Zabawmy się na chwilę w spekulantów politycznych i ukujmy hipotezę roboczą. Kidawie-Błońskiej ta kampania wybitnie nie idzie, co mnie akurat nie dziwi i czas udawać, że robi się jakiś poważniejsze ruchy. Póki co zawiesza ona kampanię, ale to jeszcze nic nie znaczy na obecną chwilę.

Namawia do bojkotu wyborów, ale żeby brzmiało to wiarygodnie musiałaby sama zrobić pierwszy krok. Gdyby chciała doprowadzić do wycofania się wszystkich kontrkandydatów, to pierwsza musiałaby zrezygnować ze startu i oczywiście liczyć, że zrobią to też inni. Że tego nie zrobią, to jest akurat dosyć oczywiste.

W czym jednak sęk?

PiS przeczeka Kidawę, do ostatniego momentu, ona mając parcie na rzekome przywództwo w narodzie, spróbuje pokazać Polakom, że ona pierwsza honorowo się wycofa, bo są niby sprawy ważne i ważniejsze, a PiS chwilę potem wprowadzi stan wyjątkowy. Kidawa wypadnie z gry i przestanie być kandydatem, a potem już powrotu nie będzie.

W grze na odroczone wybory zostanie Duda i reszta. Efekt tego będzie taki, że Duda zgarnie to w I turze, a wataha idiotów z PO, parafrazując słowa brzydala Sikorskiego, zostanie dorżnięta. Kidawa zostanie kompletnie zdyskredytowana, PO pozostanie bez kandydata, a PiS nie dość, że wykaże się odpowiedzialnością za naród, to jeszcze wygra wybory. I kto tu jest mistrzem polityki?

Autor: Artur Świątek