenariusz, gnicia Rosji oraz grzęźnięcia coraz słabszych ataków w Donbasie i rachityczne pozyskiwanie terenu przez Ukrainę na południu, może dojść do rozejmu w wojnie (na realny pokój bym nie liczył). Doszłoby wtedy do poważnego ograniczenia pomocy finansowej dla Ukrainy, która musiałaby się zmierzyć z normalną polityką czy to w zakresie wyborów czy gospodarczą.

Jednocześnie armia musiałaby by być poważnie zredukowana, co powodowałoby, że siła, dzisiaj poważna ukraińskiej armii szybko by się urealniła w dół, jednocześnie napięcia społeczne okresu powojennej odbudowy, wywołałyby kaskady kolejnych zmian, tutaj musimy też mieć świadomość, że pomoc na odbudowę z zachodu liczona w miliardach, czekać będzie na realne zmiany, prowadzące do wytępienia korupcji, a to jak już wiemy, personalnie uderzy w Żełeńskiego. Ukrainę czeka więc raczej seria poważnych wstrząsów, to, czy doprowadzą one do zastosowania wzorca zachodniego i rozwoju czy raczej gnicia kraju, tego dzisiaj przewidzieć się nie da.
Nie mniej jednak jest rzeczą oczywistą, że Ukraina będzie zmuszona poniechać konfrontacyjnego tonu, jaki płynie z elit czy ukraińskiej blogosfery.

Obawiam się, że dla zwykłych Ukraińców czas upragnionego pokoju może okazać się trudniejszy od wyniszczającej wojny, jest też możliwy scenariusz realnego populistycznego gnicia w nacjonalistycznej zupie narracyjnej, nie życzę tego Ukraińcom, ale to niestety nie jest scenariusz nierealny.

Autor: Krzysztof Jaroszuk