10 kwietnia 1525r. wypełnione zostało w sposób symboliczny główne postanowienie zawartego dwa dni wcześniej traktatu krakowskiego. Albrecht Hohenzollern, ostatni wielki mistrz pruskiej gałęzi Zakonu krzyżackiego, a od dwóch dni świecki książę w Prusach, klęknął przed majestatem króla Rzeczypospolitej. Albrecht odebrał z rąk króla proporzec z herbem Prus Książęcych jako symbol lenna. Oznakę zależności od króla i Korony symbolizowała umieszczona na piersi czarnego pruskiego orła litera S (od łacińskiego imienia polskiego władcy – Sigismundus) oraz korona na jego szyi. Prusy Książęce, z których już dwa wieki później wyjdzie iskra, podpalająca gmach Rzeczypospolitej, stawały się poddane Polsce. W złotym wieku naszych dziejów pokonaliśmy wroga, z którym od łokietkowych harców pod Płowcami, toczyliśmy zawziętą walkę. Inna sprawa, jak później łatwo i na własne życzenie wypuściliśmy tę zdobycz z rąk (zgoda na dziedziczenie przez elektorską linię Hohenzollernów a następnie zerwanie stosunku lennego w traktatach welawsko-bydgoskich z 1657r.).

Gdy kilka tygodni temu po raz kolejny na żywo podziwiałem w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach monumentalne, nasycone symboliką oraz nieustannie krzepiące polskie serca dzieło Jana Matejki „Hołd pruski”, w mediach z trudem przewijały się tematy mało zapewne atrakcyjne dla większości widzów.

6-osobowa komisja w Parlamencie Europejskim (przedstawiciele 6 największych frakcji) kończy pracę nad projektem nowego traktatu unijnego, który miałby zastąpić (po przejściu dosyć żmudnej, ale realnej procedury) obecny Traktat Lizboński. W dużym skrócie – likwidacja prawa weta w kluczowych obszarach, włączenie wielu dziedzin z kompetencji własnych państw członkowskich do kompetencji dzielonych (pole do wielkiej ingerencji KE), idea superpaństwa bez suwerennych podmiotów narodowych.

Brandenburgia i trzy inne landy Niemiec sprzeciwiają się budowie pierwszej w Polsce elektrowni atomowej.

Naczelny Sąd Administracyjny (polski!) oddalił zażalenie Wód Polskich i Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska na decyzję wstrzymującą prace regulacyjne na Odrze. Za decyzją taką optowali politycy niemieccy, zwłaszcza eko-ideolodzy z awangardy rewolucji klimatycznej.

Rząd Meklemburgii-Pomorza Przedniego (ze skompromitowaną premier Manuelą Schweisig, która wspierała fundację lobbującą za NordStream2 dzięki funduszom z Rosji) próbuje zablokować, korzystając z unijnych narzędzi, budowę wielkiego portu kontenerowego w Świnoujściu, który uniezależni Polskę w znacznej mierze od korzystania z niemieckiego portu w Hamburgu.

Przykładów można by mnożyć bez liku. Od bezprawnego blokowania Polsce środków z KPO, przez niebezpieczne plany „autonomii strategicznej Europy” (czyli wypchnięcia USA z Europy i zacieśniania relacji z Chinami, a w przyszłości może znów Rosją, czego Niemcy nie wykluczają), po buńczuczne i haniebne odrzucanie polskich roszczeń reparacyjnych.

Niemcy znają historię, wielu pewnie kojarzy obraz krakowskiego mistrza. Tym bardziej marzą, by niemal 500 lat po wydarzeniach z 10 kwietnia 1525r. role się odwróciły i hołd lenny został im złożony przez zakompleksionych i cynicznych jurgieltników bez skrupułów, którzy mówiąc po polsku, myślą w języku Goethego, zredukowanym jednakże do pokornego „für Deutschland”. Niemieckie fantazje pokrzyżować możemy bardzo prostym narzędziem – zestawem kartki i długopisu, który wykorzystamy jesienią.