I znów dziś królowie

Trzej Królowie. Albo mędrcy. Albo magowie. Przybyli złożyć pokłon narodzonemu Królowi królów.

Są zagadką. Wiemy o nich niezbyt wiele. Sporo się domyślamy. Niemało do naszego ich obrazu dodała wielowiekowa tradycja Kościoła.

Byli zapewne kapłanami perskiej religii – zaratusztrianizmu. Zarazem astrologami. Silny ośrodek astronomii i astrologii znajdował się w tamtym czasie w stanowiącej część perskiego Królestwa Partów Mezopotamii.

Do Dzieciątka – do Betlejem – zaprowadziła ich gwiazda.
Potężni ludzie – przedstawiciele nauki, ale i władzy – złożyli pokłon przed małym Chłopcem. I jego skromną, ubogą Matką.
I nie przyszli z pustymi rękoma…
Przychodzi na myśl taka refleksja, że złoto, które przynieśli stanowiło znaczącą materialną pomoc dla Świętej Rodziny, która przecież w tamtych dniach znajdowała się w niełatwym materialnie położeniu.
(zresztą i przed wiekami i dziś zawsze rodzina – kiedyś mówiło się „podstawowa komórka społeczna” – potrzebuje takiego materialnego wsparcia…)

A za tym idzie kolejna myśl.
Maryja zaufała do końca Bogu. I on w pierwszych dniach po narodzinach jej Syna przysłał z dalekiej krainy potężnych, a zarazem przychylnych ludzi, którzy nie tylko oddali Jej i Dzieciątku hołd, ale i ofiarowali jak najbardziej namacalne, materialne wsparcie.

Idźmy więc jak Królowie ze Wschodu za Gwiazdą do Betlejem. I jak Maria z Nazaretu miejmy ufność w Panu.

(a rządzący niech nie zapomną o obowiązku wspierania rodziny – na której opiera się nasze społeczeństwo…)

Obraz: James Tissot, „Podróż Magów”